Złoto ukryte pod patyną i legenda o „latającej” trumnie. Trudne dylematy konserwatorów w oleśnickiej krypcie
Badania prowadzone w krypcie kościoła św. Jana w Oleśnicy to jedno z najważniejszych wydarzeń historycznych w regionie. Oficjalna eksploracja sarkofagu księcia Chrystiana Ulryka I, która miała miejsce w ubiegły piątek (10 lipca), zgromadziła elitę naukową. Prace archeologiczne i antropologiczne poprowadziła prof. dr hab. Anna Drążkowska, a nad przebiegiem eksploracji czuwali historyk sztuki dr Katarzyna Kolendro-Korczak, konserwatorzy zabytków dr Agnieszka Trzos i mgr Tomasz Trzos oraz ksiądz Mieczysław Janczyszyn (za techniczne bezpieczeństwo wydobycia odpowiadał zespół: Mieczysław Lejawa, Staszek Sękowski i Tomasz Junik).
Choć we wnętrzu sarkofagu odkryto jedynie bogato zdobione szaty oraz czepiec – co ostatecznie potwierdziło, że zabytek padł w przeszłości ofiarą plądrowania – prawdziwym skarbem okazała się sama trumna.
Klasyczny dylemat konserwatora: Patyna czasu czy pierwotny blask?
Obecnie A.T. Pracownia Konserwacji Zabytków rozpoczęła próby oczyszczania zdemontowanych aplikacji sarkofagu. To właśnie w tym momencie pojawia się fundamentalne pytanie: czy i w jakim zakresie należy usuwać produkty korozji metalu?
Pierwotna koncepcja artystyczna XVII-wiecznych rzemieślników opierała się na wyrazistym, niemal krzykliwym kontraście. Miedziana skrzynia i wieko miały srebrzystą powierzchnię (uzyskaną przez pobielenie cyną), na której umieszczono aplikacje złocone ogniowo. Sarkofag miał olśniewać i manifestować potęgę, bogactwo oraz prestiż zmarłego władcy.
Dziś ten efekt jest niemal niewidoczny. Srebro i złoto przykryły zielone nawarstwienia – produkty korozji miedzi (m.in. zasadowe węglany miedzi, takie jak malachit). Jak tłumaczą specjaliści z pracowni konserwatorskiej:
Zielone nawarstwienia nie zawsze należy traktować jako warstwę przeznaczoną do bezwarunkowego usunięcia. Część z nich może być stabilna, a miejscami mogła wręcz ograniczać mechaniczne ścieranie zachowanego złocenia. Z drugiej strony pozostawienie ich zaburza sposób percepcji zabytku i zaciera pierwotne założenie twórców. Sarkofag nie miał być obiektem o zielonej, spatynowanej powierzchni.
Obecne prace próbne na detalach (np. na szyldzie antaby w kształcie głowy lwa) nie zmierzają do „wyczyszczenia wszystkiego do połysku”. Celem jest odnalezienie złotej proporcji – granicy między poszanowaniem procesu starzenia się obiektu a odzyskaniem czytelności jego wyrazu artystycznego.
Aktywista zabiera głos
Dylematy specjalistów wywołują żywą dyskusję wśród miłośników historii. Ciekawy głos w sprawie sposobu renowacji zabytku zabrał znany oleśnicki aktywista, Wiesław Mazurkiewicz, który jednoznacznie opowiada się za przywróceniem historycznego blasku:
„Moim zdaniem wszystko zależy od sposobu przyszłej prezentacji zabytku. W Oleśnicy mamy już odnowiony pierwszy sarkofag. Przywrócono i zachowano tam pierwotny wygląd szczegółów. Jest piękny, podziwiany przez zwiedzających miejsce prezentacji. Uważam, że należy przywrócić czytelność pierwotnej koncepcji. Książęcy sarkofag będzie wystawiany razem z pierwszym i następnymi odnowionymi w Bazylice, lub w przyszłości w innym miejscu. Powinien wyglądać tak samo, bardzo pięknie, jak po wykonaniu” – komentuje społecznik.
Unikatowe rzemiosło i legenda o „latającej” trumnie
Argumenty za pełnym ukazaniem detali mają swoje uzasadnienie w niesamowitym kunszcie twórców. Eksperci zaznaczają, że tak precyzyjne połączenie miedzianej konstrukcji z dekoracjami wykorzystującymi srebro i złoto jest zjawiskiem bardzo rzadkim. Wciąż trwają również poszukiwania śladów dawnej polichromii.
Z pochówkiem Chrystiana Ulryka I wiąże się jeszcze jedna, rozpalająca wyobraźnię tajemnica. Sarkofag opiera się na podporach w kształcie pelikanów. Zgodnie z historycznymi kronikami, podczas uroczystości pogrzebowych księcia pelikany te miały poruszać skrzydłami. Ten inżynieryjny, teatralny mechanizm miał sprawiać iluzję, jakby monumentalna, ociekająca złotem i srebrem trumna unosiła się w powietrzu nad zgromadzonymi.
Czy w XVII-wiecznej Oleśnicy rzeczywiście zastosowano tak zaawansowany mechanizm? Badacze z A.T. Pracowni Konserwacji Zabytków przyznają, że na razie ani tego nie potwierdzają, ani nie wykluczają.