Ruch antyłowiecki zablokował polowanie myśliwych z Oleśnicy
Niezbadane są wyroki Borskie! Ten rok rozpoczęliśmy od przypadkowego spotkania z kołem łowieckim Sokół z Oleśnicy i na koniec 2019 znów nasze ścieżki niespodziewanie skrzyżowały się ponownie. Cóż za koincydencja – tak swój wpis rozpoczyna Wrocławski Ruch Antyłowiecki.
– Na myśliwych natrafiliśmy, gdy zbierali się na odprawę. Odprawa była na tyle interesująca, że postanowiliśmy ją nagrać. Nie podobało się to mocno jednemu, dość leciwemu przedstawicielowi PZŁ, panu Stefanowi, który co chwilę w niewybredny sposób dawał nam znać że mamy się wynosić – relacjonują działacze Ruchu. – W czasie odprawy usłyszeliśmy, że ma odbyć się rzeź: „głównie wszystkich dzików, drapieżników, a zwierzyna płowa (ma być zabijana – przypis) tylko w stuprocentowych okazjach do tyłu poza miot”.
Po krótkiej odprawie naganka i łowcy wskoczyli na przyczepy i ruszyli na pierwsze pędzenie… nie padł żaden strzał.
– Myśliwym, wkrótce dzięki naszym politykom, panom i władcom lasów, tak bardzo nie podobała się nasza obecność, że wezwali policję, a kierowniczka polowania pojechała coś „załatwić” – czytamy dalej. – Panowie policjanci przyjechali dość szybko, a za nimi pani kierowniczka Iwona. Mieliśmy nadzieję, że pojechała po opłatek, niestety przywiozła jakiś papier, na którym rzekomo było napisane, że KŁ Sokół prowadzi tu właśnie ostrzał sanitarny. Nagle wigilijne polowanie zbiorowe stało się „sanitarnym” ale oczywiście bez odpowiednich oznaczeń i wbrew temu co opublikował Urząd Gminy Oleśnica.
– Co się zmieniło po pierwszym pędzeniu, dokąd udała się kierowniczka polowania i jakie pismo zostało wręczone funkcjonariuszowi policji?! Jako że nie mogliśmy zapoznać się z tym dokumentem postanowiliśmy udać się w inne miejsce… Sprawdzimy czy pani Iwona nie złamała prawa wprowadzając w błąd organy ścigania. To nie koniec tej sprawy – nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – relacjonują.




