„Wydeptuję nowe ścieżki w rewirach, w których bywałam setki razy”. Anna Jadowska o filmowym powrocie do Oleśnicy

Katarzyna Kijakowska | Katarzyna Kijakowska
„Wydeptuję nowe ścieżki w rewirach, w których bywałam setki razy”. Anna Jadowska o filmowym powrocie do Oleśnicy
Zdjęcia do filmu "Marysia zawsze dziewica" potrwają w Oleśnicy do 10 września. FOT. GRZEGORZ KIJAKOWSKI
Anna Jadowska, uznana reżyserka i scenarzystka, realizuje w swojej rodzinnej Oleśnicy najnowszy film „Marysia zawsze dziewica ". Porozmawialiśmy z nią o powrotach do miejsc z dzieciństwa, wyzwaniach na planie i o tym, jak współczesne zagrożenia rezonują z jej własnymi wspomnieniami.

Co ostatecznie zdecydowało, że pojawiłaś się ze swoim nowym projektem filmowym właśnie w Oleśnicy? Taki najazd filmowców to dla miasta nowość.

Anna Jadowska: Bardzo lubię pisać o miejscach, które znam. Gdy piszę o nowych, muszę tam najpierw pojechać i je poznać. Oleśnicę znam od dzieciństwa, więc łatwo było mi wyobrazić sobie, gdzie może rozgrywać się moja historia. Tutaj dorastałam, co miało swoje blaski i cienie. Świat się zmienia, dziś internet stawia przed młodymi zupełnie nowe niebezpieczeństwa. Kiedy ja dorastałam, takich zagrożeń nie było, ale samo przejście z bycia dzieckiem do dorastającej dziewczyny i tak było trudne, okupione różnymi, czasem dziwnymi doświadczeniami.

Jakie emocje towarzyszą Ci teraz, gdy pracujesz z kamerą w miejscach, które znasz na wylot?

Anna Jadowska: Mam wrażenie, że wydeptuję nowe ścieżki w rewirach, w których bywałam setki razy – jak choćby dworzec PKS. Dojeżdżałam do liceum z Ligoty Małej i spędzałam tam mnóstwo czasu. Cierpiałam, że koleżanki spotykały się z chłopakami, a ja musiałam wracać, bo uciekał mi ostatni autobus. Więc dla siebie samej tworzę teraz nową historię w przestrzeniach ważnych na pewnym etapie mojego życia. Myślę też, że Oleśnica ma ogromny urok przez swoje bogactwo kulturowe. Ten miks tworzy dynamiczną energię i zupełnie inną tożsamość – na przykład w porównaniu z tożsamością mazowiecką.

Reżyserka Anna Jadowska podczas pracy na planie filmowym w Oleśnicy.

Rozumiem, że kręcenie filmu w tak dobrze znanym środowisku jest po prostu łatwiejsze?

Anna Jadowska: Kręcenie filmów nie jest ani łatwe, ani przewidywalne. Zawsze jest to bardzo trudne, niezależnie od lokalizacji. Tak jest też w Oleśnicy, choć mam na planie znakomitą aktorkę. Antonina Litwiniak, znana z „Akademii Pana Kleksa”, mimo młodego wieku jest bardzo doświadczona. Zawsze świetnie przygotowana, bez problemu robi kolejne duble. Myślę, że swoim profesjonalizmem mocno ułatwia nam przejście przez najtrudniejsze dni zdjęciowe.

Czy te znajome oleśnickie kąty nabierają dziś dla Ciebie innego wymiaru?

Anna Jadowska: Nabierają, dlatego że w większości bardzo się zmieniły. Przywołany dworzec PKS przeszedł mocną transformację, i teraz praktycznie nie istnieje, ale malowidła ścienne, które pamiętam z dzieciństwa i które już wtedy wydawały mi się piękne, teraz zachwycają mnie jeszcze bardziej. Mam wielką nadzieję, że nikt nigdy nie pomyśli, by je zniszczyć.

Jak obecność tak dużej ekipy odbierają sami oleśniczanie?

Anna Jadowska: Generalnie bardzo dobrze, nie spotkaliśmy się z żadną nieprzychylnością. Odwiedził nas na planie burmistrz Oleśnicy, którego siostrę, Katarzynę Stoparczyk, świetnie znałam – też kończyła I LO. Pracowałyśmy potem razem w Polskim Radiu we Wrocławiu, często mijałyśmy się w Warszawie. Ludzie są niezwykle życzliwi i ciekawi tego, co robimy. Kiedy kręciliśmy w bloku na placu Zwycięstwa, jedna z pań poczęstowała nas swoimi pomidorami.

Na planie nie brakuje też innych oleśnickich akcentów.

Anna Jadowska: Zgadza się. Zależało mi na idei, by główna bohaterka była oleśniczanką, ale to się niestety nie udało. Mamy za to na planie wielu statystów z Oleśnicy, stąd pochodzi też nasz asystent produkcji Wiktor Sobczak. Zrealizowaliśmy również świetną scenę z oleśnicką młodzieżą nad stawem na działkach.  Ludzie przyglądają się naszej pracy, są jej ciekawi.

Od kilkunastu dni oleśniczanie mogą podglądać pracę filmowców.

Czy historia Marysi ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości?

Anna Jadowska: To opowieść o dorastającej dziewczynie, której zdjęcia ktoś wrzuca do internetu, przez co zaczynają się nią interesować różni mężczyźni. Z kilkoma z nich się spotyka. Czasem są to nieszkodliwe typy, a czasem bardzo niebezpieczni ludzie. Jesteśmy właśnie przed nakręceniem trzeciego, finałowego spotkania – ostatniego mężczyznę zagra Krzysztof Zalewski. Te zdjęcia zrealizujemy już w Warszawie.

Ta historia nie jest oparta na żadnych prawdziwych wydarzeniach, choć, szczerze mówiąc, jako nastolatka sama miałam różne, niepokojące doświadczenia. Pamiętam, że kiedy byłam w liceum, na ulicy zaczepił mnie obcy mężczyzna i mówił okropne rzeczy. A najśmieszniejsze i zarazem najdziwniejsze jest to, że tuż przed rozpoczęciem zdjęć, kiedy byłam na targu w Oleśnicy, miałam wrażenie, że podszedł do mnie dokładnie ten sam człowiek i próbował zaczepić mnie w równie niewyszukany sposób.

Widocznie pewne rzeczy, mimo upływu lat, potrafią pozostać jednak niezmienne

Udostępnij:
REKLAMA