Przełomowy wyrok we Wrocławiu. Czy makabryczne banery znikną z okolicy SP nr 1 w Oleśnicy?
Wyrok wrocławskiego sądu to finał wieloletniej walki Agnieszki Kossowskiej z Opola, która w imieniu swojego niepełnosprawnego syna, Franciszka, pozwała fundację znaną z prezentowania w przestrzeni publicznej makabrycznych zdjęć. Sprawa ta udowadnia to, o czym wielu rodziców z Oleśnicy mówi od dawna – drastyczne obrazy mają realny, destrukcyjny wpływ na psychikę najmłodszych.
Oleśnicki problem pod jedynką
Dla mieszkańców Oleśnicy działalność fundacji Pro – Prawo do życia nie jest nowością. Od lat w naszym mieście, szczególnie w rejonie Szkoły Podstawowej nr 1, organizowane są pikiety, podczas których eksponowane są ogromne plakaty przedstawiające rozerwane i zakrwawione płody.
Uczniowie w drodze na lekcje lub wracając do domów, są zmuszani do patrzenia na te szokujące treści. Rodzice wielokrotnie interweniowali, obawiając się o wrażliwość swoich dzieci, jednak dotychczas często odbijali się od ściany, słysząc, że pikiety są legalne, a szkodliwość obrazów nie została udowodniona. Wrocławski wyrok całkowicie zmienia tę narrację.
Koszmar 11-latka i długa walka w sądach
Historia Franciszka Kossowskiego pokazuje, jak poważne konsekwencje niesie za sobą ekspozycja na takie materiały. Chłopiec, mając 11 lat, regularnie podróżował na badania medyczne do Wrocławia. Wzdłuż trasy mijał wielkoformatowe, antyaborcyjne billboardy. Jego matka, prezes Fundacji Rozwoju Edukacji Empatycznej FREE, zauważyła u syna bardzo silne i niepokojące reakcje na te obrazy.
Walka o sprawiedliwość rozpoczęła się w lutym 2021 roku od zgłoszenia sprawy na policję. Początkowo Sąd Rejonowy w Opolu nałożył na Adama B. z fundacji Pro — Prawo do życia zaledwie 500 zł grzywny. Obie strony złożyły apelację. Sytuacja skomplikowała się, gdy prokuratura nagle wycofała wniosek policji. Po latach batalii karnej, ostatecznie Adam B. został prawomocnie uniewinniony, a w uzasadnieniach pojawiały się argumenty, że nikt nie udowodnił szkodliwości plakatów dla psychiki dzieci.
Agnieszka Kossowska nie złożyła jednak broni. Zdecydowała się na wytoczenie procesu cywilnego o naruszenie dóbr osobistych syna, co było możliwe dzięki zbiórce funduszy i wsparciu darczyńców.
Sąd nie miał wątpliwości: to powoduje PTSD
Podczas procesu cywilnego we Wrocławiu przedstawiono druzgocącą opinię psychiatryczną. Biegli potwierdzili, że wskutek oglądania plakatów u Franciszka rozwinął się zespół stresu pourazowego (PTSD). Dziś chłopak ma 17 lat i – jak zaznacza jego matka – mimo upływu sześciu lat wciąż wymaga terapii, a rodzina musi uważnie planować trasy, by unikać miejsc, w których mógłby ponownie zobaczyć podobne treści.
3 sierpnia Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał nieprawomocny, ale przełomowy wyrok. Sąd nakazał Adamowi B. i fundacji Pro – Prawo do życia natychmiastowe zaprzestanie naruszania dóbr osobistych nastolatka. Organizacja musi usunąć dwa billboardy znajdujące się przy drodze krajowej nr 46 i autostradzie A4, zapłacić 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia i pokryć koszty procesu.
Co ważne, sąd orzekł także zakaz ponownego umieszczania takich banerów w tych miejscach.
Agnieszka Kossowska przyznaje, że po latach ciągłych porażek w sądach karnych była bliska rezygnacji, ale tuż przed przedawnieniem sprawy uznała, że nie może się poddać. Jej upór przyniósł precedensowe orzeczenie, z którego teraz będą mogli korzystać inni rodzice.
Wyrok z Wrocławia to jasny sygnał – szokowanie dzieci makabrycznymi zdjęciami w przestrzeni publicznej jest naruszeniem ich dóbr osobistych i wyrządza wymierną krzywdę. Czy ten wyrok stanie się orężem dla oleśnickich rodziców, walczących o spokojną drogę do szkoły dla uczniów jedynki ? Czas pokaże.