Dlaczego ROM wolał Dobroszyce? Opozycja wytyka władzom Oleśnicy brak atrakcyjnych terenów i zaniedbania
W swoim wpisie w mediach społecznościowych radny zwrócił uwagę na dwa kluczowe powody, dla których przenosiny fabryki do Dobroszyc uderzą w miasto. To m.in. spadek wpływów do budżetu, bo Oleśnica straci znaczną część podatku od nieruchomości oraz wpływy z tytułu podatku CIT, które teraz zasilą kasę sąsiedniej gminy. To także – jak podnosi Bielański – utrata miejsc pracy na miejscu. – Choć wielu dotychczasowych pracowników będzie nadal pracować dla firmy, dojeżdżając do nowej siedziby, fizycznie miejsca pracy znikają z mapy miasta. Radny ostrzega, że takie zjawiska utrwalają niekorzystną wizję Oleśnicy jako tzw. „miasta-sypialni” – pisze radny.
– Te dwa argumenty w mojej ocenie ważą więcej niż dwa poniższe, które można wskazać jako korzystne – podkreśla Paweł Bielański i wylicza uwolnienie terenów pod zabudowę mieszkaniową. – Deweloperzy już zacierają ręce, bo teren jest bardzo atrakcyjny. Choć ROM tego oficjalnie nie potwierdza, to oczywistym wydaję się fakt, że w miejscu fabryki powstaną bloki – mówi. – Znikną środowiskowe uciążliwości związane z funkcjonowanie ROM (transport ciężarowy, hałas i emisje) Pozostaje też NAJWAŻNIEJSZE pytanie. Dlaczego ROM nie wybrał Oleśnicy i nie tworzy nowej fabryki na terenach inwestycyjne przy ulicy Strefowej?
– Odpowiedź jest prosta, bo w oleśnicka podstrefa nie była atrakcyjna. A zarządzający firmą ROM umie liczyć pieniądze i wybrał ofertę korzystniejszą. Choć miasto Oleśnica posiada znikomą ilość gruntów pod inwestycje, to nawet te które są do dyspozycji, w ocenie inwestorów są mało atrakcyjne – czytamy we wpisie Bielańskiego.
Najważniejsze pytanie, jakie stawia samorządowiec, dotyczy jednak miejskiej polityki inwestycyjnej. Skoro firma ROM i tak buduje nową fabrykę w okolicy, dlaczego nie zdecydowała się na inwestycję w oleśnickiej podstrefie przy ulicy Strefowej?
– Odpowiedź jest prosta, bo oleśnicka podstrefa nie była atrakcyjna. Zarządzający firmą ROM umieją liczyć pieniądze i wybrali ofertę korzystniejszą – ocenia Paweł Bielański.
Zwraca on uwagę na znikomą ilość miejskich gruntów pod inwestycje, które dodatkowo w oczach przedsiębiorców prezentują się zniechęcająco. Jako symbol zaniedbań podaje stan infrastruktury promocyjnej w strefie inwestycyjnej. Dawno wyblakła i zarastająca krzakami tablica informacyjna wysyła – jego zdaniem – jasny sygnał potencjalnym inwestorom o słabych warunkach do rozwoju biznesu w tym miejscu.
Swój komentarz radny podsumował w ironicznym tonie, wbijając polityczną szpilę włodarzom miasta. Odnosząc się do zaniedbanej tablicy promocyjnej, Bielański zasugerował władzom przyczepienie do niej… baloników.
Według radnego mogłoby to zwrócić uwagę przejeżdżających inwestorów i skłonić ich do próby odczytania wyblakłego szyldu. Jak uszczypliwie skwitował, niektórzy twierdzą wręcz, że baloniki stały się nieodzownym atrybutem obecnego burmistrza, więc warto spróbować wykorzystać ten potencjał w procesie przyciągania kapitału.