W Polsce usłyszała, że to koniec możliwości. W Niemczech trwa dramatyczna walka o życie Agaty
Wszystko zaczęło się w październiku ubiegłego roku od pozornie niegroźnych dolegliwości żołądkowych. Początkowo podejrzewano powszechną infekcję bakteryjną Helicobacter pylori. Jednak ból nie mijał, a wkrótce dołączyły problemy z przełykaniem – z czasem barierą nie do przejścia stawał się nawet łyk zwykłej wody. Kolejne badania przyniosły druzgocące wieści: rak włóknisty żołądka z przerzutami do otrzewnej.
Rozpoczął się medyczny wyścig z czasem. Agata przeszła 10-godzinną, rozległą operację, podczas której chirurdzy musieli wyciąć cały żołądek, śledzionę oraz fragmenty trzustki i pęcherzyka żółciowego. Przełyk połączono bezpośrednio z jelitem. Mimo wdrożonej chemioterapii, wyniszczenia organizmu i drastycznej utraty wagi, pacjentka usłyszała w kraju najgorszy z możliwych wyroków – skierowanie do opieki paliatywnej i hospicjum.
15 dób w śpiączce i sześć kolejnych operacji
Dla rodziny pogodzenie się z tym oznaczało poddanie się bez walki. Ratunku zaczęto szukać poza granicami kraju. Szansę dała klinika w Niemczech, która podjęła się dalszej terapii. Na miejscu okazało się jednak, że lekarze muszą zmierzyć się nie tylko z samym nowotworem, ale z potężnymi powikłaniami po wcześniejszym leczeniu w Polsce.
Stan pacjentki załamał się do tego stopnia, że konieczne było wprowadzenie jej w 15-dniową śpiączkę farmakologiczną. W tym czasie Agata przeszła sześć skomplikowanych operacji. Założono dwie stomie i wykonano tracheotomię. Rany pooperacyjne nie goiły się, doszło do zakażenia i ropienia, przez co jama brzuszna przez pewien czas musiała pozostać otwarta. Zastosowano terapię podciśnieniową VAC, przestały pracować nerki, a lekarze musieli wdrożyć drenaż wątroby i żywienie pozajelitowe.
Choć Agata została wybudzona, jej organizm jest skrajnie wyniszczony. Dopóki rany się nie zagoją, a funkcje życiowe nie ustabilizują, lekarze nie mogą wznowić kluczowego leczenia onkologicznego.
Rodzina rozdzielona przez chorobę
Wokół łóżka szpitalnego trwa cichy, heroiczny dyżur. Niemal bez przerwy przy Agacie czuwa jej siostra, która sama ponosi koszty codziennego pobytu za granicą. W tym samym czasie w Anglii został mąż kobiety. Pracuje, prowadzi dom i samotnie opiekuje się dwiema córkami, starając się zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, podczas gdy setki kilometrów dalej ich mama walczy o każdy kolejny dzień.
Dziewczynki czekają na mamę, jednak nawet powrót do domu staje pod znakiem zapytania. Ze względu na ciężki stan kliniczny, podróż do Wielkiej Brytanii będzie możliwa wyłącznie z wykorzystaniem specjalistycznego, kosztownego transportu medycznego.
Pieniądze nie mogą być barierą dla życia
Koszty skomplikowanych operacji, intensywnej terapii w Niemczech, utrzymania na miejscu oraz perspektywa transportu medycznego przekraczają możliwości finansowe rodziny. W obliczu tragedii bliscy Agaty apelują o wsparcie: – Dziś każda decyzja medyczna wiąże się z pytaniem, czy będzie nas stać na to, czego Agata potrzebuje. Jej stan zmienia się z dnia na dzień. W sytuacji, w której tak wiele pozostaje poza naszym wpływem, pieniądze nie powinny stać się barierą odbierającą szansę na życie – podkreślają najbliżsi.
Rodzina prosi wszystkich ludzi dobrej woli o solidarność i pomoc w pokryciu kosztów leczenia. Każda wpłata to krok bliżej do stabilizacji stanu zdrowia Agaty i jej powrotu do wyczekujących córek.