Z miłości do słowa. Rozmowa z oleśnicką polonistką i blogerką książkową
Skąd wzięła się u Pani miłość do literatury? Czy pamięta Pani książkę, która była przełomowa?
Odkąd pamiętam zawsze czytałam. Zaczęłam od serii „Poczytaj mi, mamo” – bardzo popularnej w czasach mojego dzieciństwa. Już w klasach 1-3 „pożerałam” książki. Nawet gdy rodzice kazali mi iść już spać, to po kryjomu pod kołdrą i z latarką w ręku czytałam. Uwielbiałam i bardzo przeżywałam przygody bohaterów, szczególnie z książek pt. „Karolcia”, „Oto jest Kasia” , „Dzieci z Bullerbyn” i „Ania z Zielonego Wzgórza”.
Czy praca polonistki wpływa na to, w jaki sposób czyta i ocenia Pani książki?
Dla mnie najważniejsza jest historia, którą na kartach książki opowiada autor. Oczywiście z racji zawodu warstwa językowa, sposób prowadzenia narracji są również ważne i zwracam na nie uwagę. Uwielbiam, kiedy język jest bogaty w porównania i epitety.
Co skłoniło Panią do rozpoczęcia pisania recenzji? To był spontaniczny pomysł czy długo dojrzewał?
Nie, to nie był spontaniczny pomysł, bowiem już od dłuższego czasu polecałam książki znajomym, koleżankom z pracy. Czasem pisałam o nich na grupach czytelniczych czy na swoim profilu. W końcu koleżanka z pracy powiedziała: ”Magda, ty to powinnaś o tych książkach pisać!”. I chyba taki impuls był mi potrzebny, bo przekształciłam swój profil na profesjonalny i wszystko ruszyło od naprawdę niedużej liczby obserwatorów.
Czy zdarza się Pani napisać krytyczną recenzję? Jak znaleźć równowagę między szczerością szacunkiem dla autora?
W zasadzie piszę tylko o książkach, które w ten czy inny sposób mnie urzekły. Uważam, że czasem lepiej nic nie napisać albo napisać w sposób delikatny i kulturalny, że utwór nie jest w kręgu naszych zainteresowań czy nie przypadł nam do gustu. Przeraża mnie to, jak czasem czytam obraźliwe komentarze pod kątem autora i jego utworu.
Jakie książki najczęściej trafiają na Pani warsztat?
Moje ulubione gatunki to powieści obyczajowe i z historią w tle oraz kryminały. Czasem czytam też biografie czy literaturę faktu.
Jakie literackie marzenie chciałaby Pani jeszcze spełnić?
Moim marzeniem związanym z czytaniem zawsze jest udział w spotkaniach autorskich moich ulubionych pisarzy. Jeśli tylko mogę i odległość nie jest zbyt duża, to mój nieoceniony mąż zawozi mnie na nie. Coraz bardziej dojrzewam do myśli, aby wziąć się za napisanie własnej opowieści. Ale czy to się uda? Czas pokaże…
Jak zachęcić młodych ludzi do czytania w czasach mediów społecznościowych i krótkich treści?
Niestety jest to bardzo trudne zadanie i wyzwanie naszych czasów. Staram się pokazywać korzyści płynące z czytania – bogate słownictwo, poprawne konstrukcje gramatyczne i poprawność ortograficzna (co zawsze zaowocuje w czasie pisania wypracowań) czy mnogość tematów do rozmowy. Czasem podpowiadam dzieciom, co ciekawego mogłyby przeczytać, często podpatruję, co czytają np. na przerwach. Wszelkie badania pokazują też, że jeśli rodzice czytają dzieciom już od najmłodszych lat, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że w nastoletnim bądź dorosłym życiu będą one świadomymi czytelnikami.
Czy spotkania autorskie, w których Pani uczestniczy, wpływają na sposób odbioru książek?
Uwielbiam spotkania autorskie i bardzo je przeżywam. Możliwość zadawania pytań, rozmowy o książkach, poznanie autora z trochę prywatnej strony są dla mnie niezwykle ekscytujące. Proces twórczy nie jest łatwy i od napisania do wydania książki wiedzie długa droga, ale to powoduje, że jeszcze większym szacunkiem darzę pisarzy.
Gdyby miała Pani polecić jedna książkę mieszkańcom naszego miasta, po jaką warto sięgnąć i dlaczego?
Ponieważ uważam, że trzeba znać historię swojej Małej Ojczyzny, poleciłabym książkę pt. ”Oleśnica od czasów najdawniejszych po współczesność” autorstwa Wojciecha Mrozowicza i Przemysława Wiszewskiego.