Bohaterska akcja policjantów z Sycowa. Wyważyli drzwi, by ratować śpiących mieszkańców przed ogniem
Do dramatycznych zdarzeń doszło nocą na terenie gminy Syców. Funkcjonariusze z lokalnego komisariatu otrzymali zgłoszenie o pożarze w budynku wielorodzinnym. Gdy dotarli na miejsce jako pierwsi, sytuacja wyglądała krytycznie. Z okien wydobywały się gęste kłęby dymu, a wewnątrz widać było szalejące płomienie, które błyskawicznie zajmowały kolejne pomieszczenia.
Dramatyczna walka o każdą sekundę
Policjanci natychmiast ruszyli do drzwi wejściowych, jednak te były zamknięte. Mimo głośnego nawoływania i dobijania się, z wnętrza nie dochodziły żadne głosy. Funkcjonariusze mieli świadomość, że mieszkańcy najprawdopodobniej śpią i mogą lada moment zatruć się toksycznym dymem.
W obliczu realnego zagrożenia życia, policjanci podjęli błyskawiczną decyzję o siłowym wejściu. Wyważyli drzwi i wbiegli wprost w gęsty dym. Poruszając się niemal po omacku, przeszukiwali kolejne pokoje, budząc kompletnie zaskoczonych domowników. Dzięki ich zdecydowanej postawie, pierwsza grupa osób została bezpiecznie ewakuowana na zewnątrz.
Ukryta pod kołdrą, nieświadoma zagrożenia
Mimo skrajnie trudnych warunków i ograniczającej widoczność sadzy, mundurowi wiedzieli, że na piętrze znajduje się jeszcze jedno mieszkanie. Ponownie wbiegli do środka. W tym samym czasie na miejsce dotarli strażacy. Dzięki użyciu specjalistycznej kamery termowizyjnej udało się zlokalizować ostatnią osobę – kobietę, która ze strachu lub dezorientacji ukryła się w swoim łóżku pod kołdrą. Ona również nie zdawała sobie sprawy, że od tragedii dzieliły ją minuty.
Wszystkie uratowane osoby trafiły pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego. Na szczęście, dzięki błyskawicznej reakcji służb, nikt nie odniósł poważnych obrażeń.
Szokujący powód podpalenia
Gdy strażacy dogaszali ogień, policjanci kryminalni przystąpili do ustalania przyczyn pożaru. Prawda okazała się wstrząsająca. To nie była awaria instalacji ani nieszczęśliwy wypadek. Pożar został wywołany celowo przez 26-letnią mieszkankę tego samego budynku.
Kobieta została zatrzymana. Podczas przesłuchania przyznała, że podłożyła ogień przed drzwiami jednego z sąsiadów. Jej tłumaczenie wprawiło funkcjonariuszy w osłupienie – stwierdziła, że chciała jedynie „przestraszyć” mężczyznę. Nie przewidziała jednak, że płomienie w drewnianej konstrukcji rozprzestrzenią się tak szybko, zagrażając życiu wszystkich sąsiadów.
26-latka usłyszała już prokuratorski zarzut narażenia wielu osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi jej za to kara do 3 lat więzienia.
Decyzją sądu wobec podejrzanej zastosowano surowe środki zapobiegawcze: nakaz opuszczenia wspólnie zajmowanego lokalu (kobieta nie może wrócić do budynku), zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym mężczyzną, dozór policyjny.