Wygrała z czasem i nowotworem. Dziś mówi głośno: Nie odkładajcie badań
Dziś w jej głosie słychać ogromną ulgę i wzruszenie. Jak sama przyznaje, rzadko dzieli się tak intymnymi przeżyciami publicznie, jednak poczucie misji i waga problemu okazały się silniejsze. Jej walka rozpoczęła się bez zapowiedzi, w pozornie zwyczajny dzień.
Diagnoza, która zmienia wszystko
Katarzyna Cielecka nie należała do osób, które unikały gabinetów lekarskich. Wręcz przeciwnie – dbała o regularność, badała się i była pod stałą opieką ginekologiczną. Mimo to choroba uderzyła z zaskoczenia.
– Dwa lata temu dowiedziałam się, że mam nowotwór złośliwy szyjki macicy – wspomina mieszkanka Białego Błota. – Na szczęście został wykryty w bardzo wczesnym stadium dzięki cytologii, którą robiłam regularnie. Mimo ostrożności, przytrafiło mi się to.
To właśnie systematyczność badań okazała się kluczem. Wczesne stadium dawało realną szansę na skuteczne leczenie, choć droga do powrotu do zdrowia okazała się niezwykle wyboista.
Karuzela niepewności i trudne decyzje
Leczenie rozpoczęło się w Dolnośląskim Centrum Onkologii we Wrocławiu. Pierwsze tygodnie były serią wyczerpujących badań i procedur medycznych. W bardzo krótkim odstępie czasu pacjentka przeszła aż trzy operacje.
Do fizycznego obciążenia organizmu dołączył ogromny stres psychiczny. Diagnozy i prognozy zmieniały się dynamicznie, nierzadko wykluczając się nawzajem. Początkowo plan zakładał jedynie radioterapię – guz usunięto z szerokim marginesem, a chemioterapia nie była konieczna. Chwilę później pojawiło się podejrzenie kolejnej zmiany. Konieczne były szczegółowe badania obrazowe: rezonans magnetyczny oraz badanie PET. Choć nie wykazały one obecności nowych komórek nowotworowych, konsylium lekarskie zdecydowało o konieczności przeprowadzenia kolejnej, bardzo inwazyjnej operacji – usunięcia węzłów chłonnych w miednicy mniejszej w celu zminimalizowania ryzyka wznowy.
– Trochę mnie tym zaskoczyli, bo nastawiłam się na samą radioterapię, bez kolejnej operacji, która bardzo obciążyłaby mój organizm. Poprzednie zabiegi dały mi się mocno we znaki. Oddałam się jednak w ręce lekarzy i przyjęłam tę decyzję – relacjonuje pani Katarzyna.
Nowa szansa od losu
Sytuacja zmieniła się tuż przed planowanym przyjęciem na oddział. Operację wstrzymano, kierując pacjentkę na bezpośrednią konsultację z ordynatorem. To spotkanie przyniosło przełom, na który czekała od miesięcy.
Lekarz szczegółowo wyjaśnił, że w jej konkretnym przypadku ryzyko nawrotu nowotworu jest znikome. Dodatkowy, ciężki zabieg chirurgiczny – z uwagi na inne obciążenia zdrowotne pacjentki – niósłby ze sobą większe zagrożenie powikłaniami niż ewentualne korzyści terapeutyczne. Ostatecznie zrezygnowano z operacji.
– Poczucie, że nie muszę kłaść się na stół operacyjny po raz kolejny, było jak otrzymanie nowej szansy od losu – podkreśla.
Przed nią teraz pięć lat intensywnego monitorowania – kontrole co trzy miesiące i czujność onkologiczna. Jeśli wyniki pozostaną czyste, będzie można mówić o pełnym sukcesie. Jak sama zaznacza, przetrwanie najtrudniejszych chwil nie byłoby możliwe bez olbrzymiego wsparcia rodziny, przyjaciół i bliskich.
„Dziewczyny, badajcie się!”
Choć październik w kalendarzu zdrowia dedykowany jest przede wszystkim walce z rakiem piersi, historia Katarzyny Cieleckiej przypomina o uniwersalnej prawdzie: kobieca profilaktyka to całość. Cytologia, USG piersi czy mammografia nie zabierają wiele czasu, a stanowią jedyną skuteczną barierę przed rozwojem nowotworów w zaawansowanych stadiach.
– Dzisiaj jestem po prostu szczęśliwa. A wszystkim kobietom, z całego serca, powtarzam jedno: dziewczyny, badajcie się! – kończy mieszkanka gminy Dobroszyce.