Policja wzywa na przesłuchania organizatorki oleśnickich protestów
Oleśnicka policja prowadzi postępowania w sprawie protestów dotyczących zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Do złożenia wyjaśnień wezwano między innymi Laurę Kwoczałę oraz Rienkę Kasperowicz, które były organizatorkami marszów w Oleśnicy.
– Tak się zastrasza aktywistki w tym kraju. Dostałyśmy z Laurą Kwoczałą wezwanie na policję. Oczywiście artykuł 165, punkt pierwszy, zagrożenie epidemiologiczne. Czyn zagrożony karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Za co? Za to, że wyszłam na ulicę krzyczeć o niesprawiedliwości, która nas dotknęła: nas, kobiety, ale i nas, wszystkie osoby zdolne zajść w ciąże – komentuje sprawę Rienka Kasperowicz.
Wyszłyśmy na ulicę, bo nie godzimy się na odbieranie nam praw
– Trybunał (Nie)Konstytucyjny Julii Przyłębskiej wydał na nas wyrok, zabrał nam legalność aborcji z powodu ciężkich i nieodwracalnych uszkodzeń płodu, czyli – jak to już wielokrotnie powtarzałam – de facto zakazał aborcji w ogóle. Dwa pozostałe przypadki są już marginalne. Prokuratura Krajowa wezwała do pokazowego karania kobiet, a tak, żeby im utrzeć nosa, bo śmiały sprzeciwić się niesprawiedliwości, której doświadczały. Polska miała być drugą Irlandią, a stała się bardziej drugim Salwadorem. Wyszłyśmy na ulicę, bo nie godzimy się na odbieranie nam praw. Mili panowie policjanci przyszli do nas już wcześniej, powiedzieli, że oni to nas wspierają, ale same wiemy, rozkazy z góry. Odwołałyśmy nasz ostatni spacer, to natomiast nie wystarczyło. Trzeba nam kary. Trzeba nam kary, bo przecież nie można tak walczyć o swoje prawa – dodaje jedna z organizatorek protestów w Oleśnicy.
Czekamy aż wyniki imiennych głosowań pojawią się na stronie miasta
– Spływają do nas wezwania na policję. Oczywiście, w roli świadków, tak żeby zapędzić nas w kozi róg. Próbowali z tym 14-latkiem, nie udało się. To teraz próbują z nami. Nie jestem w stanie mówić za wszystkie osoby, które dostały wezwania, więc powiem za siebie: to jest próba zamknięcia nam ust! Zamknij się, znaj swoje miejsce w szeregu. Bądź cicho, nie wychylaj się. Wiem, że to jeszcze nie koniec, nasza walka dopiero się rozpoczęła. Natomiast w tym samym czasie, gdy nam wysyłano wezwania, obradowała Rada Miasta, która nie przychyliła się do wniosku radnego Damiana Siedleckiego. Uznali, że nasz temat nie jest na tyle ważny, żeby włączyć go do porządku obrad. Co innego oddalenie skargi na płodobusy w przestrzeni publicznej, co innego petycja stworzona przez Ordo Iuris, wiecie, ta sławna, o strefach wolnych od LGBT. Dla radnych, którzy odrzucili ten wniosek, Oleśnica nie jest kobietą. Czekamy aż wyniki imiennych głosowań pojawią się na stronie miasta, uwierzcie – po tych represjach, których zaczynamy doświadczać, oleśniczanki naszą listę hańby sobie zapiszą i wyciągną przed następnymi wyborami samorządowymi. Będą wiedzieć, na kogo nie głosować. Nie pozwolimy zbijać kapitału politycznego na naszej krzywdzie. Będziemy walczyć dla siebie, ale i dla tych, które nie mają już siły do walki. Nie poddałyśmy się, gdy lokalny portal na nas szczuł i pozwalał anonimowym hejterom na wylewanie na nas wiadra pomyj, nie poddamy się i teraz. Jesteśmy w tym razem silniejsze. Dzięki za waszą obecność podczas spacerów – napisała w swoim oświadczeniu oleśniczanka.
