Liczy się każda minuta, karetka jedzie z daleka. Jak Oleśnica utknęła w przepisach ratownictwa medycznego
Gdy liczy się każda minuta – przy zatrzymaniu krążenia, zadławieniu czy udarze – w Oleśnicy i sąsiednich gminach do walki o ludzkie życie często ruszają strażacy. Mieszkańcy pytają wprost: dlaczego w ponad stutysięcznym powiecie wciąż brakuje zabezpieczenia medycznego, a strażacy muszą łatać luki w systemie ochrony zdrowia?
Strażak na pierwszej linii, karetka w drodze
Obecność jednostek Państwowej Straży Pożarnej i ochotników z Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego przy zdarzeniach typowo medycznych to efekt procedury tzw. izolowanych zdarzeń medycznych. Dyspozytor wysyła strażaków wtedy, gdy najbliższa karetka jest zajęta inną interwencją, a czas dojazdu zespołu z innej podstacji jest zbyt długi.
Urzędnicy podkreślają, że z formalnego punktu widzenia wszystko działa zgodnie z literą prawa.
– Państwowa Straż Pożarna oraz jednostki ochrony przeciwpożarowej włączone do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego są ustawowo przewidzianymi jednostkami współpracującymi z systemem Państwowe Ratownictwo Medyczne. Ich udział w działaniach ratowniczych stanowi zatem element funkcjonowania systemu – wyjaśnia Tomasz Jankowski, rzecznik prasowy Wojewody Dolnośląskiego.
Systemowy klincz: przepisy blokują nową karetkę
Dlaczego w rejonie oleśnickim po prostu nie uruchomi się dodatkowego dyżuru karetki? Sprawa rozbija się o sztywne ramy prawne i brak chętnych do tworzenia zespołów z lekarzem.
Kluczowy jest tu ustawowy przelicznik: na każde rozpoczęte 10 podstawowych zespołów ratownictwa medycznego (czyli takich, w których pracują ratownicy lub pielęgniarki) w regionie musi przypadać co najmniej jeden zespół specjalistyczny z lekarzem w składzie.
W obecnej strukturze ratownictwa na Dolnym Śląsku limit zespołów podstawowych został wyczerpany. Aby powołać kolejną karetkę podstawową – na przykład w Oleśnicy – należałoby równolegle utworzyć nowy zespół z lekarzem. Tu jednak pojawia się bariera kadrowa i finansowa. – Dolnośląski Urząd Wojewódzki zwrócił się już do dysponentów zespołów ratownictwa medycznego z propozycją utworzenia dodatkowego zespołu specjalistycznego. Żaden z dysponentów nie zgłosił jednak takiej potrzeby – przyznaje Tomasz Jankowski.
W efekcie powstał pat: bez lekarzy w systemie nie można powołać do życia załogi ratowniczej, której tak bardzo brakuje w terenie.
Decyzje dopiero w 2027 roku
Czy mieszkańcy powiatu oleśnickiego mają szansę na zmianę tej sytuacji? Służby wojewody deklarują, że problem nie został zamieciony pod dywan, jednak procedury wymagają czasu.
– Kwestia liczby zespołów ratownictwa medycznego w powiecie oleśnickim będzie przedmiotem ponownej analizy podczas aktualizacji Planu działania systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne dla województwa dolnośląskiego, zaplanowanej na I kwartał 2027 roku. Jeżeli analiza wykaże potrzebę zwiększenia liczby zespołów, podjęte zostaną działania zmierzające do wprowadzenia odpowiednich zmian – zapowiada rzecznik wojewody.
Przy ocenie sytuacji urzędnicy wezmą pod lupę dwa kluczowe parametry: średnie czasy dotarcia do pacjentów oraz dobową liczbę zdarzeń wymagających interwencji w rejonie operacyjnym.
Przedstawiciele urzędu wojewódzkiego zapewniają, że priorytetem pozostaje jak najszybszy dostęp mieszkańców do pomocy medycznej. Na realne decyzje – i ewentualne pojawienie się na oleśnickich drogach dodatkowego ambulansu – przyjdzie jednak poczekać do początku 2027 roku.
AKTUALIZACJA:
Przedstawiamy stanowisko przedstawione przez Pogotowie Ratunkowe w Oleśnicy:
Bardzo prosimy o przedstawienie czytelnikom konkretnych liczb np. dla roku 2025, kiedy Zespoły Ratownictwa Medycznego Pogotowia Ratunkowego w Oleśnicy miały 7966 interwencji, dysponowana była straż pożarna i jako pierwsza docierała na miejsce zdarzenia. Część wyjazdów straży pożarnej do izolowanych zdarzeń medycznych nie wynika z braku ambulansu, tylko złożoności zdarzenia – np. miejsce niebezpieczne czy trudno dostępne lub pacjent ze znaczna nadwagą w stanie zagrożenia życia. Sami widzimy potrzebę utworzenia dodatkowego ZRM, jednak w naszej ocenie mówienie o powszechności jest sporym nadużyciem.