Jak ocalić pamięć o ostatnich świadkach wielkiej tułaczki
Po sukcesie zrealizowanego w Oleśnicy projektu „Pierwsi w Oleśnicy”, w ramach którego powstała mapa wspomnień z lat 1945–1946, Ewa Mielcarek skupiła się na historii Bierutowa. Okazją do intensywnych badań stały się obchody 760-lecia nadania miastu praw miejskich, w ramach których wspólnie z Centrum Archiwistyki Społecznej stworzono mobilny pawilon wystawienniczy „Pamięciownik”. Projekt opiera się na fotografiach i relacjach przynoszonych przez mieszkańców.
– Tej pracy towarzyszą bardzo silne emocje, często wzruszenia – podkreśla Ewa Mielcarek, dodając, że jej pasja do historii mówionej zaczęła się jeszcze na studiach w trakcie wypraw badawczych po Dolnym Śląsku z Fundacją Ważka. – Są to opowieści niezwykle ciekawe, opowiadane często po raz pierwszy. I właśnie ta możliwość opowiedzenia swoich losów komuś, kto chce ich wysłuchać, wydaje mi się tutaj najcenniejsza.
Pierwszy przystanek: dworcowy chaos
Schemat napływu ludności do miast i miasteczek Dolnego Śląska w 1945 roku był zbliżony. Jako pierwsi na miejsce docierali kolejarze, których kluczowym zadaniem było zabezpieczenie i uruchomienie węzłów komunikacyjnych. Do Bierutowa trafiali również dawni robotnicy przymusowi z okolic Oleśnicy. Jak odnotowano w źródłach historycznych, tylko w drugim półroczu 1945 roku w gminie bierutowskiej osiedliło się 186 repatriantów. Początkowo dominowali przybysze z dawnych województw kieleckiego i poznańskiego, a dopiero później dołączyła fala ekspatriantów z Kresów Wschodnich.
Czytaj także:
– Wiemy to z relacji drugiego powojennego burmistrza Tadeusza Krupińskiego – mówi Ewa Mielcarek. – Trzeba pamiętać, że warunki życia w tamtym czasie były bardzo ciężkie. Przybysze liczyli na objęcie obiecanych przez propagandę majątków, rzadko więc wieźli ze sobą dobytek. Zazwyczaj były to rzeczy najpotrzebniejsze. Braki te rekompensowane jednak silnymi więziami grupowymi, co również pozwalało na zapewnienie poczucia bezpieczeństwa.
Wspomnienia z momentu przybycia na stację kolejową są uderzająco dramatyczne. Dworzec przypominał wówczas koczowisko. W relacji Zofii Hakamer, która przyjechała do Bierutowa w lipcu 1945 roku do męża tworzącego lokalne nadleśnictwo, czytamy: Na dworcu szereg ludzi czekało na decyzję ich osiedlenia. Dworzec zmienił się w jakieś miejsce «biwakowe». Posiłki, palenie ognisk, legowiska na bagażach, bieganina, płacz dzieci, upał. To wszystko obraz tamtych lat. Dziś osób to pamiętających jest już niewiele.
Między mitami a trudną rzeczywistością
Zajmowanie poniemieckich domów obrosło przez dekady w liczne legendy. Jedną z najbardziej znanych jest opowieść o talerzu ciepłej zupy rzekomo czekającej na stole na polskich gospodarzy. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej skomplikowana i pełna międzyludzkich napięć. Zdarzało się, że w jednym gospodarstwie przez tygodnie lub nawet miesiące zmuszone były żyć pod jednym dachem rodziny polskie i niemieckie. – Trzeba pamiętać, że sytuacja była niezwykle trudna dla obu stron. Zarówno dla tych, którzy przyjechali na te ziemie, jak i dla tych, którzy musieli z nich odejść, zostawić swoje domy. Rzeczywiście poczucie tymczasowości towarzyszyło osobom, które osiedlały się na Dolnym Śląsku bardzo długo – tłumaczy badaczka.
Wyścig z czasem – ludzie odchodzą
Jak przyznaje Ewa Mielcarek, dziś klasyczna historia mówiona bezpośrednich świadków-pionierów dobiegła niemal końca. – Na zbieranie historii osadniczych jest już za późno. Osób, które jako dorosłe przyjechały na Dolny Śląsk w latach 1945–46, już prawie nie ma – mówi wprost. Badacze bazują dziś na dawnych pamiętnikach (m.in. nadsyłanych na konkursy Instytutu Zachodniego czy powiatowe inicjatywy z 1969 roku, zachowane w Ossolineum i oleśnickiej bibliotece) oraz na relacjach ludzi, którzy w powojennym chaosie byli dziećmi. Choć patrzyli na świat oczami ośmio- czy dziesięciolatków, ich wspomnienia mają fundamentalną wartość.
Jednocześnie podejście do powojennej przeszłości przeżywa dziś renesans.
Pamięć o nich nie zginie
Młode pokolenia coraz odważniej i z większą ciekawością sięga po dzieje swoich dziadków i regionu, w czym pomaga także popularność dolnośląskich reportaży i literatury kryminalno-historycznej.
– Wydaje mi się również, że jako współczesne Dolnoślązaczki i współcześni Dolnoślązacy zadomowiliśmy się tutaj i jesteśmy dumni z naszej, niezwykłej przecież historii, i na tym poczuciu dumy buduje się nasza współczesna tożsamość – ocenia Ewa Mielcarek.
Zebrany podczas odbywającej się w ostatnim czasie w Bierutowie akcji „Pamięciownik” materiał nie przepadnie. Wszystkie przyniesione przez mieszkańców fotografie, także te z lat zaraz po wojnie, zostaną dokładnie opracowane, zarchiwizowane i zasilą Cyfrowe Archiwum Społeczne Miasta i Gminy Bierutów, gdzie będą powszechnie dostępne w internecie. Przygotowywany jest także specjalny album fotograficzny, który – jak ma nadzieję dyrektorka bierutowskiej biblioteki – w przyszłości uda się opublikować w formie zwartego wydawnictwa książkowego.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
