Burza wokół lekarki z Oleśnicy. Szpital w Lubaniu nie wycofuje się z decyzji

Red | Red
Burza wokół lekarki z Oleśnicy. Szpital w Lubaniu nie wycofuje się z decyzji
Gizela Jagielska rozpoczęła dyżury na oddziale ginekologiczno-położniczym w szpitalu powiatowym w Lubań. Decyzja o jej zatrudnieniu wywołała protesty środowisk antyaborcyjnych, które już dwukrotnie pikietowały przed placówką. Czy Lubań czeka powtórka tego, co przez lata działo, a raczej nadal dzieje się w Oleśnicy?

Przed lubańskim szpitalem odbyły się już dwa protesty z udziałem działaczy organizacji antyaborcyjnych oraz duchownych. – Protestujemy przeciwko zabijaniu dzieci, gdziekolwiek to będzie. My nie jesteśmy tu ze względu ani na panią Gizelę Jagielską, ani na panią prezes Annę Płotnicką-Mieloch, tylko jesteśmy tu ze względu na dzieci, które mogą być mordowane już od czasu zatrudnienia tej pani, która ma tę haniebną przeszłość w Oleśnicy – mówił Grzegorz Gielert, koordynator Fundacji Życie i Rodzina.

Mimo sprzeciwu części środowisk, władze szpitala podkreślają, że nie widzą podstaw do kwestionowania kompetencji lekarki.

Szpital i starosta: lekarka zostaje

Dyrekcja placówki oraz starosta lubański nie mają wątpliwości, że dr Jagielska pozostanie w zespole.

– Pracuje tak, jak powinno się pracować w oddziałach położniczych i ginekologicznych. Wykonuje procedury medyczne, odbiera porody, operuje, więc ja nie widzę nic kontrowersyjnego w jej działaniach – podkreśla Anna Płotnicka-Mieloch, prezes zarządu Łużyckiego Centrum Medycznego.

Starosta Zbigniew Zjawin zaznacza, że priorytetem jest zapewnienie mieszkańcom jak najlepszej opieki medycznej.

– Moim zadaniem jest zapewnienie jak najlepszej opieki okołoporodowej w zakresie ginekologii i położnictwa. Pani dr Jagielska jest fachowcem i fachowców nam w Lubaniu potrzeba – mówi.

Sama lekarka przyznaje, że protesty nie są dla niej nowością.

– Ludzie skupieni wokół tych organizacji pro-life, które nazywają się pro-life, pro-life jak najbardziej nie są. Protestują od wielu lat. To nie jest nic nowego, to mi towarzyszy naprawdę od wielu lat. Kiedyś próbowałam, bardzo chciałam to zmienić, a teraz jestem na takim stanowisku, że po prostu nie należy tego ruszać – komentuje.

Paradoksalny efekt protestów

Jak zaznacza prezes szpitala, akcje protestacyjne przyniosły odwrotny efekt od zamierzonego.

– Mamy taką sytuację, że nasze panie w rejestracji nie nadążają odbierać telefonów. Jest duże zainteresowanie tym, kiedy pani doktor będzie już tutaj na stałe – mówi Anna Płotnicka-Mieloch.

– Lubań i ten teren są w szczęśliwej sytuacji, że pani prezes postanowiła pójść pod prąd i nie zamykać porodówki, a postawić na rozwój. Mimo że liczba porodów rzeczywiście nie jest duża, co – jak widzimy po doniesieniach z kraju – nie jest dziś często spotykane – podkreśla dr Jagielska.

Udostępnij:
REKLAMA