REKLAMA

Głośna sprawa pogryzienia w Świerznej przed wyrokiem. Mieszkańcy nadal żyją w strachu

Red | Red
Głośna sprawa pogryzienia w Świerznej przed wyrokiem. Mieszkańcy nadal żyją w strachu
W reportażu wypowiadali się mieszkańcy wsi, ojciec poszkodowanej oraz oleśnicki weterynarz.
Dziś w Świerznej ekipa TVP 3 Wrocław realizowała reportaż na temat głośnej sprawy właściciela trzech psów, które dwa lata temu zaatakowały i pogryzły młodą kobietę. Poszkodowana w wyniku ataku trafiła w ciężkim stanie do szpitala.
REKLAMA

Sprawa od początku budziła ogromne emocje wśród mieszkańców wsi, a napięcie nie zmalało, mimo że od zdarzenia minęły już dwa lata.

Moja córka boi się wychodzić z domu, wszędzie porusza się autem, nawet do pobliskiego sklepu, bo tak się boi po tym, co się stało w maju 2024 roku. Tamtego dnia jechała na rolkach drogą, psy wybiegły z posesji, właściciel krzyknął, że chcą się tylko bawić, ale było inaczej. Zaatakowały ją – mówił Roman Szczurek.

Mieszkańcy Świerznej podkreślali, że sytuacja wciąż jest niepokojąca.
– My jako mieszkańcy czujemy się zagrożeni, każdy z nas ma dzieci, wnuki i nikt nie byłby spokojny, wiedząc, że takie psy w każdej chwili mogą zaatakować – mówiła Barbara Janeczko.
– To jest naładowana broń, w każdej chwili to się może powtórzyć – dodawał Jacek Zawiślak.

Adwokat właściciela psów, Paweł Hiper, zapewniał, że zwierzęta są obecnie odpowiednio zabezpieczone. – Jeden z tych psów już nie żyje, był uznany przez biegłych za sprawcę zajścia, a dwa pozostałe znajdują się w dwóch różnych miejscowościach. Dlatego nie istnieje już ryzyko wystąpienia takiego zdarzenia – mówił.

Eksperci ostrzegają jednak, że psy powyżej 20 kg, niezależnie od rasy, mogą stanowić zagrożenie. – Nie ma jednoznacznych przepisów, które mówią, co zrobić z takimi psami po takim zdarzeniu – komentował weterynarz Krzysztof Bielecki.

Tragiczny spacer i proces

Przypomnijmy, że właściciel psów usłyszał zarzuty narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz naruszenia czynności narządów ciała. Do materiałów dowodowych dołączono opinię biegłego, który ocenił skalę obrażeń odniesionych przez Dominikę Sz. Poszkodowana kobieta z ciężkimi ranami głowy, szyi, klatki piersiowej, nóg i barków została przetransportowana śmigłowcem ratunkowym do szpitala. Jej stan był wówczas krytyczny – lekarze walczyli o jej życie.

Na pierwszej rozprawie oskarżony przyznał się ponownie do zarzuconego czynu. Wyrok w tej głośnej sprawie ma zapaść 21 kwietnia.

Udostępnij:
REKLAMA
REKLAMA