O ciężkim losie „śpiącego” administratora, czyli starosta w oparach absurdu
„Paliłem, ale się nie zaciągałem”
W swoim pierwszym punkcie obrony starosta tłumaczy, że w grupie „Gdzie Suszą Miśki” co prawda administratorem jest, ale w zasadzie to go tam nie ma. Nie pisze, nie moderuje, nic nie robi, a odznakę admina przypiął sobie w zamierzchłych czasach, zanim przywdział gronostaje władzy publicznej. Panie Paszkowski-starosto-wcześniej członku, brzmi to trochę jak kultowe już polityczne tłumaczenie: „paliłem, ale się nie zaciągałem”.
Zastanówmy się nad tym fenomenem. Kliknięcie przycisku „zrezygnuj z funkcji administratora” lub po prostu „opuść grupę” zajmuje średnio rozgarniętemu internaucie około trzech sekund. Skoro Pana obecność tam to tylko pieśń przeszłości, dlaczego z taką determinacją piastuje Pan ten zaszczytny, wirtualny urząd? Ciężko oprzeć się wrażeniu, że brakuje tu elementarnej refleksji. Starosta, z racji pełnionej funkcji, odpowiada za bezpieczeństwo w powiecie. Posiadanie statusu administratora w społeczności, której oficjalnym mottem jest: „Czasem Ciebie zhaltują czasem widzisz jak haltują, nie dajmy się złapać”, to wizerunkowy strzał w kolano, niezależnie od tego, czy wklepuje Pan tam posty, czy tylko milcząco autoryzuje ten proceder swoim nazwiskiem.
Kto tu jest hipokrytą?
Dalej Paszkowski wytyka mi rzekomą hipokryzję: oburzam się na grupę, a sam korzystam z publikowanych tam zdjęć w notkach prasowych. Logika iście żelazna! Idąc tym tropem, dziennikarz piszący o mafii nie powinien cytować podsłuchów, bo to przecież nieetyczne środowisko. Grupa, w której jest prawie 30 tysięcy mieszkańców, to przestrzeń, gdzie pojawiają się też zwykłe informacje o utrudnieniach czy wypadkach – i to z nich korzystają media.
Problem polega na tym, że moja redakcja może czerpać stamtąd wiedzę o zakorkowanych skrzyżowaniach, aby poinformować o nich czytelników. Pan natomiast – jako szef powiatu – nosi pagon administratora grupy służącej do ostrzegania przed patrolami, z którymi sam chętnie fotografuje się na święcie policji, dziękując im za „profesjonalizm i codzienną pracę na rzecz bezpieczeństwa”. Subtelna różnica ról, prawda?
A u was biją Murzynów, czyli syndrom oblężonej twierdzy
Na deser, jak na rasowego polityka Koalicji Obywatelskiej w opałach przystało, starosta z Koalicji Obywatelskiej wyciąga teczkę. Przypomina o sądowej sprawie dotyczącej sprostowania (jakby to w jakikolwiek sposób zmywało z niego obecny konflikt interesów) oraz – uwaga, tu wchodzą najcięższe działa – ubolewa, że redakcja rzekomo za mało pisze o skandalach PiS-u i Konfederacji, a za dużo uderza w Koalicję Obywatelską!
To klasyczne odwracanie kota ogonem w stylu „a dlaczego czepiacie się mnie, skoro inni też robią złe rzeczy?” Panie Paszkowski, przypominam, że to Pan obecnie trzyma stery powiatu oleśnickiego i to Pana standardy oceniają dziś mieszkańcy. Zasłanianie się PiS-em w sytuacji, gdy samemu „świeci się” w internecie odznaką admina na grupie pomagającej unikać mandatów, jest zabiegiem równie karkołomnym, co wyprzedzanie na trzeciego na podwójnej ciągłej.
Na koniec warto zapytać o sedno. Czy naprawdę tak trudno było powiedzieć: „Faktycznie, jako starosta odpowiadający za bezpieczeństwo i współpracujący z policją, nie powinienem firmować swoim nazwiskiem grupy dla kierowców uciekających przed radarem. To był błąd, rezygnuję z funkcji administratora”?
Zamiast tego dostaliśmy elaborat o złych, nierzetelnych dziennikarzach i mrocznych siłach opozycji, które redakcja rzekomo oszczędza. Zamiast prostej, męskiej? decyzji – tania publicystyka. Oby tylko ta polityczna elastyczność nie skończyła się kiedyś bolesnym poślizgiem. Na drodze, jak i w samorządzie, czasem warto po prostu zdjąć nogę z gazu.
Czytaj również: Rano starosta dziękuje policjantom, a po godzinach pracy ostrzega przed nimi w sieci?