Wszystko, co wiąże się z zespołem jest dla mnie jak święto w codzienności

Katarzyna Kijakowska | Katarzyna Kijakowska
Wszystko, co wiąże się z zespołem jest dla mnie jak święto w codzienności
Magdalena Lisowska od lat prowadzi zespół Bierutowianie Bis, a wczześniej była współprowadzącą zespół Bierutowianie.
Kontynuujemy nasz marcowy cykl rozmów z interesującymi i inspirującymi kobietami z powiatu oleśnickiego. Bohaterką dzisiejszego wywiadu jest Magdalena Lisowska – od lat związana z zespołami ludowymi Bierutowianie oraz Bierutowianie Bis. To opowieść o pasji, odpowiedzialności, pokoleniowej sztafecie i miłości do lokalnej tradycji.

Kiedy rozpoczęła Pani prowadzenie zespołu ludowego Bierutowianie i co sprawiło, że postanowiła Pani zaangażować się w muzykę i folklor w technikum rolniczym?

Do osób, które prowadziły zespół dołączyłam w 1986 roku. Wtedy też powstała nazwa zespołu i tekst poloneza kończący się słowami: „Niech w łaskawej więc pamięci zespół nasz już pozostanie. Za wszystko podziękujemy pieśnią swą Bierutowianie”.

Zespół ludowy z Technikum Rolniczego miałam w świadomości od zawsze. I byłam nim zauroczona odkąd pamiętam. Więc gdy zdarzyła się możliwość wejścia w tę bajkę dzieciństwa, zrobiłam to bez wahania.

Co dawało Pani największą radość w pracy z młodzieżą i kształtowaniu ich muzycznych i tanecznych umiejętności?

Praca z młodzieżą – to była (i jest) dla mnie największa radość. A oglądanie, jak młodzi ludzie nabywają kompetencji i pięknie się rozwijają, jest niejako bonusem w takiej pracy. W zespole młodzież rozwijała się wszechstronnie – od umiejętności śpiewu (solowego, zespołowego), tańczenia, poprzez pracę zespołową, odpowiedzialność – po umiejętność zachowania się na scenie, w ambasadzie czy w siedzibie przedstawicieli europejskiej arystokracji. Takie wspólne wspomnienia też mamy.

Jak udawało się Pani motywować uczniów do regularnych prób i występów?

W zasadzie młodzież sama wybierała Zespół, jako formę zajęć pozalekcyjnych. Widocznie im też coś „w duszy grało”. A praca w zespole nauczyła, że to co wypracujemy na próbach zaowocuje na występie. Mówiąc przekornie – jeśli na próbach nie będzie systematycznej, rzetelnej pracy, to „zemści się” to na występie i będzie wstyd. Tu nie da się niczym nadrobić braku. Zatem powiedzenie współprowadzącego zespół, Pana Mieczysława Dubowieckiego, o tym, że każdy element trzeba powtórzyć sto tysięcy razy, nie jest tylko czczym stwierdzeniem. Jeśli to, co trzeba wykonać poprzedza się myśleniem, jak to zrobić, długo jeszcze trzeba ćwiczyć. To musi być odruch, automatyczna właściwa reakcja. Po prostu robię to dobrze, bo inaczej nie umiem. A występy dawały nam wiele radości i satysfakcji. Były swoistą nagrodą i równocześnie motywacją.

Czy pamięta Pani koncert lub występ zespołu, który szczególni utkwił Pani w pamięci?

Wiele było takich momentów. Zwykle wiązało się to ze wspaniałymi reakcjami widzów (np. dawnych członków Zespołu) czy z miejscem, gdzie odbywał się występ. Były dożynki makroregionu w Słubicach , gdzie relacjonujący zdarzenie nazwał nas „małym Mazowszem” czy występ w polskiej ambasadzie w Wiedniu. Ale pamiętam jeden występ z nieco innego powodu. Wyjazd, konkurs, młodzież przygotowana ekstra. Z radością i dumą patrzymy z boku (grając – akordeon i pianino), jak pięknie śpiewają i wykonują elementy kolejnego tańca. Wiadomo – są super! Aż tu nagle, gdy koło zakręca i tancerze odwracają się tyłem do publiczności, widzimy przerażone oczy pierwszej pary i odczytujemy z ust bezgłośnie wypowiadane słowa: nie pasuje, za mało miejsca…. Rzeczywiście, scena miała zupełnie inne wymiary i układ przygotowany w naszej auli nie zgrał się z geometrią tamtej sceny. Cóż można zrobić w takiej sytuacji, gdy nie ma możliwości zastanowienia, zebrania danych a o właściwym zakończeniu tańca i, co za tym idzie, pozytywnym odbiorze całości występu przez widzów i jury decydują ułamki sekund? Można liczyć na tancerzy. Poradzili sobie idealnie. Pełen profesjonalizm.

Jakie były największe wyzwania w prowadzeniu zespołu ludowego w szkole rolniczej?

Chyba najtrudniej było w ostatnich latach istnienia szkolnego zespołu; coraz mniej chętnych, zwłaszcza chłopców. I, jak się okazało, trzeba było zawiesić działalność. Mimo, że były fantastyczne dziewczyny. To był trudny moment. I Zespół już nie odrodził się w tej formie czyli jako zespół szkolny, złożony z uczniów.

Proszę przypomnieć, jak powstał zespół Bierutowianie Bis?

Na rok przed jubileuszem Szkoły, kiedy planowano obchody, Pan dyrektor Wojciech Kobryń stwierdził, że w części artystycznej musi wystąpić zespół (zespół nie istniał od 2014 roku!) i mam porozmawiać z absolwentami, którzy byli w zespole – może będą chcieli przygotować występ na jubileusz.

Absolwenci zgodzili się i z entuzjazmem rozpoczęliśmy próby w lutym 2016 roku. Tańce, jak przed laty, przygotowywał pan Mieczysław Dubowiecki. Po cotygodniowych próbach, na jubileuszu w czerwcu, Zespół zaprezentował program, który sprowokował niejedną łzę wzruszenia i nagrodzony został wielkimi brawami. Po uroczystości usłyszałam od Zespołu, że „to się nie może tak skończyć”. I się nie skończyło. Po wakacjach rozpoczęliśmy regularne próby, w naszej auli. Dzięki dyrektorowi, który użycza nam jej, zespół jest tam, gdzie był zawsze. Kiedy padło pytanie, jak się nazwiemy, do szkolnej nazwy dodano Bis. Bo to jakby ten sam, ale już nie ten sam Zespół; następna generacja.

Zespół Pieśni i Tańca Bierutowianie Bis nawiązuje do blisko 70-letniej tradycji szkolnego zespołu ludowego. Jest w pewnym sensie jej kontynuacją, jednakże w wersji „dorosłej”. Część osób, które teraz tworzą Zespół, nigdy w Szkole i w Zespole nie były. Jednak urok folkloru, ten rodzaj aktywności kulturalnej i wspólne tworzenie czegoś razem z radością i satysfakcją jest dla nas ożywcze i daje efekty, jakie mogą Państwo oglądać.

Z chęcią przystąpiła Pani do tego przedsięwzięcia?

Chyba wtedy w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. To było oczywiste – jest potrzeba – działam. Dzisiaj wiem, że gdybym (jakimś cudem) odmówiła, to byłby to największy błąd w moim życiu. Wszystko, co wiąże się z zespołem jest dla mnie jak święto w codzienności. To jest jedna z najpiękniejszych odsłon życia. Trochę to górnolotne, ale tak jest. To niesamowici ludzie, wspólna odpowiedzialność i radość z tego, co robimy. To jest coś nie do przecenienia. Bardzo się cieszę, że jestem tego częścią.

Zbliża się 80-lecie technikum rolniczego w Bierutowie – jakie znaczenie ma dla Pani i zespołu udział w tym jubileuszu?

Bierutowska szkoła ma swoje szczególne miejsce w sercach i absolwentów i nauczycieli. Dlatego jubileusz jest wielką celebracją, w której także my chcemy zaznaczyć obecność. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że my przejęliśmy „pałeczkę” artystycznej sztafety pokoleń. Nie może być luki tam, gdzie ma zabrzmieć piosenka i wydarzyć się taniec, ukazując piękno w klimatach narodowych i regionalnych.

A jak ważne jest dla Pani pielęgnowanie tradycji lokalnej i przekazywanie jej młodszym pokoleniom?

Jestem wnuczką pierwszego po wojnie zawiadowcy stacji Bierutów. Babcia była jedną z pierwszych nauczycielek w Szkole Podstawowej. Mama była pierwszą drużynową harcerek, a Tata drużynowym harcerzy w Bierutowie. Ja urodziłam się w Bierutowie. Chodziłam do Szkoły Podstawowej, gdzie historia i tradycja miały swoją wartość. Tu rozpoczęłam harcerską przygodę. Potem pracowałam 33 lata w Szkole, która z wielkim pietyzmem „ocala od zapomnienia” to, co ocalić i przekazywać należy kolejnym pokoleniom. To wszystko jest gdzieś „we mnie”. Nie tkwimy w nicości; coś nas przyjęło, kształtowało, w czymś są nasze „korzenie”.

Jakie są Pani plany na najbliższe lata z zespołem – nowe projekty, wyjazdy, nagrania?

Planów jest mnóstwo. Ten rok to jubileusz zespołu. Chcemy uroczyście świętować 10-lecie. Z naszymi widzami, z przyjaciółmi, z rodzinami. W miejscach, gdzie powinniśmy być, gdzie być chcemy. Rok zapowiada się bogato i ciekawie. Wszelkie szczegóły będziemy podawać na bieżąco. A dalszych planów jeszcze nie możemy zdradzać.

Co powiedziałaby Pani młodym osobom, które chciałyby rozwijać swoją pasję w folklorze i muzyce ludowej?

Folklor to przestrzeń, która musi do człowieka przemówić. Jeśli ktoś nie wie czy jest ona dla niego – niech spróbuje. Jeśli poczuje, że tak – niech się nie waha. Zapraszamy na przykład do nas na próby. Wiek nie jest istotny, umiejętności mogą być zerowe. Potrzeba tylko odrobiny czasu i chęci. Zapraszamy!

Udostępnij:
REKLAMA