Komisja skarg i wniosków kolejny raz o sprawie Marka Kamaszyły. Radna Iwona Brattig: to jest farsa
Komisja skarg i wniosków Rady Miasta Oleśnicy zajęła się na poniedziałkowym posiedzeniu sprawą dotyczącą miejsca zamieszkania radnego Marka Kamaszyły.
Jeszcze w ubiegłym roku do biura rady wpłynął wniosek w sprawie wygaszenia mandatu radnego Marka Kamaszyły. – Według wszelkich dostępnych informacji oraz poczynionych obserwacji, radny Marek Kamaszyło zamieszkuje we wsi Poniatowice (gmina Oleśnica) – napisał we wniosku radny Damian Siedlecki. – Radny Kamaszyło jest tam stale widziany, w różne dni tygodnia, o różnych porach dnia – pisał wnioskodawca.
W styczniu komisja skarg i wniosków zajmowała się sprawą po raz pierwszy. Teraz temat miejsca zamieszkania radnego pojawił się na niej ponownie. Zanim członkowie przyjęli protokół z poprzedniego posiedzenia (ten dokument trafi teraz do radców prawnych, którzy wydadzą opinię w tej sprawie), kolejne informacje przekazał szef komisji Marek Czarnecki.
– Wpłynęło do nas oświadczenie pani Pauliny Pilarskiej, która upoważniła Marka Kamaszyłę do przedstawienia komisji dokumentów związanych z nieruchomością w Poniatowicach – poinformował przewodniczący Marek Czarnecki. Chodzi o zaświadczenie z gminy Oleśnica dotyczące m.in. deklaracji za odprowadzanie odpadów. – Wynika z niego, że pod adresem w Poniatowicach zameldowane są trzy osoby – mówił Czarnecki, wymieniając autorkę oświadczenia oraz dwoje dzieci.
Radna: wystawiamy sobie świadectwo
Paweł Bielański dopytywał, czy pojawiły się jeszcze inne dokumenty w tej sprawie. – Wszystkie, które do nas wpłynęły, przedstawiłem – odpowiedział Czarnecki.
Kwestię pozyskania dodatkowych informacji na temat miejsca zamieszkania Kamaszyły drążył także Damian Siedlecki.
– Powinniśmy się zajmować sprawami mieszkańców, a nie śledzeniem pana Kamaszyły, wyciąganiem rachunków za prąd i śmieci. To jest farsa. Wystawiamy sobie świadectwo, szczególnie pan – komentowała wzburzona radna Iwona Brattig.
– Działamy w ramach obowiązującego prawa – odpowiadał Siedlecki. – Jeśli więc istnieje podejrzenie, że prawo zostało złamane, to powinniśmy reagować. Jeśli uważa pani to za farsę, to jest mi bardzo przykro. To, że podobno śledziłem pana Kamaszyłę, stwierdziła pani, nie ja.