Kto powinien płacić za punkt paszportowy w Oleśnicy? Ta opinia jest zupełnie inna niż wszystkie
Jak wskazuje autor wpisu, dyskusja wokół punktu paszportowego nie ogranicza się wyłącznie do wygody mieszkańców, lecz dotyczy również pieniędzy, odpowiedzialności i zasad. – Pojawia się pomysł, aby do jego funkcjonowania dokładały się sąsiednie gminy powiatu. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak przejaw samorządowej solidarności. Kiedy jednak spojrzeć na sprawę spokojnie i szerzej, trudno nie odnieść wrażenia, że chodzi raczej o przerzucenie kosztów decyzji, która od początku miała kontekst polityczny – czytamy.
Dalej autor wpisu odnosi się do publikacji na naszym portalu odnoszącym się do kwestii współfinansowania punktu przez inne samorządy powiatu oleśnickiego.
We wpisie czytamy także, iż punkt paszportowy nie ma rejonizacji – wnioski można składać w dowolnym punkcie w kraju. – Do Oleśnicy może przyjechać mieszkaniec Kępna, Namysłowa, ale równie dobrze ktoś z Płocka lub Opoczna. Czy te samorządy będą również „dorzucać się” do utrzymania punktu paszportowego w Oleśnicy? – pyta retorycznie autor opinii.
Wpis zwraca też uwagę, że Oleśnica od lat pełni funkcję miasta powiatowego i centrum administracyjnego, co przynosi jej liczne korzyści – wpływy z podatków, klientów dla lokalnych sklepów i usług, miejsca pracy. – Nigdy jednak nie pojawił się pomysł, by Oleśnica dzieliła się tymi korzyściami finansowymi z innymi gminami. Solidarność nie była potrzebna, gdy chodziło o dochody. Trudno więc zrozumieć, dlaczego ma się pojawić właśnie wtedy, gdy trzeba do czegoś dopłacić – podkreśla autor opinii.
Dodatkowo przypomina on, że decyzja o lokalizacji punktu w Oleśnicy budziła wątpliwości od samego początku, a cała inwestycja od początku miała też wymiar polityczny. Zmiana stanowiska Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego w sprawie tworzenia punktu rodzi pytania, czy podstawą były nowe dane, czy raczej kwestie wizerunkowe.
Autor sugeruje też, że inne gminy powinny podejść sceptycznie do pomysłu współfinansowania punktu i dokładnie przemyśleć, czy warto dokładać się do inwestycji o charakterze bardziej politycznym niż praktycznym.