Chcemy udowodnić kobietom, że wiek i zobowiązania życiowe nie stoją w sprzeczności z pragnieniami
Są nauczycielkami, kochają góry, a o sobie piszą, że mają młodzieńczy entuzjazm połączony z uporem w dążeniu do celu. Małgorzata Wojtczak i Urszula Dibelka podjęły się przejścia całego łańcucha Karpat. Wyruszają pod koniec czerwca.
– Wyglądam grzecznie, ale ilość pomysłów z adrenaliną, które wytwarza mój mózg jest nie do ogarnięcia – uśmiecha się Gosia. – Przeżyłam już wędrówki górskie, biegi miejskie, górskie i biegi OCR ( Spartan i Runmageddon), survivalowe biegi na orientację, loty na paralotni i morsowanie. Mam w sobie ciągle młodzieńczy entuzjazm połączony z umiejętnością organizacji i uporem w dążeniu do celu. Przygoda często stoi na mojej drodze – mówi.
Ula to niepozorna blondynka, która nie boi się wyzwań. – Umiem zorganizować wyprawę nawet w najdalszy zakątek świata, przeżyć i wrócić z niej do domu – mówi o sobie. – Staram się utrzymać swoje ciało w dobrej kondycji, bo jeszcze wiele przede mną.

Kochają wyzwania
Oleśniczanki są pierwszym kobietami, które same bez męskiego ramienia i suportu podjęły się wyzwania przejścia całego łańcucha Karpat. – Kochamy wyzwania, bo pragniemy się sprawdzić i przeżyć przygodę życia – mówią. – Chcemy też naszym przykładem pokazać innym kobietom, że wiek i zobowiązanie życiowe nie stoją w sprzeczności z naszymi pragnieniami. – Przyświeca nam również cel pokazania innym tych pięknych regionów i zainspirowania do podobnych wypadów turystycznych. Nasze założenie przewiduje też propagowanie ekologicznej formuły funkcjonowania w górach – mówią Małgorzata Wojtczak i Urszula Dibelka.

Rok temu przeszły po górach 800 km. Ich trasa wiodła przez Słowację i Polskę. – Niestety pandemia zatrzymała nas na granicy polsko – ukraińskiej, w Ubli – mówią, podkreślając, że w tym roku postanowiły kontynuować wyprawę. Chcą przejść 3000 kilometrów, wzdłuż całego łuku Karpat. – Nasza kobieca wyprawa wymaga wielu przygotowań, dobrego sprzętu do długotrwałych wędrówek górskich, ale też i specjalistycznego sprzętu zapewniającego bezpieczeństwo – mówią oleśniczanki. – Żeby przedsięwzięcie mogło zakończyć się sukcesem, potrzebujemy wsparcia finansowego wszystkich życzliwych nam ludzi.
Małgorzata Wojtczak i Urszula Dibelka podkreślają również humanitarny i charytatywny wymiar wyprawy. – Część zebranych przez nas funduszy na wyprawę przeznaczamy poprzez współpracujące z nami Klub Biegacza Lupus oraz oleśnicką fundację „Warto pomagać” na rehabilitację dzieci niepełnosprawnych – mówią.
