Czy pacjent ma zgadywać, czy lekarz w ogóle jest? Gorzkie słowa o oleśnickim szpitalu
Zdarzenie miało miejsce w minioną sobotę, kiedy pan Arkadiusz musiał skorzystać z pomocy chirurgicznej na izbie przyjęć. Jak zaznacza w swoim internetowym wpisie, to, co zastał na miejscu, trudno było mu nazwać profesjonalną opieką zdrowotną.
„Na korytarzu siedzieli pacjenci czekający na internistę i chirurga. Jak to w Polsce – pytanie »kto jest ostatni?«, zajęcie miejsca i cierpliwe oczekiwanie. Mijały kolejne minuty, potem kolejne kwadranse. Winda co chwilę się otwierała, personel przemieszczał się po szpitalu, za mną pojawiali się następni pacjenci. Tylko kolejka… ani drgnęła” – relacjonuje Arkadiusz Kembłowski.
Zgadywanka zamiast informacji
Największe oburzenie pacjenta wzbudził jednak nie sam czas oczekiwania, ale całkowity brak komunikacji na linii personel-pacjent. W poczekalni nie było żadnego punktu informacyjnego ani pracownika, który mógłby poinformować chorych o tym, czy lekarz przyjmuje, dlaczego są opóźnienia lub kiedy w ogóle się pojawi.
Z relacji pana Arkadiusza wynika, że prawda wyszła na jaw dopiero po długim czasie i to w sposób całkowicie przypadkowy. Od jednej z przechodzących pracownic szpitala oczekujący dowiedzieli się, że w gabinecie po prostu nie ma obecnie żadnego lekarza.
Kolejnym poważnym zarzutem w stronę organizacji placówki jest brak zaspokojenia podstawowych potrzeb oczekujących. Mieszkaniec Oleśnicy zwraca uwagę na fakt, że w miejscu, gdzie trafiają osoby chore, często z bólem, osłabione i starsze, nie ma nawet dostępu do wody pitnej.
„To drobny element, ale bardzo wiele mówi o tym, jak traktuje się pacjenta. Czy naprawdę tak ma wyglądać funkcjonowanie publicznego szpitala? Pacjenci pozostawieni sami sobie, bez informacji, bez organizacji, bez elementarnego szacunku” – pyta w swoim wpisie Kembłowski.
Kryzys nie może tłumaczyć chaosu
W swoim apelu mieszkaniec Oleśnicy odnosi się również do szerszego problemu polskiego systemu ochrony zdrowia – powszechnych braków kadrowych. Podkreśla jednak stanowczo, że ogólnopolski kryzys nie może być uniwersalnym usprawiedliwieniem dla braku zwykłej empatii i logistyki.
Zdaniem autora wpisu, do rozwiązania problemu dezinformacji wystarczyłby prosty komunikat, wywieszona kartka na drzwiach lub jedna wyznaczona osoba. Zamiast tego chorzy zostają pozostawieni sami sobie, a to bezpośrednio przekłada się na drastyczny spadek zaufania do publicznej służby zdrowia.
Czy w oleśnickim szpitalu pacjent ma zgadywać, czy lekarz w ogóle jest? Zwrócimy się do szpitala w tej sprawie, prosząc dyrekcję o wyjaśnienie.