Czy dzika zieleń nad rzeką Oleśnicą stanie się ekologiczną bombą?

Red | Red
Czy dzika zieleń nad rzeką Oleśnicą stanie się ekologiczną bombą?
Teren, który mógłby być kolejnym parkiem, tonie w śmieciach. FOT. WIESŁAW MAZURKIEWICZ
Wiesław Mazurkiewicz, mieszkaniec Oleśnicy, od miesięcy walczy o uporządkowanie i ochronę terenu wzdłuż rzeki Oleśnicy. Choć petycja o utworzenie w tym miejscu parku została odrzucona przez oleśnicki ratusz, problem nie znika. Wręcz przeciwnie – zalegające od lat śmieci przenikają do gleby i wód opadowych.

Sprawa dotyczy atrakcyjnego przyrodniczo, choć mocno zaniedbanego obszaru o powierzchni około 2,5 hektara. Mowa o pasie zieleni ciągnącym się od stawu przy ulicy Kruczej aż do marketu Biedronka. Według wizji mieszkańców, teren ten mógłby stać się nową oazą rekreacyjną miasta. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna.

Śmieci, meliny i brak statusu ochronnego

Wiesław Mazurkiewicz alarmuje, że brak nadania temu miejscu statusu parku otwiera furtkę do dalszej degradacji. Jak obrazowo opisuje autor petycji, pod stopami spacerowiczów zamiast ściółki czuć „folię bąbelkową” – grubą warstwę odpadów nagromadzonych przez lata.

– Są tam nieustanne, niepokojone meliny i śmieci, które się rozkładają i przenikają do płynących w tym miejscu otwartych kanałów burzowych – ostrzega Mazurkiewicz w swoim wpisie.

Mieszkańcy obawiają się, że brak interwencji miasta doprowadzi nie tylko do katastrofy ekologicznej, ale w przyszłości może ułatwić przekazanie tego terenu pod zabudowę deweloperską.

Miasto odpowiada: „Nie zamierzamy ingerować”

Odpowiedź, jaką autorzy petycji otrzymali z Urzędu Miasta, nie pozostawia złudzeń co do obecnych planów magistratu. Urzędnicy stwierdzili wprost, że miasto nie zamierza ingerować w ten teren poza standardowymi pracami porządkowymi.

Problem w tym, że wspomniane „prace porządkowe” zdaniem mieszkańców są niewidoczne lub niewystarczające. Koszty utrzymania parku, które prawdopodobnie stanęły na przeszkodzie pozytywnej decyzji, wydają się zdaniem wnioskodawców niską ceną za czyste środowisko i bezpieczeństwo sanitarno-epidemiologiczne.

Czy interweniuje RDOŚ?

Determinacja mieszkańców rośnie. Jeśli miasto nie podejmie realnych kroków w celu uprzątnięcia dzikich wysypisk i zabezpieczenia kanałów burzowych przed toksynami z rozkładających się śmieci, sprawa może nabrać charakteru urzędowego na wyższym szczeblu.

Wiesław Mazurkiewicz nie wyklucza zawiadomienia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Zanieczyszczenie ziemi i wody w tak bliskim sąsiedztwie rzeki to już nie tylko kwestia estetyki, ale potencjalne złamanie przepisów o ochronie przyrody.

Udostępnij:
REKLAMA