Domowy smak i rodzinna atmosfera. Tak powstało bistro Coś Innego
Od Mazowsza do Wrocławia
Angela pochodzi z Mazowsza, ale kilka lat temu zdecydowała się rozpocząć nowe życie we Wrocławiu. Tam znalazła pracę, tam też poznała swojego przyszłego męża, Kacpra. Jednak z czasem wielkomiejski rytm zaczął ich przytłaczać. – Wrocław nas zmęczył i po kilku latach życia w tym mieście zaczęliśmy szukać miejsca spokojniejszego, ale z pełną infrastrukturą. Takiego, w którym wszystko, co potrzebne na co dzień, jest na wyciągnięcie ręki -opowiada Angela.
Dodatkową motywacją była obecność brata Angeli, który wybudował dom pod Oleśnicą. Chęć bycia bliżej rodziny okazała się ważna. I tak zapadła decyzja: przenosimy się do Oleśnicy. Decyzja szybko okazała się trafiona – Angela podkreśla, że miasto dało im dokładnie to, czego szukali. Brakowało tylko jednego elementu: rodziców, którzy pozostali na Mazowszu.
Rodzice postawili życie na głowie
– Moi rodzice chcieli być bliżej nas i pewnego dnia po prostu oznajmili, że się przeprowadzają. Postawili swoje życie na głowie i przenieśli się do Oleśnicy – wspomina Angela. Jej mama, pani Marzena, zaczęła szukać tu pracy. Nie było to jednak proste. I właśnie wtedy – trochę z potrzeby, trochę z marzenia – narodził się pomysł stworzenia miejsca, które połączy kilka ważnych funkcji: będzie przestrzenią pracy dla pani Marzeny, miejscem spotkań, a jednocześnie strefą przyjazną rodzinom z dziećmi.
– W Oleśnicy brakowało przestrzeni, gdzie można wyjść z dzieckiem i mieć pewność, że będzie miało atrakcje na świeżym powietrzu. A skoro nikt jeszcze tego nie zrobił – postanowiliśmy zrobić to my – mówi Angela.
Miejsce inne niż wszystkie
Rodzinny pomysł przerodził się w realny plan, a plan w działający lokal. Bistro Coś Innego działające na u. Spacerowej od początku miało być miejscem innym niż wszystkie: domowym, rodzinnym, tworzonym z serca, a przede wszystkim – przystosowanym dla rodzin z dziećmi. – Rodzice mogą przyjść do nas ze swoimi pociechami i po prostu odpocząć, bo dzieci mają swoje bezpieczne miejsce do zabaw z wieloma atrakcjami – opowiada, dodając, że ten format bardzo się sprawdził. – A my nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa, głowy mamy pełne pomysłów – uśmiecha się.
Pani Marzena jest „sercem” bistro. – Mama zawsze kochała gotować i miała świetny kontakt z ludźmi. Tutaj odnalazła się całkowicie – podkreśla Angela. To właśnie domowy smak i autentyczność przyciągają tu stałych gości. – U nas nie ma mieszanek. Jeśli naleśniki – to takie, jak robione w domu. Jeśli lody – to najlepsze, rzemieślnicze. Serwujemy też pinsę i pizzę i wiele innych przysmaków, zawsze w naszej rodzinnej jakości – opowiada.
Sezonowe, rodzinne, z klimatem
Choć bistro działa sezonowo, zdążyło już zebrać grono wiernych klientów, którzy wracają nie tylko ze względu na jedzenie, ale także atmosferę. Coś Innego ma także świetny zespół – ludzi, którzy tworzą z panią Marzeną prawdziwie rodzinne miejsce.
– Mamy wyjątkowych klientów, ale też wyjątkowe dziewczyny w pracy. To naprawdę świetny zespół – podkreśla Angela. To lato było dla niej przełomowe. – Przemodelowaliśmy nasze rodzinne życie, dopasowaliśmy aktywności zawodowe moje i męża, i mogłam dołączyć do zespołu, wspierając go całą sobą. Pomagam mamie i dziewczynom – i czuję, że to najlepsze miejsce, w którym mogłam się znaleźć – mówi. Dzięki temu bistro stało się jeszcze bardziej rodzinne – prowadzone już nie przez jedną, ale kilka kobiet, które łączy zamiłowanie do tworzenia czegoś wyjątkowego. – Dziś jest jednym z tych miejsc w Oleśnicy, do których wraca się nie tylko na jedzenie, ale po… atmosferę – puentuje nasza rozmówczyni, a my dodajmy także, że po kawałek historii rodziny, która odważyła się zacząć wszystko od nowa.