Jubileusz w Stradomi Wierzchniej. Wójt przy organach od 35 lat [ZDJĘCIA]
Uroczystość obfitowała w chwile wzruszenia, serdeczne gesty i uśmiech. W kościele zabrzmiało gromkie „Życzymy, życzymy”, a w stronę jubilata skierowano liczne podziękowania za dekady muzycznej oprawy nabożeństw. Słów uznania nie szczędził proboszcz parafii, ks. Mateusz Szmajdziński.
– Ta parafia miała w tym czasie wielu proboszczów, a organistę wciąż tego samego – żartował ze swadą duchowny, dziękując za bezinteresowne zaangażowanie i życząc organiście kolejnych 35 lat przy instrumencie.
– Tyle będzie trudno, ale mam nadzieję, że chociaż do 50. rocznicy dam radę – odpowiadał z uśmiechem i wzruszeniem Robert Fryt, dziękując całej wspólnocie parafialnej za lata ciepła, życzliwości i wspólnej modlitwy.
Łzy na chórze i słowa, które zmieniły wszystko
Droga Roberta Fryta do organistówki rozpoczęła się pod koniec lat 80. To właśnie za sprawą kościoła muzyka stała się jego pasją na całe życie. Miał zaledwie 13 lat, gdy po raz pierwszy usiadł za kontuarem instrumentu w rodzinnej Stradomi Wierzchniej, wykonując pieśń „Barka”. Początki nastolatka nie należały jednak do łatwych.
Pewnego razu jeden z dorosłych parafian bez ogródek wypalił chłopakowi, że skoro nie umie grać, to lepiej, żeby w ogóle się za to nie brał. Zraniony nastolatek zalał się łzami. Wtedy podszedł do niego ówczesny proboszcz, ks. Kazimierz. Złapał młodego Roberta mocno za ramię i z pełnym przekonaniem powiedział: „Jeszcze będziesz organistą, którego wszyscy będą chcieć”.
Te słowa okazały się prorocze. Z biegiem lat talent i warsztat Roberta Fryta docenili wierni i duszpasterze w całym regionie – grywał i wspierał liturgie m.in. w kościołach w Sycowie, Szczodrowie czy Dziadowej Kłodzie.
Czytaj także:
Muzyka, szkoła i samorząd
Choć los zaprowadził go najpierw do 5-letniego technikum ogrodniczego, to właśnie muzyka upomniała się o niego na dobre. Po ukończeniu szkoły średniej trafił na studia z wychowania muzycznego w Częstochowie, gdzie – jak sam wspomina – znów otworzył szeroko oczy na świat dźwięków, chłonąc sztukę całą swoją istotą.
Karierę zawodową związał z edukacją: ukończył studia podyplomowe z wychowania fizycznego i przez lata uczył dzieci i młodzież w szkołach w rodzinnej Stradomi Wierzchniej oraz w Dziadowej Kłodzie. Choć obowiązki z czasem zaprowadziły go do samorządu i dziś zarządza całą gminą jako wójt, w niedzielne poranki niezmiennie zamienia garnitur urzędnika na pulpit z nutami, służąc parafianom tym samym instrumentem, przy którym zasiadł jako trzynastoletni chłopiec.