Zmarł Henryk Wojtasiak – oleśniczanin, który przeżył 33 lata z przeszczepionym sercem
Problemy zdrowotne pana Henryka zaczęły się nagle. Podczas pracy w PKP, gdzie zajmował się kontrolą lokomotyw, poczuł ostry ból w klatce piersiowej. Dzięki błyskawicznej reakcji lekarzy trafił do szpitala w Oleśnicy. To był bardzo rozległy zawał lewokomorowy. – Nie przeżyłbym go, gdybym nie był już wtedy w szpitalu – wspominał w rozmowie, którą przeprowadziłam, z nim 10 lat temu. Serce było jednak tak poważnie uszkodzone, że jedyną szansą na życie stał się przeszczep. Gdy trafił do Zabrza w 1992 roku, jego frakcja serca wynosiła zaledwie 6 procent. – Nie miałem siły, by przejść kilka kroków. Nie chciałem tak żyć – mówił.
Życie po transplantacji
Choć przeszczep był ogromnym sukcesem, kolejne lata to już nieustanna walka o zdrowie: Dziesiątki koronarografii, dziewięć stentów, powikłania po lekach immunosupresyjnych. Wszystko przyjmował jednak ze spokojem i wdzięcznością. – Mam świadomość, że żyję na kredyt, ale cieszę się, że dane mi było przeżyć tyle pięknych lat – mówił kilka lat temu.
Pan Henryk był pod stałą opieką kliniki w Zabrzu i przez lata zaprzyjaźnił się z jej personelem. O prof. Relidze i prof. Zembali mówił jak o ludziach z powołania – skromnych, oddanych pacjentom, obecnych w ich życiu nie tylko w sali operacyjnej. Wspominał Religę w ortalionowej kurtce, który w soboty pytał, kogo zabrać ze sobą do Warszawy; Zembalę zapraszającego pacjentów na kawę po kontrolach.
Rodzina – największy dar
Zawsze podkreślał, że to dzięki transplantacji mógł przeżyć życie, którego inaczej by nie doświadczył: zobaczyć dorastające dzieci, doczekać się wnuków, cieszyć się codziennością. – Gdyby nie serce tamtego młodego człowieka i decyzja jego matki, nigdy bym ich nie poznał – podkreślał.
Śmierć Henryka Wojtasiaka kończy niezwykłą historię odwagi, medycznego cudu i ponad trzech dekad życia z podarowanym sercem. Zostawia po sobie wzruszające świadectwo wdzięczności – dla rodziny, lekarzy, dawcy i jego matki, która w chwili rozpaczy podarowała komuś drugie życie.
Ostatnie pożegnanie
Msza św. żałobna zostanie odprawiona 10 grudnia o godzinie 11 w kaplicy na cmentarzu na ul. Wojska Polskiego, po czym nastąpi odprowadzenie Pana Henryka na miejsce wiecznego spoczynku.