Nowe fakty w sprawie ks. Teodora Sawielewicza. Onet ujawnia relacje kolejnych kobiet, w tle milczenie kościelnej komisji

Red | Red
Nowe fakty w sprawie ks. Teodora Sawielewicza. Onet ujawnia relacje kolejnych kobiet, w tle milczenie kościelnej komisji
Wraca sprawa księdza Teodora Sawielewicza – znanego w całej Polsce twórcy internetowego kanału „Teobańkologia”, który w przeszłości pracował jako wikariusz w Oleśnicy.
Wraca sprawa księdza Teodora Sawielewicza – znanego w całej Polsce twórcy internetowego kanału „Teobańkologia”, który w przeszłości pracował jako wikariusz w Oleśnicy. Po tym, jak na początku roku media nagłośniły zarzuty dotyczące nadużyć podczas modlitw i kierownictwa duchowego, portal Onet.pl publikuje relacje kolejnych pokrzywdzonych kobiet oraz ujawnia kulisy działań wrocławskiej kurii.

Przypomnijmy: sprawa duchownego, który zanim stał się jednym z najpopularniejszych katolickich influencerów w kraju (jego kanał na YouTube śledziło ponad 650 tys. osób), posługiwał m.in. w Oleśnicy, wywołała ogromne poruszenie na początku 2026 roku. Wówczas „Gazeta Wyborcza” opisała świadectwo pani Anny, zarzucającej duchownemu wykorzystanie pod pozorem modlitw wstawienniczych i kierownictwa duchowego, w tym natarczywe wypytywanie o sferę intymną i reakcje seksualne. W odpowiedzi na pierwsze doniesienia kuria powołała specjalną komisję, a sam duchowny został całkowicie odsunięty od działalności medialnej.

Teraz temat powraca za sprawą obszernego materiału opublikowanego przez Onet.pl. Dziennikarze portalu dotarli do kolejnych osób, które czują się skrzywdzone przez księdza, a także sprawdzili, jak w praktyce wygląda wyjaśnianie zarzutów przez wrocławską kurię.

„To była najgorsza spowiedź w moim życiu”

Wśród nowych rozmówczyń Onetu jest pani Maria. Kobieta poznała ks. Sawielewicza w 2017 roku, na początku jego drogi ewangelizacyjnej w sieci. Jak relacjonuje, duchowny zaproponował jej kierownictwo duchowe, które z czasem przerodziło się w osaczanie i manipulację. Ksiądz miał oczekiwać, że będzie dla niej wyłącznym autorytetem, robił wymówki za korzystanie z posługi innych kapłanów, a także wysyłał serie wiadomości i obserwował ją w kościele.

Po latach przerwy i wyjeździe za granicę kobieta spotkała ks. Teodora ponownie w konfesjonale. – W konfesjonale trafiłam właśnie na niego. To była najgorsza spowiedź w moim życiu. Zaczął od tego, że mnie zna. Później stwierdził, że mam zaburzenie borderline. Z jego ust brzmiało to, jak upokorzenie i etykieta – opowiada Onetowi pani Maria. Jak dodaje, duchowny miał demonstrować swoją władzę przy udzielaniu rozgrzeszenia, co wpędziło ją w potężny kryzys wiary.

Do redakcji Onetu zgłosiły się również osoby wskazujące na inne nieprawidłowości – w tym na mobbing, jakiego duchowny miał dopuszczać się wobec pracownicy w samej fundacji „Teobańkologia”. Z kolei krytyczne komentarze internautów ostrzegających przed bezkrytycznym zaufaniem do duchownego miały spotykać się z pismami od prawników fundacji, grożącymi procesami sądowymi.

Sygnały bez odpowiedzi?

Najpoważniejsze zastrzeżenia budzi jednak sposób procedowania sprawy przez stronę kościelną. Z ustaleń dziennikarzy Onetu wynika, że zgłoszenia przesyłane do komisji powołanej przez abp. Józefa Kupnego przez miesiące pozostawały bez jakiejkolwiek odpowiedzi.

Pani Maria próbowała skontaktować się z komisją mailowo, a gdy powiedziano jej, że brak odzewu wynikał z braku podpisu elektronicznego – wysłała tradycyjny, podpisany z imienia i nazwiska list. Odpowiedzi nie otrzymała do dziś. Kobiety obawiają się, że sprawa prowadzona jest w sposób mający doprowadzić do jej „przeczekania” i wyciszenia.

Z kolei pierwsza ze skrzywdzonych kobiet, pani Anna, zwraca uwagę, że choć kuria wiedziała o problemach znacznie wcześniej (już w marcu 2025 roku zakazano mu internetowego kierownictwa duchowego), to do mediów sprawa trafiła dopiero niemal rok później. Do dziś nie doczekała się także obiecanego przez kurię zwrotu kosztów prywatnej terapii psychologicznej. Oburzenie budzi także fakt, że w trakcie trwania procedury ks. Sawielewicz nie został zawieszony, a jedynie przeniesiony do wrocławskiej parafii pw. NMP Matki Kościoła, gdzie nadal pełni funkcję wikariusza i ma kontakt z wiernymi.

Sam ks. Teodor po pierwszych publikacjach wydał oświadczenie, w którym napisał: „Wyrażam skruchę, szczery żal i biorę pełną odpowiedzialność za błędne rozwiązania duszpasterskie, praktyki modlitewne i porady, które 7-8 lat temu prowadziłem wobec pani Anny”.

Co na to kuria?

Rzecznik archidiecezji wrocławskiej, Maciej Rajfur, przekazał Onetowi, że komisja zamyka zasadniczą część prac, a wnioski zostały już przedstawione metropolicie wrocławskiemu. To arcybiskup ma podjąć ostateczne decyzje personalne i kanoniczne.

Rzecznik zapewnił, że komisja badała zarówno finanse i funkcjonowanie samej fundacji, jak i bezpośrednie zachowania duszpasterskie ks. Sawielewicza. Odnosząc się do zarzutów o ignorowanie zgłoszeń, kuria tłumaczy, że „wiadomości zawierające wyłącznie komentarze, opinie lub ogólne uwagi nie otrzymywały ze względów logistycznych indywidualnej odpowiedzi”, choć miały być analizowane.

Udostępnij:
REKLAMA