Płacimy 1,8 mln zł za autobusy grozy. Mieszkańcy żądają bezpiecznych przejazdów, władze wybierają milczenie
Wyniki sierpniowych inspekcji wrocławskiego ITD przypominają scenariusz filmu grozy. Pierwsza kontrola zakończyła się natychmiastowym zatrzymaniem trzech wozów z powodu wycieków płynów eksploatacyjnych, niedziałającego awaryjnego otwierania drzwi oraz usterki kolumny kierowniczej, grożącej utratą panowania nad pojazdem.
Kiedy tydzień później inspektorzy ponowili działania w Oleśnicy, na trasę wyjechał tabor po rzekomych naprawach. Pojazdy ze świeżymi pieczątkami od diagnostów miały dokładnie te same usterki. Co więcej, przewoźnik wypuścił na miasto autobus zastępczy z luzami w układzie kierowniczym, bez młotków bezpieczeństwa, prowadzony przez kierowcę bez wymaganych zaświadczeń.
To lekceważenie mieszkańców, nie dziennikarzy
Po ujawnieniu wyników pierwszej kontroli, 21 sierpnia nasza redakcja wystosowała pytania do kierowniczki Sekcji Komunikacji Społecznej Marzeny Graczyk. Zważywszy na powagę sytuacji, prosiliśmy o pilne stanowisko magistratu, pytając o to: jakie kroki urząd miasta podejmie w związku z tymi niepokojącymi informacjami, czy do urzędu docierały wcześniej informacje, że stan techniczny autobusów jest zły, oraz czy umowa z przewoźnikiem będzie kontynuowana, biorąc pod uwagę fakt, że może ona zagrażać bezpieczeństwu pasażerów?
O oficjalny komentarz w sprawie skandalicznych wyników kontroli poprosiliśmy samego przewoźnika.
Nasze pytania pozostały bez echa. Redakcja nie otrzymała żadnej odpowiedzi, a oficjalne kanały informacyjne magistratu – w tym strona internetowa oraz profil na Facebooku – konsekwentnie milczą na ten temat.
Brak jakiejkolwiek odpowiedzi w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa pasażerów to jednak nie jest afront wobec naszej redakcji – to lekceważenie mieszkańców, w imieniu których zadajemy te pytania. Oleśniczanie mają prawo wiedzieć, czy wsiadając do autobusu, bezpiecznie dotrą do celu.
Także w tamtym tygodniu do ratusza trafiła interpelacja radnego Pawła Bielańskiego, który zażądał od burmistrza m m.in. podania wysokości nałożonych kar umownych, wskazania działań naprawczych oraz wyjaśnienia braku odpowiedniego nadzoru.
„Rozlatują się jak klocki Lego”
A jak komentują tę sytuację internauci?
- Davidox pisze, że autobusy nie są zadbane, strach do nich wejść i rozlatują się na drodze jak klocki Lego.
- Pan Andrzej diagnozuje systemowy problem, nazywając sytuację patologią przetargów, w których wybiera się najtańszą ofertę, niemogącą później utrzymać taboru w należytym stanie.
- Pan Paweł obawia się, że władze zabiorą się do pracy dopiero, gdy dojdzie do tragedii, i domaga się odebrania uprawnień diagnostom, którzy podbili badania techniczne wozów nienadających się do jazdy.
- Z kolei pani Jolanta przypomina włodarzom, że z miejskich linii korzystają osoby starsze, kobiety z dziećmi i ci, których po prostu nie stać na taksówki czy własne auto.
Milczenie bywa złotem, ale w Oleśnicy kosztuje dokładnie 1,8 miliona złotych rocznie i pachnie wyciekającymi płynami eksploatacyjnymi. Dopóki urzędnicy nie zmierzą się z problemem, codzienna podróż autobusem komunikacji miejskiej pozostanie dla mieszkańców darmowym biletem na ekstremalną przejażdżkę. Pytanie tylko, czy władze czekają na to, aż minie 14-dniowy termin na odpowiedź, czy na pierwszy poważny wypadek.
AKTUALIZACJA:
Zaledwie 10 minut po publikacji naszego artykułu, w którym wytykaliśmy magistratowi milczenie w sprawie katastrofalnego stanu technicznego autobusów komunikacji miejskiej, do redakcji wpłynęło oficjalne stanowisko Urzędu Miasta. Kierowniczka Sekcji Komunikacji Społecznej, Marzena Graczyk, odniosła się do alarmujących wyników kontroli Inspekcji Transportu Drogowego oraz przyszłości współpracy z firmą DLA Sp. z o.o., która obsługuje oleśnickie linie.