Edyta Szostak-Kirzyc: Dyrygentka, która z pasji uczyniła życie

Katarzyna Kijakowska | Katarzyna Kijakowska
Edyta Szostak-Kirzyc: Dyrygentka, która z pasji uczyniła życie
Edyta Szostak-Kirzyc od ponad 20 lat kieruje oleśnickim chórem Appassionata. FOT. FB CHÓRU/FESTIWAL PIEŚNI PATRIOTYCZNEJ W POZNANIU
Kontynuujemy nasz marcowy cykl rozmów z wyjątkowymi kobietami, które swoją energią, talentem i determinacją zmieniają lokalną rzeczywistość. Dziś naszą gościnią jest postać nietuzinkowa – Edyta Szostak-Kirzyc. Kobieta, która od ponad dwóch dekad udowadnia, że muzyka nie zna barier wieku, a dyrygowanie to nie tylko technika, ale przede wszystkim umiejętność słuchania drugiego człowieka.

Pani Edyto, jak zaczęła się Pani przygoda z chórem Appassionata?

Moja przygoda z chórem Appassionata zaczęła się pewnego sierpniowego dnia w 2003 roku, kiedy odebrałam telefon od Roberta Chmielewskiego, ówczesnego dyrektora MOKiS-u w Oleśnicy. Zaproponował mi stworzenie i prowadzenie chóru miejskiego. We wrześniu rozpoczął się nabór i przesłuchania, a już w październiku odbył się pierwszy koncert zespołu – w Ratuszu, podczas sesji Rady Miasta. Początki były pełne emocji i zaangażowania, a chór od razu tworzyła grupa zróżnicowanych wiekowo osób – nie tylko młodych, ale również dorosłych, którzy chcieli razem śpiewać i tworzyć. Już w maju 2004 roku wyjechaliśmy na koncerty do partnerskiego miasta Jaunay-Clan we Francji (obecnie Jaunay-Marigny) To było dla nas ogromne wyróżnienie oraz wspaniałe doświadczenie muzyczne oraz kulturalne.

Czym wyróżnia się Appassionata na tle innych chórów w regionie?

Oleśnicki Chór Appassionata wyróżnia się przede wszystkim tym, że łączy ludzi w różnym wieku i o różnym doświadczeniu muzycznym, tworząc jedną spójną, żywą wspólnotę. Nasz najstarszy chórzysta skończy za kilka dni 90 lat, a najmłodsza chórzystka w tym roku kończy 17 – to pokazuje, że muzyka naprawdę łączy pokolenia i każdy może odnaleźć w chórze swoje miejsce. Naszą siłą jest pasja do śpiewu, dbałość o proces twórczy i odkrywanie możliwości głosowych każdego członka chóru. Repertuar jest różnorodny – od klasyki, przez muzykę sakralną, po utwory współczesne – a każdy koncert traktujemy jako wyjątkowe wydarzenie. Chór aktywnie uczestniczy w projektach krajowych i zagranicznych, co daje członkom cenne doświadczenia sceniczne i pokazuje, że muzyka może łączyć społeczności i pokolenia.

Jak wygląda praca nad przygotowaniem repertuaru – kto go wybiera i czym się Pani kieruje?

Przy pracy nad repertuarem zawsze staram się łączyć własne doświadczenie z pomysłami chórzystów. Niejednokrotnie propozycje utworów wypływają bezpośrednio od nich, co daje im poczucie współtworzenia i motywuje do jeszcze większego zaangażowania. Repertuar dobieram tak, aby rozwijał umiejętności wykonawców, pozwalał im odkrywać nowe harmoniczne brzmienia i stawiał ciekawe artystyczne wyzwania. Kieruję się kilkoma zasadami: muzyka ma być rozwijająca dla chórzystów, ciekawa dla publiczności i spójna z profilem naszego chóru. Wybieram utwory tak, aby łączyć klasykę z muzyką współczesną, dzieła sakralne z utworami świeckimi. Czasem sięgam po mniej znane kompozycje, które pozwalają zespołowi odkrywać nowe brzmienia i podejmować artystyczne wyzwania. Zawsze staram się uwzględniać możliwości i charakter całego zespołu – zarówno głosowe, jak i artystyczne – tak, aby każdy koncert był efektem wspólnej pracy i prawdziwym muzycznym doświadczeniem dla wykonawców i publiczności.

Oleśnicki chór łączy ludzi w różnym wieku, kochających muzykę.

Czy jest koncert lub wydarzenie z historii chóru, które szczególnie zapadło Pani w pamięć?

Tak, jest takie wydarzenie, które szczególnie zapadło mi w pamięć. To był udział naszego chóru w widowisku „Zarzuela Show” organizowanym przez Operę Wrocławską na stadionie we Wrocławiu, w czasie, gdy miasto było Europejską Stolicą Kultury. Dostaliśmy zaproszenie do udziału z dwuletnim wyprzedzeniem, ale wiązało się to z koniecznością przejścia przesłuchań przed komisją na scenie Opery Wrocławskiej. Po dwuetapowych eliminacjach rozpoczęły się intensywne przygotowania i warsztaty prowadzone przez dyrygentów z Hiszpanii. To było ogromne przedsięwzięcie – na scenie spotkali się zawodowi muzycy, tancerze i śpiewacy, a my mieliśmy możliwość współpracować ze światowej sławy reżyserem, dyrygentem i artystami. Koncert odbył się przed publicznością liczącą około 40 tysięcy osób, co było dla całego zespołu niezwykłym i bardzo emocjonującym doświadczeniem. To wydarzenie pokazało nam, jak wielką siłę ma wspólne muzykowanie i jak daleko może zaprowadzić pasja oraz konsekwentna praca.

Czy do chóru mogą dołączyć nowe osoby i jakie warunki trzeba spełnić?

Oczywiście, do naszego chóru mogą dołączyć nowe osoby – to chór amatorski działający przy MOKiS-ie, więc najważniejsza jest chęć śpiewania i wspólnego muzykowania. Nie trzeba mieć przygotowania muzycznego, wcześniejszego doświadczenia ani solowego głosu – ważne jest zaangażowanie, otwartość na pracę w zespole i gotowość do wspólnego uczenia się.

Zazwyczaj przeprowadzam krótką próbę głosu, aby poznać zakresy głosowe i dopasować nowych członków do odpowiedniego głosu. Najważniejsze jest jednak to, żeby każdy czuł radość z uczestnictwa w chórze i chciał współtworzyć wspólne brzmienie. Czekamy na nowych śpiewaków i z radością przyjmujemy każdego, kto chce dołączyć – to świetna okazja do rozwijania pasji muzycznej, poznania nowych ludzi i przeżywania muzyki w grupie.

Od kiedy kieruje Pani szkołą muzyczną w Sycowie i jakie były największe wyzwania na początku tej drogi?

Funkcję dyrektora Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Ignacy Jan Paderewski w Sycowie pełnię od 2003 roku. To już ponad dwie dekady intensywnej pracy, która niezmiennie daje mi ogromną satysfakcję, ale też stawia przede mną wciąż nowe wyzwania. Początki tej drogi były dla mnie czasem dużych wyzwań, ale też bardzo intensywnej pracy nad stworzeniem warunków, które pozwolą uczniom naprawdę rozwijać swoje muzyczne pasje.

Największym problemem było wówczas instrumentarium – szkoła dysponowała zaledwie dwoma niemal stuletnimi fortepianami oraz wysłużonymi pianinami. Trudno było w takich warunkach mówić o komforcie pracy czy wysokim standardzie kształcenia. Równocześnie brakowało auli, czyli przestrzeni, w której moglibyśmy organizować koncerty, popisy klasowe czy uroczystości szkolne. A przecież właśnie występy są dla młodych muzyków niezwykle ważnym elementem edukacji.

Dlatego od początku wiedziałam, że jednym z moich priorytetów musi być stworzenie odpowiedniej bazy – zarówno instrumentalnej, jak i lokalowej. Dziś, z dużą satysfakcją, mogę powiedzieć, że te cele udało się zrealizować. Dzięki współpracy z władzami samorządowymi, zarówno miasta Syców, jak i Powiatu Oleśnickiego powstała nowoczesna profesjonalna sala koncertowa. Szkoła dysponuje czterema nowymi fortepianami, w tym dwoma koncertowymi, a każda klasa instrumentalna posiada nowoczesne, odpowiednio dobrane instrumentarium.

Rozwinęliśmy również ofertę edukacyjną – powstały nowe klasy instrumentalne, takie jak flet poprzeczny, wiolonczela, a naszym szczególnym powodem do dumy jest klasa harfy. To nasze „najmłodsze dziecko” – dysponujemy czterema harfami, w tym trzema koncertowymi, co jest rzadkością nawet w większych ośrodkach.

Jak dziś wygląda zainteresowanie edukacją muzyczną wśród młodych ludzi?

Z mojej perspektywy zainteresowanie edukacją muzyczną wśród młodych ludzi utrzymuje się na bardzo dobrym poziomie. Nie mamy problemu z naborem – co mnie szczególnie cieszy, to rosnąca świadomość rodziców, którzy dostrzegają, jak ogromne korzyści dla rozwoju dziecka niesie kontakt z muzyką.

Edukacja muzyczna wpływa nie tylko na rozwój wrażliwości artystycznej, ale również na koncentrację, pamięć, systematyczność i umiejętność pracy w zespole. Uczy także cierpliwości i wytrwałości – cech niezwykle ważnych nie tylko w muzyce, ale w życiu w ogóle.

Bardzo budujące jest dla mnie to, że do szkoły trafiają dzieci naszych absolwentów, a także całe rodzeństwa. To pokazuje nie tylko ciągłość pewnej tradycji, ale przede wszystkim zaufanie – absolwenci wracają do nas po latach i powierzają nam edukację swoich dzieci, co traktuję jako ogromne wyróżnienie i potwierdzenie, że nasze działania są cenione.

Widzę też ogromny potencjał i potrzebę muzykowania wśród młodzieży. Od tego roku szkolnego prowadzę również chór w I Liceum Ogólnokształcącym im. Maria Skłodowska-Curie w Ostrzeszowie, który tworzy około 60 młodych osób. To najlepiej pokazuje, że młodzi ludzie chcą śpiewać, działać wspólnie i przeżywać muzykę w sposób autentyczny.

Czy zdarza się, że uczniowie szkoły trafiają później na profesjonalne sceny lub kontynuują edukację muzyczną?

Tak, niejednokrotnie nasi uczniowie kontynuują edukację muzyczną i realizują się zawodowo w różnych dziedzinach muzyki. Po ukończeniu Akademii Muzycznych zostają nauczycielami w szkołach muzycznych lub grają w orkiestrach. Wśród nich są też dyrygent chóru dziecięcego w Filharmonii Sudeckiej, a także osoba prowadząca prywatną szkołę muzyczną w USA. Mamy również wśród swoich absolwentów śpiewającego aktora oraz osoby, które rozwijają się w różnych gatunkach muzyki rozrywkowej. To pokazuje, że solidne fundamenty zdobyte w szkole dają naszym wychowankom szerokie możliwości artystyczne i zawodowe.

Oleśnicki chór działa nieprzerwanie od ponad 20 lat i występuje na wielu festiwalach i wydarzeniach.

Co sprawia, że muzyka chóralna wciąż przyciąga ludzi w różnych wieku?

Muzyka chóralna ma w sobie coś niezwykle uniwersalnego i ponadczasowego. Myślę, że jej siła tkwi przede wszystkim we wspólnocie – w doświadczeniu bycia razem, słuchania siebie nawzajem i tworzenia jednej, spójnej całości z wielu indywidualnych głosów.

Śpiew jest najbardziej naturalnym „instrumentem”, jaki posiadamy, dlatego muzyka chóralna jest dostępna praktycznie dla każdego, niezależnie od wieku czy wcześniejszego przygotowania. To sprawia, że przyciąga zarówno dzieci, młodzież, jak i dorosłych.

Z mojej perspektywy jako dyrygenta, ogromne znaczenie ma także aspekt emocjonalny – śpiewanie w chórze pozwala wyrażać emocje w sposób bardzo bezpośredni, a jednocześnie daje poczucie bezpieczeństwa i przynależności do grupy. W dzisiejszym świecie, który często jest szybki i indywidualistyczny, taka przestrzeń wspólnego przeżywania jest szczególnie cenna.

Nie bez znaczenia jest również repertuar – muzyka chóralna obejmuje niezwykle szerokie spektrum stylistyczne, od muzyki dawnej po współczesną, od form sakralnych po rozrywkowe. Dzięki temu każdy może odnaleźć w niej coś bliskiego sobie. Obserwując dzieci i młodzież, z którą pracuję widzę wyraźnie, że potrzeba wspólnego muzykowania i przeżywania muzyki jest wciąż bardzo silna. To daje ogromną nadzieję na przyszłość muzyki chóralnej.

Czy ma Pani muzyczne marzenie lub projekt, który chciałaby jeszcze zrealizować z chórem lub szkołą?

Jednym z moich muzycznych marzeń jest zrealizowanie projektu, który łączyłby muzykę chóralną z innymi dziedzinami sztuki – na przykład tańcem, teatrem czy sztuką wizualną. Chciałabym, aby uczniowie mogli nie tylko śpiewać i grać, ale też eksperymentować, współtworzyć, wchodzić w dialog z innymi formami wyrazu i odkrywać nowe możliwości artystyczne. Taki projekt pozwoliłby im rozwijać kreatywność, wrażliwość i umiejętność pracy zespołowej w zupełnie nowy sposób.

Wyobrażam sobie koncert, czy nawet bardziej widowisko, w którym muzyka i ruch, światło czy obraz współgrają ze sobą, tworząc pełne emocji i inspirujące doświadczenie – zarówno dla wykonawców, jak i dla publiczności. To byłoby dla nas wyzwanie, ale też ogromna przygoda, która mogłaby pokazać, że muzyka chóralna może wychodzić poza tradycyjne ramy i otwierać nowe przestrzenie twórcze.

Kiedy odkryła Pani, że muzyka będzie Pani życiową drogą?

Muzyka była mi bliska od najmłodszych lat – już jako dziecko bardzo lubiłam śpiewać i spędzać czas wśród dźwięków. To była dla mnie naturalna radość i sposób na wyrażanie siebie. Liceum Muzyczne dało mi solidną wiedzę teoretyczną i praktyczną oraz pozwoliło zdobyć pierwsze doświadczenia zespołowe, które jeszcze bardziej mnie do muzyki przyciągnęły. Jednak prawdziwie świadomie odkryłam swoją drogę dopiero na studiach, kiedy zetknęłam się z dyrygowaniem. Wtedy poczułam, że praca z zespołami, prowadzenie chórów i wspólne tworzenie muzyki daje mi największą satysfakcję. To był moment przełomowy, kiedy zrozumiałam, że chcę łączyć pasję do muzyki z pracą z ludźmi i że dyrygentura stanie się moją życiową drogą.

Co daje Pani największą satysfakcję w pracy z ludźmi i muzyką?

Dla mnie najpiękniejsze w pracy z muzyką jest to, że pozwala ona łączyć ludzi i uczestniczyć w prawdziwym procesie twórczym. Największą radość sprawia mi widok uczniów i chórzystów, którzy przełamują własne bariery, odkrywają w sobie nowe możliwości i razem tworzą coś wyjątkowego. Często dużo więcej pięknych emocji pojawia się właśnie podczas prób czy lekcji niż nawet na samych koncertach. To w tych codziennych, wspólnych chwilach powstaje prawdziwa magia.

Wspólne tworzenie uwrażliwia, uczy słuchania innych i otwierania się na ludzi – zarówno w zespole, jak i w życiu. To praca z ludźmi sprawia, że każdy sukces – czy to mały postęp na próbie, czy wzruszający koncert – staje się naprawdę wyjątkowy. Szczególnie porusza mnie, gdy absolwenci wracają z własnymi dziećmi – to dowód, że muzyka i relacje, które budujemy, zostają w ludziach na całe życie.

Czy pamięta Pani moment, w którym szczególnie poczuła dumę ze swoich uczniów lub chórzystów?

Prawda jest taka, że nie zawsze najważniejsze są spektakularne sukcesy, choć w mojej ponad 30-letniej pracy było ich wiele – koncerty, nagrody na konkursach i festiwalach w kraju i za granicą. Często jednak dużo ważniejsze są te małe momenty – drobne kroczki uczniów na lekcjach, codzienne postępy, chwile, w których ktoś przełamuje własne bariery czy odkrywa w sobie coś nowego. Praktycznie codziennie mam okazję doświadczać takich chwil, a to one właśnie budują końcowy efekt – wykonanie utworu, koncert czy popis klasy. To właśnie z tych drobnych sukcesów rodzi się prawdziwa satysfakcja i radość z pracy z muzyką.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Udostępnij:
REKLAMA