Czy limit kadencji w samorządach jednak przejdzie do historii?

Red | Red
Czy limit kadencji w samorządach jednak przejdzie do historii?
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz stawia sprawę jasno: zniesienie dwukadencyjności w samorządach to dla Polskiego Stronnictwa Ludowego absolutny priorytet. Po ostatnim, przegranym zaledwie trzema głosami sejmowym starciu, koalicja rządząca zwiera szyki. Jeśli forsowane przez ludowców przepisy wejdą w życie, całkowicie zmieni to krajobraz polityczny również w powiecie oleśnickim, otwierając drogę do wielokrotnych reelekcji obecnych włodarzy.

Polskie Stronnictwo Ludowe nie zamierza składać broni po ostatnim sejmowym potknięciu. – My tego nie odpuścimy, my tę sprawę dowieziemy do końca. To dla nas po prostu sprawa honoru – zadeklarował w czwartek lider ludowców.

Z nieoficjalnych rozmów wewnątrz ugrupowania wynika, że przeforsowanie tych zmian było jednym z niepisanych fundamentów umowy koalicyjnej z końca 2023 roku. Ostatnia porażka nie była efektem błędu w kalkulacjach, lecz słabej frekwencji i braku dyscypliny. – Wtedy też mieliśmy policzone, tylko nie każdy się wywiązał – przyznaje jeden z czołowych polityków PSL. W partii panuje przekonanie, że przy kolejnym podejściu projekt po prostu musi przejść.

Czytaj także:

Głosy koalicji i dyskusje na Lewicy

Sukces inicjatywy zależy od pełnej mobilizacji partnerów z rządu. Szabli do zrzucenia „gilotyny” dla samorządowców, która w 2029 roku miała wywołać potężną rotację na stanowiskach, należy szukać w Koalicji Obywatelskiej. Podczas poprzedniego głosowania zabrakło m.in. siedmiorga parlamentarzystów KO, w tym premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów Andrzeja Domańskiego, którzy przebywali wówczas z wizytą w Indiach i Wietnamie. – Zabrakło kilku głosów, które teraz będą. Nie widzę opcji, że teraz to nie przejdzie – słychać głosy z wnętrza największego klubu koalicji cytowane przez ogólnopolskie media.

Złożoną sytuację widać na Lewicy, która nie wprowadza w tej kwestii dyscypliny klubowej. Choć projekt ostatnio poparło 12 z 21 posłów ugrupowania, część parlamentarzystek (m.in. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk czy Anna Maria Żukowska) zagłosowała przeciw, a marszałek Włodzimierz Czarzasty wstrzymał się od głosu. Debaty wewnątrz frakcji wciąż są burzliwe, jednak z matematycznego punktu widzenia to pełne poparcie KO, a nie głosy Lewicy, będzie decydujące.

Zaskakujące słowa prezesa PiS

Nawet przy pełnej zgodności koalicji, kluczowa pozostaje postawa prezydenta Karola Nawrockiego. Zaskakującego argumentu, który może ułatwić mu złożenie podpisu pod ustawą, dostarczył niespodziewanie prezes Prawa i Sprawiedliwości. W czwartek w Sejmie Jarosław Kaczyński ocenił publicznie: – Dwukadencyjność to nasz pomysł sprzed lat i myśmy go przeprowadzili. Ale musimy przyznać, że to jest sprzeczne z konstytucją i w związku z tym złożyliśmy wniosek o zmianę konstytucji.

Ta deklaracja wprawiła w optymizm lidera PSL. Kosiniak-Kamysz, choć przyznaje, że wpływu na decyzję prezydenta nie ma, liczy na polityczną refleksję po słowach prezesa PiS. W kuluarach mówi się, że takie stanowisko Kaczyńskiego może nawet skłonić część posłów prawicy do poparcia projektu w Sejmie.

Co to oznacza dla naszych samorządów?

Dla Oleśnicy i całego powiatu ewentualne przyjęcie ustawy oznacza powrót do starych reguł gry. Ustawa o dwukadencyjności zmuszałaby wielu doświadczonych burmistrzów i wójtów do pożegnania się ze stanowiskiem w 2029 roku, niezależnie od ich poparcia. Krytycy zniesienia limitów ostrzegają przed tzw. „dyktaturą wójtów”, argumentując, że bez ograniczeń włodarze mają w swoich gminach nierzadko większą władzę i wpływy niż premier w państwie.

Zwolennicy zmiany podkreślają jednak, że ograniczenie kadencji łamie konstytucyjne prawo obywateli do wybierania kandydata, którego uważają za najlepszego gospodarza, a weryfikacja powinna odbywać się wyłącznie przy urnach wyborczych.

Udostępnij:
REKLAMA