Most pamięci ze Złotego Potoku. Niezwykły odpust w Wabienicach
Sercem wabienickiej świątyni i magnesem przyciągającym pielgrzymów jest łaskami słynący obraz Matki Bożej Różańcowej. Jego droga na Dolny Śląsk to gotowy scenariusz na film historyczny. W 1946 roku wizerunek ocalił i przywiózł ze Złotego Potoku ks. Franciszek Rozwód. Z obawy o losy bezcennej relikwii w niepewnych, powojennych realiach, kapłan ukrył płótno na strychu plebanii – bezpiecznie spoczęło za jedną z szaf.
Obraz czekał na swój moment ponad dekadę. Dopiero w 1957 roku, gdy parafię objął ks. Tadeusz Jordanek, zapomniane malowidło ujrzało światło dzienne. Nowy proboszcz natychmiast skierował wizerunek do gruntownej renowacji. Po odzyskaniu dawnego blasku Matka Boża zajęła centralne miejsce w głównym ołtarzu kościoła, stając się duchową kotwicą dla przesiedleńców.
Kresowe korzenie na Ziemiach Odzyskanych
Dla dawnych mieszkańców Złotego Potoku rok 1945 oznaczał brutalne rozstanie z ojcowizną. W ramach powojennych repatriacji zostali wywiezieni na zachód Polski i rozproszeni po różnych miejscowościach Ziem Odzyskanych. Wielu z nich osiedliło się w okolicach Wabienic, inni trafili dalej.
Wabienicki odpust stał się dla nich nieoficjalnym punktem zbornym. To właśnie przed obliczem tej samej Maryi, przed którą klęczeli na Kresach, mogli znowu spojrzeć sobie w oczy, uścisnąć dłonie dawnych sąsiadów i ożywić wspomnienia o opuszczonych domostwach.
Dziś tradycję tę z dumą niosą dzieci i wnuki ekspatriantów. Wśród obecnych na niedzielnej liturgii pielgrzymów znalazł się m.in. ks. prof. Andrzej Hanich, który choć urodził się już na Opolszczyźnie, od lat daje świadectwo pamięci o korzeniach swoich przodków.
Tradycja, która łączy pokolenia
Obecność drugiego i trzeciego pokolenia Złotopotoczan dowodzi, że tożsamość zbudowana na pamięci o przodkach nie ginie wraz z odejściem naocznych świadków historii. Odpust w Wabienicach to żywy dowód na to, jak wielką siłę scalającą ma wspólna wiara i szacunek dla rodowodu.
Zwieńczeniem duchowych przeżyć było spotkanie przy wspólnym stole. O atmosferę i gościnność zadbały członkinie Koła Gospodyń Wiejskich „Wabieniczanie”. Na pielgrzymów czekał tradycyjny poczęstunek: gorący żurek, parujące ziemniaki ze swojską okrasą, orzeźwiający domowy kompot oraz wypieki przygotowane według lokalnych receptur. Długie rozmowy, które przeciągnęły się do popołudnia, po raz kolejny udowodniły, że pamięć o Złotym Potoku wciąż bije żywym rytmem w sercach mieszkańców Wabienic i ich gości.