Plaga porzuconych wraków w Oleśnicy. Kolejne zdewastowane auto niszczeje przy Wojska Polskiego
Pojazd ma wybite szyby, zniszczoną karoserię i ściągnięte koła. Wokół gromadzą się śmieci, a auto od tygodni nie jest ruszane z miejsca, zajmując deficytową przestrzeń postojową w ruchliwym punkcie miasta. Mieszkańcy pytają wprost: dlaczego usunięcie wraku trwa tak długo i co stoi na przeszkodzie, by służby natychmiast odholowały taki pojazd?
Dlaczego to tyle trwa?
Samorządy i straże miejskie w całym kraju mierzą się z tym samym problemem. Podstawą prawną do usunięcia wraku jest art. 50a Ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Przepis mówi, że pojazd pozostawiony bez tablic rejestracyjnych lub w stanie wskazującym na to, że nie jest używany, może zostać usunięty z drogi przez straż miejską lub policję na koszt właściciela.
Procedura nie jest jednak natychmiastowa. Kluczowa jest lokalizacja. Przepisy art. 50a działają bezpośrednio na drogach publicznych, w strefach ruchu oraz strefach zamieszkania. Jeśli parking należy do wspólnoty mieszkaniowej, spółdzielni lub prywatnego właściciela (np. sieci handlowej), a nie wyznaczono tam strefy ruchu, służby mają związane ręce – interweniować może wyłącznie zarządca terenu.
Po zgłoszeniu funkcjonariusze dokumentują stan pojazdu i sprawdzają bazę CEPiK. Właściciel otrzymuje oficjalne wezwanie do usunięcia pojazdu lub przywrócenia go do stanu używalności w określonym terminie (zwykle od 7 do 14 dni).
Służby mogą zlecić natychmiastowe odholowanie jedynie wtedy, gdy pojazd stwarza bezpośrednie niebezpieczeństwo – np. dochodzi do wycieku płynów eksploatacyjnych, zbiornik paliwa jest rozszczelniony lub zniszczenia zagrażają pieszym.
Jeśli właściciel nie reaguje, a auto spełnia przesłanki wraku, pojazd trafia na parking strzeżony. Jeżeli nikt nie odbierze go w ciągu 6 miesięcy, z mocy prawa przechodzi on na własność gminy i ostatecznie trafia do kasacji.
Kosztami całej procedury – holowania, postoju na parkingu strzeżonym oraz złomowania – obciążany jest właściciel pojazdu. Ponadto brak obowiązkowego ubezpieczenia OC zgłaszany jest do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, co wiąże się z karami sięgającymi kilku tysięcy złotych.