Ostra wymiana zdań o pieniądzach dla KK Oleśnica
Podczas dzisiejszych obrad sprawa na nowo wywołała spore emocje, a osią sporu stały się miejskie finanse. Głos w sprawie zabrał m.in. radny Paweł Bielański, który wprost wskazał, że w miejskiej kasie znajdują się środki, które mogłyby uratować ligę dla Oleśnicy. Mowa o 150 tys. zł.
– Wywodzi się pan ze środowiska sportowego, wie pan doskonale, że łatwo jest spaść z ligi, a znacznie trudniej do niej wrócić – apelował Bielański do szefa komisji sportu Wojciecha Bartnika. Zaznaczył przy tym, że wycofanie zespołu to z perspektywy sportowej dramatyczna decyzja.
Bartnik sugerował, że jeśli faktycznie wspomniane środki mogłyby zostać przesunięte, byłoby to racjonalne wyjście z impasu. Zaznaczył jednak, że ostateczna decyzja nie leży w jego kompetencjach, a w gestii burmistrza.
Kwestia priorytetów i „nierozciągliwej” infrastruktury
Burmistrz Adam Horbacz, odpowiadając na zarzuty, stanowczo odrzucił narrację o „wolnych” 150 tysiącach złotych, które można było po prostu przekazać koszykarzom. Wyjaśnił, że są to wewnętrzne przesunięcia w budżecie Zakładu Budynków Komunalnych, wynikające z wygospodarowanych tam oszczędności.
Przedstawiciel władz miasta podkreślił, że choć jest otwarty na rozmowy ze wszystkimi środowiskami sportowymi, miasto musi dzielić uwagę i fundusze pomiędzy różne dyscypliny. – Chciałbym pomóc koszykarzom, ale inne kluby też mają swoje potrzeby – argumentował Horbacz, dodając również, że – jak wynika z oświadczenia klubu – problemem KK Oleśnica nie są tylko finanse, ale i baza sportowa. – Choć klub ma dostęp do miejskiej infrastruktury, ta „nie jest z gumy”, a budowa nowej, w pełni funkcjonalnej hali widowiskowo-sportowej to na ten moment pieśń przyszłości – stwierdził burmistrz.
Kalendarz, który nie sprzyja sportowi
Na jeszcze inny, systemowy problem zwrócił uwagę Jacek Malczewski. Przypomniał on, że prezes KK Oleśnica sygnalizował problem luki budżetowej w wysokości 90 tys. zł już miesiąc temu. Niestety, sportowe terminy brutalnie zderzyły się z samorządowym kalendarzem.
Podział miejskich środków na sport odbywa się zazwyczaj na przełomie grudnia i stycznia. Tymczasem kluby sportowe muszą deklarować swój udział w centralnych rozgrywkach w miesiącach letnich. W opinii Malczewskiego w całej sytuacji wyraźnie zabrakło współpracy i chęci znalezienia wspólnego rozwiązania w kluczowym momencie, co ostatecznie przypieczętowało los drugoligowej koszykówki w mieście.
W podobnym tonie wypowiedział się radny Marek Kamaszyło, sugerując, że w relacjach na linii klub–miasto zabrakło woli kompromisu i „spotkania w połowie drogi”, co być może uratowałoby sytuację koszykarzy. Radny odniósł się również do spornej kwestii kosztów infrastruktury. – Wiem, że toczyła się dyskusja na temat podatku VAT naliczanego za najem hali. Choć nie jesteśmy ekspertami w sprawach podatkowych, musimy bacznie przyglądać się kondycji finansowej spółki Atol, bo to z niej ostatecznie rozliczamy prezesa Salika – tłumaczył.