Prawda bez lukru. Anna Kulawik o „podatku od sukcesu”, marce modowej i odwadze, by mówić własnym głosem

Katarzyna Kijakowska | Katarzyna Kijakowska
Prawda bez lukru. Anna Kulawik o „podatku od sukcesu”, marce modowej i odwadze, by mówić własnym głosem
Anna Kulawik odnosi pierwsze duże sukcesy jako pisarka. Niebawem jej powieść doczeka się ekranizacji. FOT. ARCHIWUM PRYWATNE
W Oleśnicy dorastała i stawiała swoje pierwsze, odważne kroki w dziennikarstwie – między innymi w tygodniku „Oleśniczanin”, którym miałam przyjemność kierować. Dziś Anna Kulawik (z domu Kurp) wraca do nas jako dojrzała kobieta, odnosząca sukcesy pisarka, właścicielka marki modowej SØXY oraz twórczyni internetowa, znana szerokiej społeczności jako Matka Nieboska. W szczerej rozmowie opowiada o bolesnych stratach, które ukształtowały jej dorosłość, o odwadze mówienia własnym głosem bez lukru oraz o tym, dlaczego sukces bywa opodatkowany hejtem.

Zacznę sentymentalnie (śmiech). Pamiętasz Aniu nasze pierwsze spotkanie? Co z tamtej dziewczyny dziś w Tobie zostało?

Pamiętam je bardzo dobrze. Wcześniej współpracowałem z konkurencyjnymi mediami, więc bardzo bałam się Waszej reakcji na moją chęć współpracy z Wami (śmiech). Dziś mogę powiedzieć, że był to dla mnie moment, w którym pierwszy raz ktoś potraktował mnie serio, nie jak nastolatkę z pomysłami, tylko jak osobę, która może coś zrobić naprawdę. Redakcja „Oleśniczanina” była jednym z tych miejsc, w których zaczynało się wierzyć, że świat jest trochę większy niż ulica, przy której się mieszka.

Tamta siedemnastoletnia Ania miała w sobie ogromną ciekawość i potrzebę opowiadania historii. I to się właściwie nie zmieniło. Zmieniło się tylko narzędzie – dziś robię to przez książki, markę modową, projekty, które tworzę. Ale ta sama potrzeba budowania czegoś własnego i mówienia własnym głosem jest dokładnie taka sama jak wtedy.

Tamte lata były też dla Ciebie bardzo trudne. Straciłaś mamę, partnera… Jaki wpływ miało to na Twoje życie?

To są doświadczenia, które bardzo wcześnie uczą dorosłości. Myślę, że kiedy takie rzeczy wydarzą się w młodym wieku, człowiek szybciej zaczyna rozumieć, że czas nie jest nieskończony i że nie warto odkładać życia „na później”.  Ale to był cholernie trudny czas. Doświadczyłam rzeczy, których niespełna dwudziestolatka nie powinnam doświadczać. Wkroczyłam w dorosłość z ogromny ciężarem, po którym do dziś mam zakwasy – zarówno w dobrym, jak i złym tego słowa znaczeniu. 

One zmieniły moje decyzje, sposób patrzenia na relacje i na odwagę w podejmowaniu wyborów. Myślę też, że nauczyły mnie jednej bardzo ważnej rzeczy: że nawet w trudnych momentach można i trzeba budować dalej. I to poczucie towarzyszy mi do dziś – zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

Później przyszła propozycja z Naszej Klasy. Czy tamta praca była początkiem nowego etapu dla Ciebie?

Zdecydowanie tak. To był moment wejścia w zupełnie nowy świat – internet dopiero się wtedy w Polsce zmieniał, zaczynał być przestrzenią pracy, komunikacji i budowania relacji. Dla mnie to była ogromna szkoła.

Z perspektywy czasu widzę, że właśnie tam nauczyłam się myślenia o społeczności, o komunikacji z ludźmi, o tym, jak opowiadać historię w nowoczesny sposób. Te doświadczenia bardzo pomogły mi później – zarówno przy projekcie „Matka Nieboska”, jak i przy budowaniu marki SØXY i relacji z czytelniczkami. Poza tym wprowadziły mnie do Warszawy, która do dziś jest moim drugim domem. To był piękny i wartościowy czas. 

No właśnie, czym był/ jest dla Ciebie projekt „Matka Nieboska” – intuicją, potrzebą czy przypadkiem?

Na początku była potrzeba. Bardzo osobista potrzeba opowiedzenia o macierzyństwie takim, jakie ono jest naprawdę, bez lukru i bez idealnych obrazków.

Nie planowałam wtedy, że stanie się to projektem, który dotrze do tylu kobiet. To przyszło naturalnie. Okazało się, że bardzo wiele z nas czekało na język, który pozwala mówić o macierzyństwie szczerze, bez wstydu i bez udawania.

Dla mnie to było doświadczenie ogromnej siły kobiecej wspólnoty, ale też pierwsze miejsce, gdzie doświadczyłam hejtu. W momencie kiedy zaczęłam pokazywać swoją rzeczywistość wiele osób, które uważałam za bliskie, odwróciło się ode mnie. Wiele znajomości z lat szkolnych nagle się urwało. Do dziś docierają do mnie niekoniecznie przychylne komentarze od dawnych koleżanek w postaci anonimowych wiadomości czy screenów. Nazywam to podatkiem od sukcesu. 

Jak postrzegasz swoją otwartość w internecie?

Otwartość ma zawsze dwie strony. Ja nigdy nie traktowałam autentyczności jako strategii. To raczej mój sposób bycia. Nie potrafię opowiadać o życiu „po wierzchu”.

Internet bardzo szybko wyczuwa nieszczerość. A ja od początku miałam poczucie, że skoro ktoś poświęca mi swój czas, to zasługuje na prawdziwą rozmowę. Myślę, że właśnie dlatego ta relacja z czytelniczkami i obserwatorkami trwa już tyle lat. Mimo hejtu, jestem przekonana, że warto. 

Dziś jesteś pisarką książek dla dorosłych, ale zaczynałaś od bajek dla dzieci. To przejście było trudne czy naturalne?

To było bardzo naturalne przejście. Książki dla dzieci były ważnym etapem, pisałam je z potrzeby serca, dla swoich dzieci, o swoich dzieciach, na pamiątkę. „Za blisko” było pierwszą historią, którą naprawdę musiałam napisać.

Najtrudniejsze nie było napisanie tej książki. Najtrudniejsze było pozwolić sobie ją napisać. Bo literatura dla dorosłych wymaga większej odwagi, zarówno tej emocjonalnej, jak i osobistej.

Czy „Daleko od siebie” było oczywistym przedłużeniem poprzednich powieści?

Tak, zdecydowanie. To historia, która od początku była opowieścią w kilku częściach. Bohaterowie dojrzewają razem z czytelniczkami i to jest dla mnie bardzo ważne. Dojrzewam też ja jako pisarka. 

Oczywiście ogromnie cieszą mnie dobre recenzje i wysokie miejsca w rankingach Empiku, bo to znak, że te historie naprawdę trafiają do ludzi. Ale każda z tych książek powstaje przede wszystkim dlatego, że ja sama chcę wiedzieć, co dalej wydarzy się z bohaterami. Nie planuje tych historii, one wypływają ze mnie. Nigdy nie pisze według planu i nigdy nie wiem, dokąd dana historia mnie zaprowadzi. Zakończenie do końca jest zagadką – także dla mnie. 

W książkach z tej serii jest więcej autorki czy kobiety z doświadczeniami?

Zawsze jest więcej prawdy i człowieka. To nie są historie autobiograficzne, ale emocje są prawdziwe. Oczywiście osoby, które mnie znają wiedzą, że pisze też o własnych doświadczenia: o stracie, chorobie, nazywam własne lęki, opowiadam przez filtr własnych emocji. Mój terapeuta mówi, że te powieści są formą autoterapii. Być może jest w tym trochę racji. 

Myślę, że właśnie dlatego czytelniczki tak mocno identyfikują się z bohaterami: bo to są historie o wyborach, o relacjach, o odpowiedzialności, o dojrzewaniu do siebie. A to są doświadczenia bardzo uniwersalne – bez względu na to, czy osobiste czy nie.

Czy to dopiero początek Twojej drogi pisarskiej?

Tak, zdecydowanie mam takie poczucie. Pisanie stało się dla mnie bardzo ważną częścią życia i wiem, że to dopiero początek. Mam też  tyłu głowy, że przyjdzie moment kiedy będę musiała się określić, wybrać, czy chce być bardziej przedsiębiorczynią czy pisarką. I wiem, że to będzie najtrudniejszy wybór zawodowy. 

Mam w głowie mnóstwo historii i kolejne projekty – nie tylko powieściowe. Bardzo ciekawi mnie też rozwój tej opowieści w innych formach.

Kiedy zobaczymy bohaterów Twojej powieści na ekranie?

To pytanie pojawia się coraz częściej i bardzo mnie to cieszy. Prace nad ekranizacją trwają i rzeczywiście ten proces już się dzieje, ale na tym etapie nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów, choć bardzo bym chciała. To są naprawdę najwięksi gracze na rynku, najwięksi producenci i nazwiska z pierwszych stron gazet. Ale mój producent mówi, że cieszyć się mogę, kiedy będzie pierwszy klaps na planie, bo było wiele projektów, które upadłaby w przededniu planu zdjęciowego. 

Bardzo chciałabym zobaczyć tę historię na ekraniei wierzę, że to będzie hit.

Największe wyzwanie w budowaniu marki modowej SØXY to…

Największym wyzwaniem było przejście z małej marki skarpet do pełnoprawnej marki modowej. Zaczynałam od bardzo niewielkiego projektu, który z czasem zaczął rosnąć razem ze mną.

Dziś projektuję kolekcje ubrań, pracuję z polskimi szwalniami i dzianinami produkowanymi w Polsce. Bardzo zależało mi na tym, żeby marka rozwijała się w sposób odpowiedzialny i jakościowy – nawet jeśli to oznacza wolniejszą drogę i mniejsze pieniądze. 

To była długa droga, ale bardzo moja. 

Co dziś daje Ci największe poczucie spełnienia?

Rodzina. Mam najfajniejszego męża na świecie, serio. Jurek mnie wspiera, kibicuje, pomaga realizować najbardziej szalone pomysły i zawsze we mnie wierzy. Moje dzieci są paliwem napędowym. Mam trójkę wspaniałych maluchów, które każdego dnia pokazują mi siłę miłości. Mój tato i brat, na których zawsze mogę liczyć. Moi przyjaciele, którzy są przy mnie, niektórzy od ponad 30 lat. Nie ma w życiu większych wartości. Zdrowie, rodzina i przyjaciele. 

A to, że mogę tworzyć na własnych zasadach jest pięknym dodatkiem, taką wisienką na torcie poczucia spełnienia. 

I zobacz Kasia, to wszystko zaczęło się właśnie tutaj – w Oleśnicy. To jest dla mnie ważne, bo daje poczucie ciągłości tej drogi.

Co dziś powiedziałabyś tamtej 17-letniej Ani z redakcji „Oleśniczanina”?

Powiedziałabym jej: rzuć go, naprawdę stać Cię na więcej, niż Ci się wydaje.

I żeby nie bała się swoich pomysłów. Bo one były dobre już wtedy.

A więc kiedy kawa w Oleśnicy?

Oleśnica jest jednym z tych miejsc, do których zawsze się wraca, nawet jeśli tylko na chwilę. Niebawem nasza rodzina się powiększa, będę dumną ciocią i na pewno częstszym gościem. 

Więc mam nadzieję, że już niedługo się zobaczymy. Nie mogę się doczekać! 

Udostępnij:
REKLAMA