Bolesny rachunek z 2011 r. Jak inwestycja za 20 mln zł zamieniła się w niekończący się proces sądowy

Katarzyna Kijakowska | Katarzyna Kijakowska
Bolesny rachunek z 2011 r. Jak inwestycja za 20 mln zł zamieniła się w niekończący się proces sądowy
Wszystko zaczęło się na przełomie pierwszej i drugiej dekady lat 2000. Tiwwal wygrał przetarg na budowę kompleksu rekreacyjnego obejmującego lodowisko. FOT. OKR ATOL
Widmo finansowej katastrofy znów powraca do Oleśnicy. Choć od otwarcia Oleśnickiego Kompleksu Rekreacyjnego Atol minęło kilkanaście lat, inwestycja zrealizowana przez warszawską spółkę Tiwwal wciąż ciąży na miejskich finansach. Po spektakularnym zwycięstwie w 2017 roku, kiedy miasto obroniło się przed roszczeniem rzędu 36 mln zł, zapadł kolejny niekorzystny wyrok – tym razem nakazujący wypłatę 12,5 mln zł. Samorząd zapowiada jednak skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, a wykonanie wyroku zostało wstrzymane.

Spór między Miastem Oleśnica a wykonawcą kompleksu sportowo-rekreacyjnego – upadłą warszawską spółką Tiwwal – to jedna z najdłuższych i najbardziej kosztownych batalii prawnych w historii dolnośląskich samorządów.

Geneza konfliktu: budowa Atola i upadłość wykonawcy

Wszystko zaczęło się na przełomie pierwszej i drugiej dekady lat 2000. Tiwwal wygrał przetarg na budowę kompleksu rekreacyjnego obejmującego lodowisko z funkcją kortów tenisowych, zaplecze socjalne, strefę fitness oraz rozbudowę basenu. Całość warta była wówczas około 20 mln zł.

Szybko pojawiły się jednak opóźnienia, spory techniczne oraz problemy z płynnością finansową wykonawcy, które ostatecznie doprowadziły do upadłości spółki. Zostawiła ona po sobie nieopłaconych podwykonawców, którym – zgodnie z przepisami o zamówieniach publicznych – należności musiało pokrywać miasto, a także lawinę wzajemnych roszczeń sądowych.

Rok 2017: Obrona przed roszczeniem na 36 mln zł

Najbardziej niebezpieczny dla Oleśnicy moment nastąpił w marcu 2017 roku. Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wówczas szokujący dla magistratu wyrok: nakazał miastu zapłatę na rzecz syndyka Tiwwalu kwoty ponad 23,6 mln zł, co wraz z odsetkami dawało gigantyczną sumę około 36 mln zł – stanowiącą blisko jedną czwartą całego ówczesnego budżetu Oleśnicy.

O co wtedy poszło?

Chodziło o wymiennik ciepła do topielnika lodu na lodowisku (urządzenie odzyskujące ciepło z agregatów chłodniczych). Zmiana technologii wymagała dokumentacji zamiennej, a syndyk twierdził, że miasto spóźniło się z jej dostarczeniem i naliczył astronomiczne kary umowne.

Władze Oleśnicy podnosiły, że drobne korekty leżały w gestii nadzoru autorskiego, a umowa nie przewidywała tak skonstruowanych kar.

Zdając sobie sprawę ze skali zagrożenia, samorząd zmienił strategię procesową i zatrudnił renomowaną kancelarię prawną SPCG (prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego). Ruch okazał się kluczowy.

23 sierpnia 2017 r.: Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w całości oddalił roszczenie syndyka. Sąd uznał, że kary umowne w kontrakcie zostały zastrzeżone wyłącznie w wypadku nieterminowego przekazania dokumentacji wprost w nim wymienionej, a nie projektów zamiennych. Miasto uniknęło widma drastycznych cięć budżetowych i wieloletniego paraliżu inwestycyjnego, a burmistrz Kołaciński komentował wówczas: „Nad Oleśnicą znów zaświeciło słońce, a budżet jest bezpieczny”.

Nowa odsłona sporu: Kolejny proces i nakaz zapłaty 12,5 mln zł

Wygrana sprzed lat nie zamknęła jednak wszystkich frontów. Przed sądami toczyły się inne wątki rozliczeń z 2011 roku. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Oleśnicy obecne władze poinformowały o kolejnym prawomocnym rozstrzygnięciu – tym razem skrajnie niekorzystnym dla kasy miejskiej.

Czytaj także:

Jak przekazała skarbnik miasta Joanna Jarosiewicz, samorząd przegrał w dwóch instancjach sprawę dotyczącą rozliczenia końcowej faktury za budowę Atola.

O co toczy się obecna gra? W 2011 roku miasto potrąciło z ostatniej faktury wykonawcy kary umowne za opóźnienia oraz zabezpieczenie należytego wykonania umowy (jak wskazuje ratusz – na wniosek lidera konsorcjum). Kary te miały być wcześniej potwierdzone w innym postępowaniu.

Sądy obu instancji uznały jednak, że potrącenie było nienależne i nakazały miastu zapłatę 12,5 mln zł.

– Sprawa miała miejsce ponad dekadę temu i dotyczy 2011 roku. Większości z nas nie było wtedy na tej sali, mnie również. To sprawa bardzo odległa i bolesna, ale musimy stawić jej czoła – komentował burmistrz Adam Horbacz.

Co dalej? Skarga kasacyjna i wstrzymany wyrok

Mimo niekorzystnego wyroku władze Oleśnicy uspokajają mieszkańców. Sąd Apelacyjny przychylił się do wniosku magistratu i wstrzymał wykonanie wyroku. Oznacza to, że miasto nie musi na ten moment wypłacać 12,5 mln zł.

Sprawę ponownie poprowadzi sprawdzona w 2017 roku kancelaria prawna. Miasto przygotowuje skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, licząc na uchylenie orzeczeń obu instancji.

Włodarze zaznaczają, że przyjęcie kasacji do rozpoznania nie następuje automatycznie i gmina musi zabezpieczyć się na każdy scenariusz finansowy. Niemniej w Oleśnicy rozpoczyna się kolejna runda sądowego serialu, który od kilkunastu lat nie pozwala miastu zapomnieć o cenie, jaką przyszło mu zapłacić za budowę kompleksu Atol.

Udostępnij:
REKLAMA