Spór o zieleń przy Kruczej. Mieszkańcy chcieli większego parku, urząd mówi „nie”
Jak informuje Wiesław Mazurkiewicz, na złożoną przez mieszkańców petycję nie odpowiedział burmistrz Oleśnicy, a dokument nie trafił do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta, która standardowo zajmuje się tego typu inicjatywami. – Wszystkie dotychczasowe petycje były rozpatrywane przez komisję i głosowane przez radnych. Tym razem stało się inaczej. Nie było dyskusji, oceny ani głosowania – podkreśla Mazurkiewicz.
Zamiast tego petycję przekazano bezpośrednio do naczelnika wydziału architektury, budownictwa i inwestycji Roberta Kropiwnickiego.
Stanowisko urzędu: nie będzie parku
Jak czytamy w piśmie teren ten od początku miał pełnić funkcję naturalnej, dzikiej ostoi przyrody ze względu na podmokły charakter, miasto nie zamierza ingerować w ten obszar poza pracami porządkowymi i ewentualnymi wycinkami drzew zagrażających bezpieczeństwu, a wskazany teren ma pozostać obszarem o ograniczonym dostępie dla ludzi, jako cenny fragment ekosystemu – podmokły las olchowy (ols).
Urząd podkreśla również, że w Oleśnicy istnieje już kilka urządzonych parków, a miasto realizuje inne inwestycje zielone, m.in.: przebudowę Parku przy ul. Wielkopolnej, planowaną ścieżkę pieszą w Parku nad Stawami, odświeżenie Parku im. H. Sienkiewicza.
„To nie jest dzika ostoja, tylko teren zaniedbany”
Z takim opisem terenu zdecydowanie informacja ta nie zgadza się zdaniem autora petycji.
– Na tym obszarze jest już kanalizacja, zabezpieczony dojazd, są meliny i tony śmieci, które nigdy nie były sprzątane – wskazuje Mazurkiewicz.
Podnosi on także argument przyrodniczy, kwestionując twierdzenia zawarte w urzędowej odpowiedzi.
– Z odpowiedzi wynika, że naczelnik nie wie, jak nazywa się drzewo, które wcale nie jest tam najliczniejsze. Największe skupisko czarnej olchy w Oleśnicy rosło kiedyś od strony ulicy Wrocławskiej, ale zostało wycięte pod budowę bloków – dodaje.
Kluczowy problem: brak ochrony prawnej
Zdaniem Wiesława Mazurkiewicza sednem sprawy nie jest obecny stan terenu, lecz jego status prawny.
– Władza się zmienia, zmieniają się priorytety i wizje rozwoju miasta. Ustanowienie tego terenu parkiem raz na zawsze wykluczyłoby przyszłą zabudowę – argumentuje.
W jego ocenie brak nadania formalnego statusu parku pozostawia furtkę do przyszłych inwestycji, w tym ewentualnej zabudowy mieszkaniowej w sąsiedztwie promenady. – Wszystkim wiadomo, że można pozostawić to miejsce w obecnym stanie, a jednocześnie włączyć je w obręb parku. Władze miasta i naczelnik to wykluczają – podkreśla.
Na koniec Mazurkiewicz dziękuje mieszkańcom za zaangażowanie i nie traci całkowicie nadziei.
– Może przed wyborami decydenci przypomną sobie o tej petycji i zostanie ona zrealizowana jako ich inicjatywa – tak jak wcześniej było z Parkiem nad Stawami – podsumowuje.
Dlaczego odpowiedź na petycję została udzielona przez urzędnika, a nie przekazana zwyczajowo do komisji skarg i wniosków? – Być może datego, że była skierowana do burmistrza, a nie bezpośrednio do rady – mówi Marek Czarnecki, przewodniczący komisji skarg i wniosków. – Petycje skierowane bezposrednio do rady muszą do nas trafiać i tak się też dzieje.
Wiesław Mazurkiewicz takiej argumentacji nie przyjmuje. – Jeśli byłaby zgoda na realizację tego pomysłu nie miałoby znaczenia, do kogo był adresowany dokument – mówi krótko.