Dwie izby, niemiecki globus i wielkie serce. Tak po wojnie rodziła się szkoła w Boguszycach [ZDJĘCIA]
Początki były surowe, niemal ascetyczne. Dzieci uczyły się w Boguszycach już od roku szkolnego 1945/1946. Wtedy to zebrała się pierwsza grupa uczniów klas I–IV. Pionierski trud organizacji szkoły spadł na barki Władysława Bartosza – pierwszego kierownika i nauczyciela w jednym. Po nim placówką kierowali krótko Józef Kowalski oraz Józef Michalak (nauczyciel z pobliskich Sokołowic), a w trudnym roku szkolnym 1948/1949 ster przejął Józef Oziębło. Wtedy szkoła wciąż miała tylko cztery klasy, ale uczyło już dwóch pedagogów.

Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 1950 roku, gdy do wsi przybyła Otylia Artemiuk. Zastała rzeczywistość, która wymagała nie tyle pracy etatowej, co prawdziwego powołania. Po latach tamten czas wspominała krótko, lecz dobitnie: Stary, poniemiecki budynek, dwie sale lekcyjne, jeden globus niemiecki i kilka map, które trzeba było przystosować do użytku. 80 dzieci, dwie izby, dwóch nauczycieli. Starsze dzieci chodziły do szkoły w Sokołowicach i Oleśnicy, ale uczniów przybywało.

W poniemieckich mapach zamazywano obce nazwy, wpisując polskie litery. W salach brakowało zeszytów, piór i opału, ale nie brakowało determinacji. Obok Otylii Artemiuk stanął młody, oddany nauczyciel Ireneusz Bartosik, a wkrótce dołączył do nich Baltazar Sulikowski. W kolejnych latach kadrę zasilały nowe twarze: Stanisława Basińska, Bronisława Jemioła, Henryk Cierpucha, Józefa Białoskórska oraz Bronisława Ogonowska. To oni stworzyli fundament tutejszej edukacji.

293 uczniów w pięciu połączonych klasach
Z każdym miesiącem wieś tętniła życiem coraz mocniej. W roku szkolnym 1951/1952 dzwonek zabrzmiał wyjątkowo uroczyście – w obecności przedstawicieli władz powiatowych i komitetu rodzicielskiego, który z dumą przyprowadził pierwszoklasistów. W kronice odnotowano skrupulatnie: w szkole uczyło się już 93 dzieci.

Warunki wciąż przypominały szkołę z opowieści pradziadków. Funkcjonowało pięć klas, z czego większość łączona: I klasa liczyła 22 dzieci i uczyła się osobno, ale klasa II (15 dzieci) dzieliła izbę z III (16 dzieci), a klasa IV (18 uczniów) uczyła się ramię w ramię z V (22 uczniów). Dwójka nauczycieli – Artemiuk i Bartosik – dokonywała cudów pedagogicznej zręczności, by w jednym pomieszczeniu tłumaczyć ułamki piątoklasistom i jednocześnie uczyć czytania trzecioklasistów. Równolegle szkoła stawiała sobie za punkt honoru misję społeczną. W zapiskach z tamtych lat czytamy, że najważniejszym zadaniem była: Opieka nad dziećmi trudnymi oraz pomoc dzieciom słabym i zaniedbanym przez dom”.
Nauczyciele nie tylko uczyli tabliczki mnożenia, ale zaglądali do domów, pilnowali, by dzieci nie marzły i by miały w czym przyjść na lekcje.

Wozy pełne zieleni, orkiestra i choinka
Życie powojennej szkoły w Boguszycach toczyło się w rytmie ówczesnej epoki, ale przesiąknięte było autentyczną, wiejską wspólnotą. Dzieci jeździły na wycieczki do Oleśnicy na wystawę rolniczą, by uczyć się o nowoczesnym gospodarstwie, a 12 października wyruszały umajonymi wozami konnymi do Sokołowic na akademię z bogatym programem artystycznym.
Kulminacją wiosny były pochody 1 Maja. Rano 1 maja o 8:00 pod szkołą gromadziły się dzieci i mieszkańcy wsi. Stamtąd wozami ubranymi zielenią, ze sztandarami i transparentami, wyruszali wszyscy na pochód do Oleśnicy. Kilka tygodni później, podczas święta ludowego, orkiestra dęta prowadziła barwny korowód przez ulice Boguszyc, a w szkolnym ogrodzie urządzano zabawy dla dzieci i rodziców.

Zimą serce wsi biło podczas dorocznej „Choinki noworocznej”. Były to wieczory pachnące igliwiem i ciastem, na które zjeżdżała cała społeczność. Grała wiejska orkiestra, dzieci otrzymywały upragnione paczki z podarunkami, a rodzice przygotowywali poczęstunek. Gdy 12 listopada Ireneusz Bartosik musiał odejść do wojska, wieś żegnała go jak syna – młodzież zorganizowała czuły wieczorek pożegnalny dla „kochanego wychowawcy”. Na jego miejsce Wydział Oświaty skierował Stanisławę Basińską.
Szkoła rozwijała się krok po kroku. W roku szkolnym 1953/1954 powołano do życia przedszkole dla dzieci matek pracujących w spółdzielni produkcyjnej, na którego czele stanęła Henryka – dając kolejny impuls do rozwoju lokalnej społeczności.
Dumni ze swoich świadectw
Końcówka każdego roku szkolnego była w Boguszycach wielkim świętem. 25 czerwca, po wręczeniu świadectw i bukietów polnych kwiatów dla nauczycieli, komitet rodzicielski zapraszał wszystkich na wspólny obiad i tańce. Uczniowie klasy VII żegnali swoje klasy, a dziesiątki dzieci z dumą odbierały promocję do klas wyższych.
Dziś, gdy patrzy się na nowoczesne pracownie komputerowe i jasne, przestronne sale, trudno uwierzyć, że wszystko zaczęło się od jednego globusa, poniemieckich map i garstki zapaleńców, którzy w zrujnowanym powojennym świecie postanowili podarować dzieciom z Boguszyc klucz do wiedzy. Tamte dwie izby lekcyjne stały się czymś więcej niż szkołą – stały się domem, w którym wyrosły całe pokolenia mieszkańców.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.