Wiele osób pyta mnie co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez tę epidemię. Odpowiadam: Nie jestem Bogiem. Nie wiem

Red | Red
Wiele osób pyta mnie co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez tę epidemię. Odpowiadam: Nie jestem Bogiem. Nie wiem

Ks. Rafał Kowalski z Archidiecezji Wrocławskiej pisze o trudnym czasie dla wiernych Kościoła Katolickiego i przypomina, że istota tych świąt pozostaje niezmienna.

Wiele osób pyta mnie ostatnio co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez tę epidemię. Odpowiadam krótko: „Nie jestem Bogiem (na szczęście). Nie wiem”. Wiem jednak, że był taki moment w Piśmie Świętym, kiedy Mojżesz prosił Boga, żeby dał mu zobaczyć swoją twarz, a Bóg powiedział: „Twarzy Ci nie pokażę, ale zobaczysz mnie, gdy cię minę”. Przypominam sobie o tej scenie zawsze w chwilach, kiedy pytam Pana Boga: „Gdzie jesteś?”, „Dlaczego mnie to spotkało?”, „Dlaczego milczysz?” i dostaję tę samą odpowiedź: „Zobaczysz mnie, gdy to wszystko się skończy, dostrzeżesz jak to wpłynęło na twoje życie, jak je zmieniło”.

Rozpoczynam od tego, bo nie wiem jakie będą te święta. Na pewno będą inne niż wszystkie, do których się przyzwyczailiśmy w swojej zewnętrznej oprawie, ale nie w swojej treści. Istota tych świąt pozostaje niezmienna. Mówią one o zwycięstwie Boga nad śmiercią i cierpieniem. Przypominają, że ostatnie słowo w mojej historii i historii świata nie będzie należało do zła, ale Tego, który jest Miłością. I co w naszym kontekście chyba najpiękniejsze – zwracają uwagę, że po ciszy, tragizmie i swoistego rodzaju stanie zawieszenia, jaki pojawia się na ziemi w Wielki Piątek, gdy Jezus zostaje złożony do grobu, przychodzi pełen radości poranek zmartwychwstania. Przed nami zatem czas, który niesie nadzieję na pokonanie tego wszystkiego, co trudne, z czym dziś sobie nie radzimy i co wydaje się, że ma nad nami przewagę. Bóg jest od tego silniejszy i wierzę, że zobaczymy Go, gdy to wszystko minie.

Rzadko o tym mówimy, ale Pascha w judaizmie to święta typowo domowe. Izraelici świętowali i świętują do dziś paschę nie w świątyni czy w synagodze, ale w swoich domach. Domy stają się miejscem liturgii, a najstarszy w rodzie jest jak kapłan. On tłumaczy wszystkim sens świętowania i znaczenie poszczególnych obrzędów. Rodzina spotyka się przy stole. Wielkanoc to święta paschalne i dziś wrócimy do tej tradycji, by przeżyć ją w swoich domach. W Wielki Piątek zdejmijmy krzyże ze ścian, umieśćmy je w centralnym miejscu naszego mieszkania i czytając fragment Pisma Świętego, który mówi o ukrzyżowaniu Jezusa, ucałujmy je. W Wielką Sobotę razem z domownikami odmówmy wyznanie wiary i przeczytajmy fragment Ewangelii, który mówi o zmartwychwstaniu Jezusa. W niedzielę zaś niech najstarszy w rodzinie poprowadzi obrzęd błogosławieństwa pokarmów. Jeśli to możliwe połączmy się ze wspólnotą Kościoła, oglądając transmisje liturgii z naszych świątyń. To nie są formy zastępcze. To prawdziwe świętowanie, tyle że w innej formie. Wierzę w to mocno, że w tym wszystkim, co będziemy przeżywać zobaczymy Jezusa, nawet jeśli ujrzymy Go dopiero wtedy, kiedy nas minie i kiedy będziemy już po świętach podejmować nasze codzienne obowiązki.

Udostępnij:
REKLAMA