Od rezydencji cenionego lekarza po zapomnianą pocztę. Co dalej z neoklasycystyczną perełką Sycowa?
Jak przypomina Edmund Goś, znawca historii i autor profilu „Syców dawniej i dziś”, początki tego okazałego obiektu wiążą się z postacią doktora Furcha – znanego i niezwykle lubianego w mieście lekarza, który był jego pierwszym właścicielem.
Z czasem gmach przeszedł w ręce spółdzielni mieszkaniowej, a jego mury gościły przedstawicieli sycowskiej inteligencji. Z historycznych wspomnień Alberta Henschela dowiadujemy się, że pierwsze piętro zajmowały rodziny radcy mierniczego Hersteina oraz Capli, natomiast wyżej mieszkał lekarz weterynarii, dr Aschauer z rodziną.
Historia budynku to jednak nie tylko wyższe sfery. W piwnicach żył ówczesny dozorca – oryginał nazwiskiem Markert. Ten pochodzący ze Szwabii i Palatynatu handlarz końmi, przez mieszkańców pieszczotliwie zwany „Chaplinem”, znany był z wielkiego zamiłowania do piwa Schőppa.
Ciekawostką architektoniczną kompleksu jest również znajdująca się na podwórzu dawna słodownia (zakład zajmujący się słodowaniem zboża, dawniej nieodłączna część browarów), którą przed laty z powodzeniem przebudowano na budynek mieszkalny. Niestety, do dziś nie zachował się piękny frontowy balkon, który zdobił budynek główny jeszcze na fotografiach z początku XX wieku.
Od centrum komunikacji do „antywizytówki” miasta
Współczesnym mieszkańcom Sycowa gmach kojarzy się przede wszystkim z działalnością Poczty Polskiej oraz Telekomunikacji. To w tamtym okresie obiekt doczekał się modernizacji – dobudowano m.in. przedsionek do sali obsługi klienta oraz pochylnię dla osób z niepełnosprawnościami, a budynek w podwórzu zaadaptowała Telekomunikacja Polska.
Kres świetności nadszedł wraz z przeniesieniem usług pocztowych do nowej siedziby przy ulicy Mickiewicza. Kompleks przeszedł na własność Skarbu Państwa, a jego sprzedaż okazała się nie lada wyzwaniem. Główną przeszkodą (z którą nabywca musi mierzyć się do dziś) była obecność wciąż działających urządzeń telekomunikacyjnych, zajmujących część pomieszczeń. Zablokowany proces sprzedaży sprawił, że neoklasycystyczna bryła zaczęła dramatycznie niszczeć. Odpadający tynk i gęste zarośla z samosiejek sprawiły, że dawna perła stała się bolesną antywizytówką Sycowa.
Światełko w tunelu i urzędnicze bariery
Sytuacja uległa zmianie stosunkowo niedawno. Ku uldze mieszkańców, z frontu zniknęły szpecące zarośla, a na podwórzu ruszyły prace remontowe. Jak się okazało, nieruchomość znalazła wreszcie nabywcę w ramach dzierżawy wieczystej – i to mimo uciążliwego, „telekomunikacyjnego dobrodziejstwa inwentarza”.
Nowy gospodarz zaczął od porządkowania terenu i otynkował budynek w podwórzu. Entuzjazm mieszkańców studzi jednak brak widocznych postępów przy ratowaniu najbardziej reprezentacyjnej, głównej bryły dawnej poczty. Z czego wynika ten przestój? W kuluarach pojawiają się domysły, że na przeszkodzie mogą stać rygorystyczne wymogi Konserwatora Zabytków, choć oficjalnie powody wstrzymania prac nie są znane.
źródło: Syców dawniej i dziś