Z gwizdkiem, uśmiechem i wielkim sercem. Uczniowie i przyjaciele wspominają Anettę Adamczuk

Bartłomiej Kowalczyk | Bartłomiej Kowalczyk
Z gwizdkiem, uśmiechem i wielkim sercem. Uczniowie i przyjaciele wspominają Anettę Adamczuk
Była ciekawą świata, ciepłą osobą. Jutro pożegnamy Anettę Adamczuk.
Zawsze pełna energii, aktywna i chętna do pomocy. Uwielbiała ludzi, a zwłaszcza młodzież. Kochała sport, muzykę, taniec i podróże. Anetta Adamczuk była postacią nietuzinkową, a jej odejście zostawiło ogromną pustkę w sercach oleśniczan. Dziś wspominamy ją oczami przyjaciół, uczniów i kolegów z boiska.

Poznaliśmy się, gdy byłem jeszcze w szkole średniej, przy okazji zawodów koszykarskich. Ja – uczeń II LO, ona – znana wuefistka z I LO. „Chłopców w swojej drużynie to ja mam mocnych” – mawiała z uśmiechem o swoich podopiecznych. Później nasze drogi krzyżowały się regularnie na sportowych arenach powiatu.

Pamiętam lato 2011 roku, moje początki z mikrofonem na meczach Pogoni Oleśnica. Anetta przybiegała na trybunę prosto po treningu, często z nieodżałowanym Leszkiem Midkiem. Typowali wyniki, komentowali sędziowanie. „Nie no, panie spiker, musisz być czujny” – pouczała wesoło, gdy zdarzył mi się błąd.

Jej świat to Pogoń

Pogoń Oleśnica była jej prawdziwym światem. W złotych latach 90. pełniła funkcję kierownika zespołu, ramię w ramię z legendarnym Zenonem Olewińskim. Bardzo bolała ją obecna kondycja klubu. Spotykaliśmy się na meczach oldbojów Pogoni i Widawy Bierutów. Aby być bliżej piłki, została sędzią – z gwizdkiem biegała po murawie przez ponad 30 lat.

Ze śmiechem opowiadała anegdoty ze swojej sędziowskiej kariery: – Zajeżdżam kiedyś na mecz B-klasy. Przychodzi kierownik gospodarzy i zdziwiony pyta: „Jak to baba będzie nam sędziować? A jak pani coś zepsuje, to jak mamy wołać?”. Odpowiedziałam mu: „Widzi pan, i tu mamy problem. Bo na »k« nie wyglądam, a na »ch« się nie odmienia…”. Więcej nie pytał.

Ciągle była w ruchu – jeszcze w kwietniu poprowadziła poloneza na placu Zwycięstwa. Zapobiegliwa i perfekcyjnie zorganizowana, często żartowała: „Ze mną każdy lubi jeździć, bo ja w aucie mam wszystko”.

Nauczycielka i przyjaciółka. Wspomnienia bliskich

Wspomnienia o Anecice są wciąż żywe wśród tych, którzy dzielili z nią codzienność, pracę i pasję:

  • Magda Stojko (nauczycielka i znajoma): Zawsze chętna do pomocy, bezinteresowna. Angażowała się w Szlachetną Paczkę, zbiórki charytatywne, Mistrzostwa Nordic Walking. Z parkrunu pamiętam nasze sobotnie rozmowy o życiu. Pozostanie w mojej pamięci jako bardzo empatyczny człowiek.
  • Beata Surdej i Urszula Dibelka (wuefistki): Zawsze uśmiechnięta, nigdy nie odmawiała pomocy. Kochała być wśród ludzi. Razem tworzyłyśmy team »Belferki« na Sztafetowym Półmaratonie Firmowym.
  • Paulina Golach (była uczennica): Skoczyłaby za nas w ogień. Broniła nas przed innymi nauczycielami. Dawała nam dużą swobodę, może dlatego nie chcieliśmy jej zawieść. Wiedzieliśmy, że zawsze możemy do niej przyjść z problemem.
  • Maciek Pilarski (były uczeń): Anetto, wierzę, że jesteś wśród nas. Miałaś z niewiadomego powodu zwyczaj nazywać mnie »Królem«. Dziękuję, że rozpalałaś w nas pasję do sportu i walki, nie tylko na boisku. Byłaś i jesteś pięknym człowiekiem.
  • Katarzyna Kijakowska (dziennikarka OlesnicaInfo.pl): Zawsze można było na nią liczyć. Od wielu lat była w naszej ekipie Szlachetnej Paczki. Kiedy inni nie mogli dotrzeć na pakowanie upominków, ona zawsze znajdowała czas, zawsze dokładała swoją cegiełkę do paczek dla potrzebujących, zawsze mówiła, że damy radę. Dziękuję Ci za to! Będzie nam Ciebie brakowało, Anetka.

Sportowa rodzina w żałobie

Środowisko sportowe z ogromnym żalem żegna swoją koleżnkę.

  • Roman Kałwiński (Pogoń Oleśnica): „Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale ona taka była. Zawsze zaangażowana, pytała o mecze, podpowiadała, pocieszała. Dopiero teraz zobaczymy, jak bardzo jej brakuje”.
  • Krzysztof „Miś” Michalewski (bohater pucharowych meczów Pogoni): „Znałem ją od 30 lat. Pogodna, koleżeńska. Przed tym nieszczęśliwym zdarzeniem bardzo chciała jechać na mecz z Polarem Wrocław. Będę ją wspominał jako osobę, która na boisku potrafiła podnieść ciśnienie, ale zawsze była pełna pasji. Teraz będzie nam kibicować z góry”.
  • Grzegorz Graf: „Odbywaliśmy merytoryczne rozmowy. Służyła dobrą radą. Tryskała energią”.
  • Waldemar Michalec: „Oleśniczanie związani z piłką nożną utracili niepowtarzalną osobę. Żegnaj, Anetko!”.

„Królowa naszego imperium”

Kolejne poruszające słowa pożegnania płyną ze strony współpracowników. Marta Imiela, nauczycielka I LO w Oleśnicy, z którą Anetta dzieliła pokój nauczycielski, sportowe pasje i niemal dwadzieścia lat przyjaźni, opowiada o kobiecie, dla której nie było rzeczy niemożliwych.

Ich drogi skrzyżowały się w 2005 roku, kiedy pani Marta rozpoczynała pracę w ogólniaku. – Do dziś pamiętam, jak z uśmiechem powiedziałaś: „Ja tu jestem królową tego imperium”. I rzeczywiście – byłaś… – wspomina. To właśnie Anetta scalała całą wuefiarską ekipę. Inicjowała spotkania, wyjazdy i wydarzenia, budując piękne wspomnienia.

Kiedy akurat nie sędziowała meczów piłki nożnej, pochłaniała ją siatkówka. Była na boisku absolutnie niezastąpiona. Zawsze uśmiechnięta, z niezmiennym hasłem na ustach: „Marcia, damy radę!”. Była wszędzie – na nauce poloneza, na spacerach i nauczycielskich sztafetach.

Patent na storczyki i wielkie serce

Przez niemal dwie dekady widywały się prawie codziennie. Dzieliły ze sobą wycieczki, zakupy, ogniska i pierwsze we Wrocławiu sushi. Wspomnienia Marty Imieli kryją również urocze szczegóły z życia zmarłej, jak chociażby jej miłość do roślin.

Ten Twój ogród, który uwielbiałaś, róże i storczyki, które zawsze u Ciebie kwitły. Dałaś mi nawet swój patent z ząbkiem czosnku w doniczce. Czosnek wyrósł, a storczyki i tak nie zakwitły… Do dziś, gdy o tym myślę, uśmiecham się przez łzy. Miałaś rękę do kwiatów – opowiada z nostalgią nauczycielka.

Anetta Adamczuk była opoką dla wielu. Zawsze chętna do pomocy, zostawiła po sobie mnóstwo dobra. – Bardzo brakuje mi naszych rozmów, żartów i Twojej obecności. Tęskno za Tobą – kończy swoje pożegnanie Marta Imiela.

Każdy z nas ma swoją własną historię z Anettą. Choć dziś żegnamy ją ze łzami, zapamiętamy ją dokładnie taką, jaka była – autentyczną, pełną energii i czerpiącą z życia pełnymi garściami.

Udostępnij:
REKLAMA