Stuletnie akta odnalezione. Jak zwykli dzierżawcy z majątku Grunwitz pokonali w sądzie księcia z Sycowa
Wyobraźmy sobie marzec 1925 roku. We Wrocławiu, w zaciszu swojej kancelarii, adwokat dr Karl Enders rytmicznie uderza w klawisze maszyny do pisania. Słowa, które przelewa na papier, zadecydują o losach potężnego majątku ziemskiego Grunwitz (dzisiejsza Stradomia Wierzchnia). Stawka jest niebagatelna – ponad 2140 marek Rzeszy (RM). W czasach rodzącej się z popiołów po I wojnie światowej gospodarki, była to absolutna fortuna.
Dawid i Goliat na sali sądowej
Z dokumentów, którymi podzielili się twórcy profilu „Stradomia Wierzchnia i okolice”, wyłania się fascynujący obraz przedwojennego sporu majątkowego. Po jednej stronie barykady stanęli Else i Arthur Kindlerowie – zdeterminowani i nieustępliwi dzierżawcy miejscowego majątku.
Po drugiej stronie znalazł się przeciwnik wagi ciężkiej: małoletni książę Ludwik Gustaw von Curland. W sądzie reprezentował go ojciec – potężny książę Gustaw, na co dzień rezydujący w okazałym zamku w Sycowie.
Podatkowa kość niezgody
O co toczyła się batalia? Przedmiotem sporu stało się rozliczenie podatków z imponującego areału 1588 mórg ziemi.
Wszystko zaczęło się w 1921 roku, kiedy to strony podpisały umowę dzierżawy. Znalazł się w niej standardowy, jak na tamte czasy, zapis: dzierżawcy zobowiązują się do pokrywania wszelkich podatków i ciężarów związanych z funkcjonowaniem majątku. Problem w tym, że kilka lat później w państwie zmieniły się przepisy i wprowadzono nowy podatek majątkowy Rzeszy (Reichsvermögenssteuer).
Książę Gustaw, interpretując prawo na swoją korzyść, uznał, że skoro nowa danina dotyczy gruntu i ziemi, to zgodnie z umową z 1921 roku powinni ją zapłacić dzierżawcy. Państwo Kindlerowie nie zamierzali jednak ustąpić i powiedzieli arystokracie kategoryczne: „Nie!”.
– Tego typu archiwalia to niesamowite okno na przeszłość. Pokazują, że ludzkie problemy, spory o podatki i kruczki prawne nie zmieniły się od stuleci – komentują odkrywcy ze strony „Stradomia Wierzchnia i okolice”.
Sądowy finał we Wrocławiu
Gdy negocjacje zawiodły, sprawa musiała znaleźć swój finał na wokandzie. Historyczna rozprawa odbyła się 22 kwietnia 1925 roku o godzinie 10:00, przed Izbą Cywilną Sądu Krajowego we Wrocławiu.
Sędziowie stanęli przed nie lada wyzwaniem. Musieli rozstrzygnąć zagadkę prawno-filologiczną: czy nowy podatek majątkowy to w świetle ówczesnego prawa ciężar gruntowy (rzeczowy), czy jednak osobisty?
Decyzja wrocławskiego sądu okazała się miażdżąca dla arystokraty z Sycowa. Wymiar sprawiedliwości przyznał pełną rację dzierżawcom, uznając, że podatek ma charakter osobisty i książę nie ma prawa przerzucać go na małżeństwo Kindlerów. Co więcej, sąd obarczył księcia Gustawa wszystkimi kosztami przegranego procesu.