Dymna zasłona nad oleśnickimi stawami. Urząd odpowiada: „Kontroli nie było, bo nikt nie dzwonił”
Scenariusz od tygodni jest ten sam: wiosenna pogoda, słońce i poranny chłód, który zamiast rześkości, przynosi gęsty, gryzący dym. Mieszkańcy, którzy zainwestowali niemałe pieniądze w lokale w „rekreacyjnej” części Oleśnicy, czują się oszukani. – To jest prawdziwa masakra – mówi nam jeden z mieszkańców. – Chciałoby się przewietrzyć mieszkanie, wpuścić wiosnę do środka, ale smród palonej gumy i plastiku jest nie do wytrzymania. Czujemy się jak w pułapce.
Frustracja jest tym większa, że dym widać gołym okiem, a jego źródła – według relacji lokatorów – biją z komina w rejonie ul. Wojska Polskiego i okolic cmentarza. Pojawiają się podejrzenia, że do pieców trafiają odpady z nekropolii: plastikowe wkłady czy stare wiązanki.
Urząd odpowiada: „Brak zgłoszeń, brak kontroli”
Do Urzędu Miasta Oleśnicy skierowaliśmy szereg pytań o skuteczność walki z trucicielami. Z odpowiedzi, którą otrzymaliśmy wynika, że w okresie od 1 stycznia do 1 kwietnia 2026 r. oraz w całym roku 2025 w rejonie ul. Wojska Polskiego i osiedli przy stawach… nie przeprowadzono ani jednej kontroli palenisk domowych.
Powód? Według urzędników: brak zgłoszeń dla tego konkretnego obszaru. Ostatnia oficjalna skarga dotycząca tego rejonu wpłynęła do ratusza w listopadzie 2024 roku i dotyczyła działalności gospodarczej (sprawę przekazano do starostwa).
Informacyjna „czarna dziura”
Okazuje się też, że urząd miasta nie posiada informacji o liczbie mandatów oraz ich kwotach nałożonych przez policję w związku z zanieczyszczaniem powietrza. Nie wie, ile spraw skierowano do sądu o ukaranie trucicieli na terenie całego miasta i nie posiada własnych mobilnych czujników.
Urzędnicy opierają się na stacji GIOŚ przy ul. Brzozowej (danych za marzec wciąż brak) oraz na czujniku przy ul. Wrocławskiej 43.
Biurokracja vs. rzeczywistość
Procedura jest sztywna: aby pracownik urzędu wraz z policjantem zapukał do drzwi truciciela, musi wpłynąć oficjalne zgłoszenie, najlepiej ze wskazaniem konkretnego numeru nieruchomości.
W starciu z „dymem, który po prostu czuć w całej okolicy”, system staje się bezradny. Jeśli mieszkańcy piszą o problemie w mediach społecznościowych lub skarżą się dziennikarzom, ale nie dzwonią pod oficjalny numer zgłoszeniowy w danej chwili – dla systemu problem… nie istnieje.
Pytanie o kontrolę utylizacji odpadów cmentarnych pozostało bez konkretnej odpowiedzi w kontekście ich potencjalnego spalania w okolicznej zabudowie. Miasto zapewnia jedynie, że każda weryfikacja odbywa się po zgłoszeniu.
Wniosek: Musimy dzwonić
Lekcja płynąca z odpowiedzi ratusza jest jasna: brak oficjalnego telefonu to dla urzędników dowód na czyste powietrze. Jeśli dym z okolic ul. Wojska Polskiego znów odetnie Wam dopływ tlenu, jedyną drogą do zmiany statystyk (i być może jakości powietrza) jest natychmiastowe zgłoszenie interwencji z podaniem dokładnej lokalizacji dymiącego komina.
Do tematu będziemy wracać, gdy tylko GIOŚ udostępni dane pomiarowe za marzec 2026 roku. Czy liczby potwierdzą to, co codziennie czują płuca mieszkańców osiedli przy stawach? Do sprawy wrócimy.