Dwa życia, jeden świat. Jola i Michał Efinowiczowie o podróżach, które zmieniają perspektywę
– Wyjeżdżaliśmy na kilka dni, biegaliśmy, ale też chłonęliśmy miejsca, w których odbywały się zawody – wspomina Jola. – Do tego doszło jedzenie, odkrywanie kuchni. Wtedy zrozumieliśmy, że potrafimy podróżować, że mamy w sobie odwagę.

W 2017 roku zamieszkali na Malcie. Michał pracował zdalnie, Jola znalazła zatrudnienie w bankowości. Wyspa dawała poczucie stabilizacji, ale szybko okazało się, że nie zapewnia przestrzeni, której potrzebowali. – Malta jest piękna, ale jeśli chcesz zrobić coś spontanicznie, musisz kupić bilet lotniczy – mówi Michał. Coraz wyraźniej czuli, że chcą być w drodze.
Momentem przełomowym była wizyta koleżanki, która wróciła z Kilimandżaro. Dla Michała było to przypomnienie dziecięcego marzenia. – To we mnie zostało. Dwa miesiące później stałem na tej górze – opowiada.
Decyzja o opuszczeniu Malty zapadła niedługo później. Dwumiesięczna podróż po Azji miała być zamknięciem pewnego etapu. Stała się początkiem nowego. Dziesięć krajów, zmienne tempo i zderzenie z realnością podróżowania. W Tajlandii doszło do wypadku – podczas jazdy skuterem Jola złamała nos i trafiła do lokalnego szpitala. Konieczna była operacja i kontakt z ubezpieczycielem. Dziś oboje podkreślają, że to doświadczenie nauczyło ich, jak ważne jest bezpieczeństwo. – Nigdy nie warto na nim oszczędzać – dodaje Michał.
Dwa życia, ktore się uzupełniają
To właśnie wtedy poczuli, że podróżowanie to coś więcej niż przemieszczanie się. -Spodobało nam się bycie w świecie, łapanie perspektywy – mówi Jola. -Bardzo lubimy nasz dom, ale podróże są nam potrzebne. To dwa życia, które się uzupełniają.
Ich styl podróżowania daleki jest od wygody. Zamiast leżaków wybierają ruch – trekkingi, góry, długie przejścia. -Zawsze musi być coś aktywnego, a dopiero potem odpoczynek – tłumaczy Jola. Nie korzystają z biur podróży, bo – jak mówi Michał – „najlepsze historie zaczynają się wtedy, gdy coś idzie nie po planie”.

Na Korsyce przekonali się o tym szczególnie wyraźnie. Wyruszyli na trekking szlakiem GR20 przebiegającym niemal przez całą wyspę i uznawanym za jeden z najtrudniejszych w Europie. – Nie zabraliśmy namiotu, zakładając, że schroniska zapewnią nam zaplecze. Były, ale nie takie jak w Polsce – bez jedzenia, bez wygód – wspomina z uśmiechem Jola. – Trzeba było improwizować, prosić o pomoc i mierzyć się z własnymi ograniczeniami.
Z czasem podróże zaczęły kręcić się także wokół jedzenia. Restauracje z gwiazdkami Michelin stały się celem samym w sobie. – Szefowie kuchni w takich miejscach przełamują standardowe myślenie o jedzeniu – mówi Michał. – To doświadczenie, które zostaje na długo. O tym, że mają zajawkę na tym punkcie niech świadczy fakt, że w grudniu polecieli do Barcelony na zaledwie dobę – tylko po to, by zjeść w jednej z najlepszych restauracji świata. – To była nieoczywista, zaskakująca kolacja w restauacji o nazwie Disfrutar, co po hiszpańsku znaczy „cieszyć się”, „odczuwać przyjemność”, „dobrze się bawić” – opowiadają.
Jola odwiedziła już 71 krajów, Michał – 70. W najbliższych planach mają Nową Zelandię. – Jedziemy we dwoje, tak jak najbardziej lubimy – mówi Michał. – Podróżujemy szybko, mamy te same gusta, jesteśmy decyzyjni. Jednocześnie przyznaje, że choć z zewnątrz ich życie wygląda atrakcyjnie, nie każdy byłby w stanie funkcjonować w takim tempie.
Podróż stała się również pracą
Od 2020 roku Jola organizuje wyjazdy grupowe. – Ktoś zaproponował mi współpracę z biurem podróży, bo sama dobrze sobie z tym radziłam – opowiada. Dziś prowadzi wyprawy, układa plan dnia i towarzyszy uczestnikom od momentu spotkania na lotnisku. – Największą satysfakcję daje mi to, że mogę pomagać ludziom spełniać podróżnicze marzenia – uśmiecha się. Obecnie skupia się na Japonii, uczy się języka i chce stać się specjalistką od tego kraju.

Michał w tym czasie wrócił do gór. W połowie ubiegłego roku rozpoczął przygotowania do wejścia na Ojos del Salado w Chile – najwyższy czynny wulkan na świecie. Wyprawa okazała się lekcją pokory. – Tam nie ma miejsca na improwizację – mówi. – Przygotowanie organizmu, precyzja decyzji, aklimatyzacja – wszystko ma znaczenie. Jeden z popełnionych błędów mógł kosztować mnie życie. To doświadczenie uświadomiło mi, jak cienka jest granica między ambicją a bezpieczeństwem. Szczyt mogę odhaczyć jako zdobyty, choć nie obyło się bez komplikacji.
Zapytani o miejsce do życia, bez wahania wskazują Hawaje – za klimat, ludzi i jedzenie. Jednocześnie wiedzą, że każdy raj z czasem powszednieje. – Gdy jesteśmy w podróży, mamy plan i cel. Gdy zostajemy gdzieś na dłużej, przychodzi codzienność – zauważa Jola.

Do miejsc, do których wracają najchętniej zaliczają Japonię, Tajlandię i Republikę Południowej Afryki. Ale to Polska pozostaje dla nich jednym z najlepszych krajów do życia. – Nadal jest stosunkowo tanio i ma bardzo wysoki poziom obsługi – mówi Michał. – To coś, co naprawdę docenia się po latach podróży.
Dla tych, którzy dopiero myślą o pierwszej samodzielnej wyprawie poza Europę, polecają Tajlandię – bezpieczną, otwartą i przyjazną.