Przegrany proces i 12,5 mln zł do zapłaty. Skutki budowy Atola po latach mogą uderzyć w budżet Oleśnicy
– Z wyrokiem tym się nie zgadzamy, nie poddamy się. Wynajęliśmy bardzo renomowaną kancelarię, która już wcześniej nam pomogła – oświadczyła Joanna Jarosiewicz.
Jak wyjaśniła skarbnik, sprawa ma swój początek w 2011 roku i dotyczy rozliczenia końcowego etapu inwestycji. – Początki sięgają 2011 roku i ostatniej faktury za budowę OKR Atol, z której potrąciliśmy wtedy należne kary umowne oraz zabezpieczenie należytego wykonania umowy – zresztą na wniosek głównego lidera konsorcjum. Kara umowna została potwierdzona w innym postępowaniu sądowym. Niestety, dwie instancje zdecydowały inaczej. My mamy odmienne zdanie, mamy mocne argumenty – tłumaczyła skarbnik.
Do sprawy odniósł się również burmistrz Adam Horbacz, podkreślając historyczny wymiar konfliktu oraz fakt, że obecne władze muszą mierzyć się ze sprawą sprzed kilkunastu lat temu.
– Sprawa miała miejsce ponad dekadę temu, a dotyczy tak naprawdę 2011 roku i budowy OKR Atol. Większości z nas, którzy tu jesteśmy na sali, wtedy tu nie było, mnie także, pracowałem wtedy w biznesie prywatnym. To sprawa bardzo odległa i bolesna, ale w życiu tak bywa, że czasem coś bolesnego na nas spada i musimy stawić temu czoła – skomentował Adam Horbacz, dziękując skarbnik, że odczytała oświadczenie w tej sprawie.
Mimo gigantycznej kwoty, która stanowi poważne obciążenie finansowe, włodarz uspokaja mieszkańców w kwestii bieżącego funkcjonowania samorządu oraz miejskich inwestycji.
– Zrobię wszystko, by nie dotknęło to mieszkańców. Płynność miasta nie jest zagrożona, żadne inwestycje nie są zagrożone. Wiemy, jak temu zaradzić, mamy plan i walczymy o kasację – zapewnił burmistrz.
Władze miasta zapowiadają wniesienie skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, licząc na uchylenie niekorzystnych orzeczeń obu instancji.
W oświadczeniu nadesłanym po sesji przez oleśnicki ratusz dodano także, iż Sąd Apelacyjny przychylił się do jego wniosku i wstrzymał wykonanie wyroku. – Oznacza to, że obecnie miasto nie musi dokonywać zapłaty zasądzonej kwoty. To bardzo ważna decyzja, która daje nam czas na podjęcie dalszych działań prawnych i odpowiednie przygotowanie miejskich finansów – czytamy. – Mamy jednocześnie świadomość, że wniesienie skargi kasacyjnej nie oznacza automatycznie jej przyjęcia do rozpoznania przez Sąd Najwyższy, ani tym bardziej nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. Wierzymy w siłę naszych argumentów prawnych, ale jako samorząd musimy odpowiedzialnie przygotować się na różne możliwe scenariusze.