„Nie ma zgody na zastraszanie pacjentek”. Oleśniczanka Rienka Kasperowicz o proteście przed szpitalem na Brochowie
W emocjonalnym wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych Kasperowicz podkreśliła, że jej obecność we Wrocławiu wynikała z solidarności i doświadczeń wyniesionych z Oleśnicy. Jak zaznacza, wrocławski szpital mierzy się obecnie z dokładnie takim samym scenariuszem, z jakim przez lata borykała się oleśnicka placówka.
Odwołanie do lekarki i misji medyków
Aktywistka powróciła w swoim komentarzu do sytuacji w oleśnickim szpitalu i postaci dr Gizeli Jagielskiej. Zwróciła uwagę, że w narracji środowisk antyaborcyjnych lekarka była przedstawiana jako „książkowy czarny charakter”, podczas gdy w rzeczywistości – jak pisze – zawsze kierowała się dobrem pacjentek.
Zdaniem Kasperowicz zespół medyczny, który niegdyś prowadziła Jagielska, realizuje po prostu swoje powołanie: To są medycy – lekarki, lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze. Wybrali tę konkretną ścieżkę zawodową, ponieważ ich celem jest ratowanie ludzkiego życia. A aborcja – jakkolwiek nasi przeciwnicy chcieliby zaklinać rzeczywistość – tym właśnie jest. Ratowaniem ludzkiego życia i zdrowia – zaznacza oleśniczanka.
„Tania performatywność” i zarzuty o agresję
Oleśnicka działaczka nie szczędzi gorzkich słów pod adresem pikietujących. W jej ocenie demonstracje organizowane pod oknami placówek medycznych to „tania performatywność”, w której nie chodzi o realną ochronę kogokolwiek, lecz o próbę siłowego narzucenia własnych poglądów.
Kasperowicz zwróciła uwagę na koszty osobiste, jakie ponoszą osoby publicznie stające po stronie prawa do legalnej aborcji. Sama wspomina, że wielokrotnie stykała się ze skrajnie mizoginistycznymi obelgami i agresywnymi atakami, które uważa za standardową formę presji wymierzoną w protestujące kobiety i ich rodziny.
Skutki dla pacjentów i dzieci
Jako świeżo wykształcona pedagożka, Kasperowicz zwróciła uwagę na psychologiczny wymiar pikiet prowadzonych w przestrzeni publicznej. Wskazała, że podczas gdy w Oleśnicy drastyczne banery były eksponowane m.in. w pobliżu szkoły podstawowej – co narażało dzieci na trudne i niepotrzebne traumy wizualne – we Wrocławiu akcje te uderzają bezpośrednio w osoby hospitalizowane.
Podkreśliła, że rekonwalescencja wymaga spokoju i poczucia bezpieczeństwa, tymczasem pacjenci zmuszani są do wysłuchiwania hałaśliwych zgromadzeń pod szpitalnymi oknami.
Pytanie o autentyczność działań
W swoim komentarzu Kasperowicz postawiła również pytanie o rzeczywistą motywację środowisk antyaborcyjnych. Wskazała na brak ich reakcji na przejawy mowy nienawiści w przestrzeni publicznej, takie jak pojawiające się na murach swastyki, których autorzy otwarcie negują wartość życia innych ludzi i mniejszości. Według aktywistki pikietujący wolą skupiać się na dręczeniu pacjentek pod szpitalami, zamiast reagować na realne zagrożenia. – Nie chcę, żeby kolejne miejsca przechodziły przez to samo piekło, które przeżyła i przeżywa Oleśnica. Stoję tu jako przedstawicielka Oleśnicy, ale także jako pedagożka, jako kobieta i jako feministka. I mówię głośno: nie ma naszej zgody na takie działania – podsumowała w swoim manifeście Rienka Kasperowicz.