OHP na Hallera, a Zamek do miasta? Dlaczego samorząd powinien przejąć największy zabytek?

Red | Red
OHP na Hallera, a Zamek do miasta? Dlaczego samorząd powinien przejąć największy zabytek?
Od 1 maraca, po przerwie, znow będzie można zwiedzać oleśnicki obiekt.
Oleśnicki zamek od lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. W najnowszym raporcie z badania ankietowego przygotowanym przez IPC Instytut Badawczy na potrzeby strategii rozwoju miasta, to właśnie zamek i dziedzictwo historyczne zostały wskazane jako największy atut Oleśnicy. To dobry moment, by wrócić do pytania, które od lat pojawia się w lokalnej debacie: czy miasto powinno przejąć zamek i w pełni wykorzystać jego potencjał? Poniżej publikujemy tekst autorstwa Remigiusza Szczuraszka, jednego z liderów Nowej Nadziei i miłośnika historii Oleśnicy, który od lat konsekwentnie zwraca uwagę na potrzebę zmiany modelu zarządzania tym zabytkiem.

W opublikowanym raporcie z badania ankietowego wśród mieszkańców Oleśnicy (N=499), przygotowanym przez IPC Instytut Badawczy na potrzeby prac nad strategią miasta, wskazano, że najczęściej wymienianym atutem Oleśnicy jest zamek i szerzej rozumiane dziedzictwo historyczne. Autorzy raportu podkreślają też, że zamek należy do najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta i jest postrzegany jako element przyciągający zarówno mieszkańców, jak i turystów.

Dla mnie to ważne, ponieważ od kilku lat konsekwentnie wskazuję, że miasto powinno dążyć do przejęcia zamku. Nie jest to postulat symboliczny, tylko praktyczny: dopóki zamek działa w obecnym modelu, trudno planować jego rozwój na lata, prowadzić spójną politykę konserwatorską i w pełni wykorzystać go jako miejską atrakcję turystyczną i kulturalną. Przejęcie przez samorząd oznaczałoby możliwość stabilnego zarządzania, etapowania prac oraz powiązania zamku z realną strategią rozwoju i promocji miasta.

Dlaczego obecny model jest problemem? Zamek jest dziś dzierżawiony przez Ochotnicze Hufce Pracy od Skarbu Państwa, czyli w praktyce funkcjonuje w strukturze administracji rządowej. OHP zostało stworzone głównie do zadań wychowawczo-edukacyjnych i aktywizacji młodzieży, a nie do prowadzenia wieloletnich programów ratowania i rozwijania zabytku tej skali. A trzeba pamiętać, że nasz zamek to największy obiekt w strukturach OHP w Polsce. To oznacza ponadprzeciętne obciążenia: stałe koszty utrzymania, kwestie techniczne i bezpieczeństwa, formalności, nadzory i konieczność reagowania na problemy typowe dla dużego zabytku. Dla instytucji, która ma zupełnie inne podstawowe zadania, jest to realnie bardzo trudne.

Do tego dochodzi kwestia pieniędzy. Nawet prowadzona na miejscu oferta turystyczna, jak zwiedzanie czy wystawy, nie poprawia sytuacji w taki sposób, jak wielu z nas intuicyjnie zakłada. W obecnym układzie wpływy z biletów nie wzmacniają bezpośrednio zamku jako „lokalnego projektu”, tylko są rozliczane w systemie centralnym. W efekcie turystyka nie przekłada się automatycznie na środki, które można elastycznie przeznaczać na realne potrzeby obiektu: konserwację, zabezpieczenia, remonty czy rozwój oferty. To wszystko sprawia, że co pewien czas wraca temat ograniczenia działalności OHP w zamku albo nawet wyjścia z obiektu, bo dla tej instytucji zamek jest przede wszystkim odpowiedzialnością i kosztem.

Co dalej z OHP? Jeśli zależy nam, aby zamek docelowo był zarządzany jak zabytek i centrum miejskiej oferty, to działalność OHP powinna funkcjonować w innej, bardziej funkcjonalnej siedzibie. Moja propozycja jest następująca: miasto od lat planuje budowę nowej przychodni i przeniesienie działalności ze starego budynku przy ul. Hallera. Jeżeli ta inwestycja zostanie doprowadzona do końca, zwolniony obiekt przy Hallera mógłby zostać rozważony jako potencjalna lokalizacja dla OHP – oczywiście po rzetelnej ocenie technicznej, formalnej i organizacyjnej. W mojej ocenie byłby to wariant racjonalny: OHP zyskuje budynek bardziej dostosowany do swoich potrzeb, a zamek odzyskuje szansę rozwoju w roli, do której jest predestynowany.

Warto też spojrzeć na doświadczenia innych miast. Przykład Zamku Książ pokazuje, że duży, trudny w utrzymaniu obiekt może stać się symbolem i „kołem zamachowym” rozwoju, jeśli ma gospodarza na miejscu i profesjonalny model zarządzania. Kluczowe jest to, by lokalnie planować, etapować prace, pozyskiwać środki i budować ofertę oraz promocję, a nie działać wyłącznie w logice „niedasizmu” – tak znanej w naszym mieście – i ograniczać się do samego utrzymania gmachu, by przetrwał.

Czy Oleśnica nie może? Może. W Polsce jest wiele mniejszych miast z dużymi obiektami historycznymi i one nie „zbankrutowały od zabytków”. Różnica polega na tym, czy traktuje się zabytek jako problem do przetrwania, czy jako zasób do mądrego wykorzystania.

Cieszę się, że mieszkańcy tak wyraźnie wskazują zabytki i historię jako atut. Moim zdaniem Oleśnica ma realny potencjał turystyczny – trzeba tylko zmienić myślenie utrwalane od lat, że jesteśmy wyłącznie „sypialnią” Wrocławia. Zamek jest najlepszym punktem startu do tej zmiany.

Udostępnij:
REKLAMA