Gorąca dyskusja o podatku transportowym. Miasto mówi „nie”, radny pyta: „Po co siedzieć w mieście, które zdziera?”

Katarzyna Kijakowska | Katarzyna Kijakowska
Gorąca dyskusja o podatku transportowym. Miasto mówi „nie”, radny pyta: „Po co siedzieć w mieście, które zdziera?”
Marek Czarnecki (przewodniczący komisji) oraz Magdalena Kopecka (autorka petycji).
Na posiedzeniu Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta Oleśnicy rozgorzała burzliwa debata wokół stawek podatku od środków transportowych. Przedsiębiorczyni alarmuje, że przepaść cenowa między miastem a sąsiednią gminą wiejską drenuje kieszenie i wymusza wyprowadzkę flot. Ratusz odpowiada twardo: obniżek nie będzie, bo Oleśnica nie ma zamiaru być „zagłębiem transportowym”. Ostatecznie petycja została odrzucona.

Przypomnijmy: formalny wniosek w tej sprawie trafił 6 października na biurko przewodniczącego Rady Miasta Aleksandra Chrzanowskiego. Autorka wystąpienia Magdalena Kopecka podniosła alarm, wskazując na drastyczne dysproporcje w daninach lokalnych.

Jaskrawym dowodem na fiskalną przepaść jest – jej zdaniem – opodatkowanie autokarów. W Oleśnicy roczny podatek od autobusu powyżej 22 miejsc wynosi ok. 2294–2500 zł, a w gmina Oleśnica ta sama opłata wynosi zaledwie ok. 230–238 zł.

Przy flocie liczącej kilkanaście pojazdów różnica oznacza dziesiątki tysięcy złotych oszczędności rocznie, co – zdaniem wnioskodawczyni – motywuje firmy do rejestrowania pojazdów poza granicami miasta. W petycji sformułowano pięć konkretnych postulatów, w tym dogłębną analizę migracji bazy podatkowej, weryfikację statystyk oraz przygotowanie uchwały obniżającej stawki na kolejny rok.

Stanowisko ratusza: „Wniosek jest niezasadny”

Podczas posiedzenia komisji oficjalną opinię władz miasta przedstawiła skarbnik Joanna Jarosiewicz. Magistrat jednoznacznie ocenił wniosek jako bezzasadny.

– Z petycji wynikało, że nasze podatki – niepodnoszone zresztą od 2015 roku – powodują odpływ podatników. Z danych wynika, że nic takiego nie nastąpiło. Dochody z tego podatku rosną i nie odnotowujemy odpływu. Jeśli ktoś wyprowadza się z Oleśnicy, to raczej z powodów prywatnych, a nie wysokości podatku – argumentowała skarbniczka.

Czytaj także:

Jak dodała, kontaktowała się ze skarbnik gminy wiejskiej Oleśnica, która znacząco obniżyła stawki w 2019 roku. Według relacji Jarosiewicz, tamtejszy samorząd nie odnotował z tego tytułu gwałtownego napływu firm transportowych.

W opinii ratusza padł również argument przestrzenny: ciężkie pojazdy w sposób szczególny eksploatują drogi publiczne, a zabytkowa zabudowa Oleśnicy nie sprzyja tworzeniu z miasta centrum logistycznego.

Wymiana zdań szybko nabrała temperatury, gdy Magdalena Kopecka zapytała wprost:

– Od jakiej liczby autobusów odprowadzany jest podatek w mieście Oleśnica? Bo tego nie znalazłam w pani informacji.

– Od jednego – padła krótka odpowiedź skarbniczki.

Kopecka natychmiast skontrowała, wskazując na lokalną firmę Turbo Trans, która posiada kilkadziesiąt autokarów, lecz żaden z nich nie zasila kasy miejskiej. Przypomniała także burmistrzowi Adamowi Horbaczowi deklaracje z maja, kiedy pytał ją, czy wróci z flotą do miasta, jeśli stawki zostaną obniżone.

Spór o niefortunne słowa przewodniczącego

Do dyskusji włączył się radny Paweł Bielański, apelując o rzetelne zebranie wszystkich danych przed definitywnym zamykaniem tematu. Skrytykował przy tym miejską argumentację o „ochronie zabytkowej tkanki”.– To chyba najbardziej chybiony argument. Przecież firmy transportowe nie krążą po starym mieście, tylko jeżdżą za granicę albo po Polsce, tak jak autobusy pani Magdy – zauważył Bielański.

Prawdziwe poruszenie i pomruki na sali wywołała jednak wypowiedź przewodniczącego komisji Marka Czarneckiego: – Konkludując, jak dla kogoś są za wysokie podatki w Oleśnicy, ma prawo zmienić. Po co siedzieć w mieście, które zdziera? – stwierdził Czarnecki, po czym szybko dodał, że źle sformułował swoją myśl.

Do słów przewodniczącego stanowczo odniosła się radna Beata Krzesińska:

– Każdy głos mieszkańca Oleśnicy jest cenny, czy się z nim zgadzamy, czy nie. Warto pochylić się nawet nad jednym mieszkańcem, który do nas przyszedł, a nie wyśmiewać i mówić, że może sobie iść gdzie indziej.

– Jestem ostatnią osobą, o której można powiedzieć, że kogoś wyśmiewa – ripostował Czarnecki.

Swoje przywiązanie do kasy miejskiej podkreślała także Joanna Jarosiewicz: – Jestem lokalną patriotką i uważam, że nasz budżet jest silny siłą naszych podatków.

Decyzja komisji

Mimo gorącej dyskusji wynik głosowania okazał się korzystny dla ratusza. Komisja Skarg, Wniosków i Petycji odrzuciła wniosek o rewizję stawek podatku od środków transportowych.

Za pozytywnym rozpatrzeniem petycji zagłosowało jedynie dwóch radnych: Paweł Bielański oraz Dawid Jankowski.

Przeciw byli: Marek Czarnecki, Ewa Bieniek, Katarzyna Jurzyk, Jan Mandat oraz Mirosław Płaczkowski. Sprawa jutro trafi pod obrady całej Rady Miasta.

Udostępnij:
REKLAMA