Od myśliwskiego snu po renesans oazy Wirtembergów. Dlaczego mały Pokój zawstydza dziś Oleśnicę?
Legenda głosi, że tę osadę książę Karol Chrystian Erdmann Wirtemberg dosłownie sobie wyśnił. Zmęczony polowaniem w matczynych lasach za Namysłowem zasnął wśród wzniesień, stawów i mieszanych borów. Spokój tego zakątka urzekł go do tego stopnia, że postanowił stworzyć tu rezydencję – z domem myśliwskim, późniejszym pałacem i gwiaździście rozchodzącymi się traktami. Tak narodziło się Carlsruhe, dzisiejszy Pokój. Miejscowość, która z czasem zyskała status uzdrowiska, gościła koronowane głowy – w tym króla Fryderyka Wilhelma – i stała się oczkiem w głowie oleśnickiego władcy. Dziś, po dekadach powojennej ruiny, dawna książęca oaza przeżywa spektakularny renesans. I staje się bolesnym wyrzutem sumienia dla samej Oleśnicy.
Osobistą i pełną goryczy refleksją na ten temat podzielił się mieszkaniec Oleśnicy, Wiesław Mazurkiewicz, który wybrał się do Pokoju z zamiarem odnalezienia w zaroślach choćby resztek dawnej świetności. Rzeczywistość, jaką tam zastał, całkowicie go zaskoczyła.
Wojenna hekatomba i powolna śmierć rezydencji
Historia ostatnich Wirtembergów na oleśnickim tronie to gotowy scenariusz na film. Para książęca cieszyła się w Oleśnicy ogromnym szacunkiem – z okazji 50. rocznicy ich ślubu mieszkańcy ufundowali monumentalny pomnik Złotych Godów, który po dziś dzień stoi przy zamkowych murach. Książę zmarł zaledwie rok po jubileuszu, a żona przeżyła go o trzy miesiące. Zgodnie z ostatnią wolą władcy, oboje spoczęli w ukochanym Pokoju.
Kres wspaniałej rezydencji przyniosła II wojna światowa. Wkroczenie Armii Czerwonej zakończyło się rzezią pozostałej ludności cywilnej i niemal całkowitym unicestwieniem miejscowości. Pałac oraz zabudowania zostały zburzone i spalone – ocalał jedynie kościół. Lata powojenne i okres PRL dopełniły dzieła dewastacji, degradując niegdysiejsze uzdrowiskowe miasto do roli skromnej wsi. Tam, gdzie stał pałac, urządzono rondo, a po monumentalnym, 250-hektarowym założeniu parkowym – łączącym kunszt stylu francuskiego z dzikością angielskiego krajobrazu – miały pozostać jedynie legendy.
Wieś, która dba o każdy detal
Dzisiejszy Pokój udowadnia jednak, że pamięć historyczna nie zależy od wielkości budżetu, lecz od ludzi. Spacer po dawnym parku książęcym okazał się dla oleśnickiego społecznika szokiem kulturowym – w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu.
W Pokoju trwa kompleksowa rewitalizacja zabytkowych ogrodów. Na dawnym rondzie zachowano wiekowy platan pamiętający czasy książęce, a w pobliżu powstał imponujący mural. Odtworzono parkowe baseny z fontannami i rzeźbami, francuskie labirynty, niskie rabaty i małą architekturę ogrodową. Dawna oranżeria zyskała drugie życie – zaadaptowano ją na nowoczesną kawiarnię, bibliotekę oraz przestrzeń wystawienniczą. Wzrok przyciągają zabytkowa herbaciarnia na wodzie, stawy, rododendrony oraz najstarsza w Polsce sosna wejmutka. Całości dopełnia nowoczesna infrastruktura: automatyczne kosiarki pielęgnujące murawę, estetyczne parkingi oraz zadbane zaplecze sanitarne.
W Pokoju wyeksponowano niemal każdą ocalałą cegłę, pielęgnując pamięć o Wirtembergach z rzadko spotykanym pietyzmem.
Gorzki kontrast z Oleśnicą
Ta wizyta stała się dla Wiesława Mazurkiewicza pretekstem do bezkompromisowej oceny sytuacji w jego rodzinnym mieście. Zestawienie wiejskiego Pokoju z powiatową Oleśnicą wypada druzgocąco.
Wspomniany pomnik „Złotych Godów” przy oleśnickim zamku zarasta iglakami, stając się tłem dla libacji alkoholowych, podczas gdy tereny pod murami zamkowymi od lat borykają się z problemem dzikich wysypisk śmieci i melin.
W opinii autora w Oleśnicy dominuje „kult apartamentowców” i dążenie do maksymalnego dogęszczania zabudowy – nawet kosztem terenów rekreacyjnych. Na postulaty i petycje mieszkańców dotyczące powiększenia Parku Książąt Oleśnickich lokalne władze reagują wzruszeniem ramion i argumentem, że „zieleni w mieście jest pod dostatkiem”, a sam park zamkowy zdominowały przypadkowe instalacje w rodzaju ocynkowanych koszy do disc golfa.
Główny wniosek płynący z tej relacji jest jednoznaczny i bolesny: w niewielkim Pokoju dziedzictwem zarządzają pasjonaci zakochani w swojej małej ojczyźnie, podczas gdy w samej Oleśnicy historyczny potencjał i przestrzeń publiczna przegrywają w starciu z doraźnym zyskiem i mentalnością handlarzy gruntami.