REKLAMA

Wyciek z prokuratury? Kulisy śledztwa w sprawie aborcji w Oleśnicy

Red | Red
Wyciek z prokuratury? Kulisy śledztwa w sprawie aborcji w Oleśnicy
„Gazeta Wyborcza” ujawnia kulisy wycieku poufnych informacji z prokuratury prowadzącej głośne śledztwo dotyczące aborcji wykonanej w dziewiątym miesiącu ciąży u pacjentki z nieuleczalnie chorym płodem. Jak pisze Marcin Rybak, informacje te trafiały do prawicowego Radia Wnet za pośrednictwem zawieszonego wiceszefa Prokuratury Krajowej Michała Ostrowskiego.
REKLAMA

Sprawa dotyczy zabiegu przeprowadzonego przez lekarkę Gizelę Jagielską w szpitalu w Oleśnicy. W marcu 2025 roku reportaż Pauliny Nodzyńskiej opisał historię pacjentki Anity, której nienarodzone dziecko cierpiało na śmiertelną, nieuleczalną chorobę kości. Publikacja wywołała ogólnopolską debatę społeczną i polityczną, a prokuratura w Oleśnicy wszczęła postępowanie sprawdzające.

W kwietniu 2025 roku europoseł Konfederacji Grzegorz Braun wraz z grupą zwolenników wtargnął do szpitala i przez pewien czas przetrzymywał lekarkę. Incydent ten doprowadził do decyzji Parlamentu Europejskiego o uchyleniu Braunowi immunitetu oraz zapowiedzi postawienia mu zarzutów.

Kluczowe dla ustaleń „Wyborczej” są wydarzenia z grudnia 2025 roku. Wówczas dziennikarz Radia Wnet Jakub Pilarek poinformował na antenie o rzekomym umorzeniu śledztwa w Oleśnicy. Dzień później Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu oficjalnie zdementowała te doniesienia.

Sześć dni później na portalu X pojawił się wpis z konta Michała Ostrowskiego, który był już wówczas zawieszony. Według „Gazety Wyborczej” mógł to być przypadkowo opublikowany fragment prywatnej korespondencji z informatorem z oleśnickiej prokuratury. Wpis zawierał polityczne oceny prokurator prowadzącej sprawę, Beaty Ciesielskiej, oraz sugestie, że mogła ona ulec naciskom w celu umorzenia postępowania. Ostrowski miał również instruować, by informacje te przekazać dziennikarzowi Radia Wnet.

Choć wpis szybko usunięto, jego zrzuty ekranu zachowało wielu internautów, w tym dziennikarze „Wyborczej”.

Prokurator Beata Ciesielska stanowczo zaprzecza, jakoby ktokolwiek wywierał na nią naciski.
– Wszystkie decyzje podejmowałam samodzielnie i niezależnie – podkreśla w rozmowie z dziennikiem. Wyjaśnia też, że udział prokurator Katarzyny Kwiatkowskiej z Prokuratury Krajowej ograniczał się wyłącznie do analizy materiału dowodowego i sporządzenia opinii prawnej, bez wpływu na ostateczne rozstrzygnięcie.

Prokuratura Krajowa w oficjalnym komunikacie potwierdziła, że analiza akt obejmowała ocenę dopuszczalności zabiegu z punktu widzenia prawa, z uwzględnieniem stanowisk instytucji medycznych oraz komitetów etycznych.

„Gazeta Wyborcza” przypomina, że od 2016 roku prokuratorzy wyższego szczebla mają prawo wydawać podwładnym wiążące polecenia. W tej sprawie – jak zaznacza dziennik – takie polecenie nigdy nie zostało wydane.

Udostępnij:
REKLAMA
REKLAMA