Nowe karetki, ale wciąż tylko cztery zespoły. Powiat inwestuje w sprzęt, choć na więcej załóg na razie nie ma co liczyć
Do ogłoszonego przez PZS przetargu zgłosiła się tylko jedna firma – znana w branży spółka W.A.S. Wietmarscher, która wyceniła dostawę karetek na blisko 2,4 mln złotych. To właśnie jej oferta została zaakceptowana przez komisję przetargową.
Co zyskają ratownicy i pacjenci?
Nowe ambulanse będą wyposażone w napęd 4×4 oraz automatyczną skrzynię biegów. Jak czytamy w specyfikacji, takie parametry mają zapewnić lepszą mobilność, szczególnie w trudnym terenie, co docelowo powinno skrócić czas dotarcia do chorych. Zwycięska firma ma również zadbać o pełne wyposażenie przedziału medycznego, w tym nowoczesne instalacje tlenowe, systemy łączności, lodówki medyczne czy elektryczne transportery i nosze. Zmiana taboru to z pewnością ogromny krok w stronę poprawy komfortu pracy ratowników i bezpieczeństwa transportowanych pacjentów.
Sprzętu więcej, ludzi tyle samo
Niestety, wymiana wyeksploatowanych aut na nowoczesne „erki” nie rozwiązuje systemowego problemu, z jakim od lat boryka się nasz powiat. Nowe karetki nie oznaczają bowiem zwiększenia liczby Zespołów Ratownictwa Medycznego. Zgodnie z obowiązującym prawem, decyzje o liczbie i rozmieszczeniu ZRM-ów zapadają na szczeblu wojewódzkim (w urzędzie wojewódzkim, w porozumieniu z dysponentami i NFZ), a nie powiatowym.
Sytuacja pozostaje więc niezmienna: obszar całego powiatu oleśnickiego wciąż zabezpieczają tylko cztery załogi. Dwie z nich stacjonują w samej Oleśnicy, jedna w Sycowie i jedna w Twardogórze. Jeśli wszystkie nasze zespoły wyjadą do zdarzeń, co nierzadko się zdarza, gdy czas dojazdu i transportu do szpitala bywa długi, w razie nagłego wypadku dyspozytornia medyczna we Wrocławiu będzie musiała – tak jak do tej pory – ściągać pomoc z powiatów ościennych.
Bez zwiększenia systemowej liczby zespołów ratowniczych, same, choćby najdroższe auta niewiele zmienią. Kiedy fizycznie brakuje zespołów gotowych do wyjazdu, w ratowaniu życia nie pomoże nam nawet najlepszy i najnowocześniejszy sprzęt.
To właśnie z powodu tej „krótkiej kołdry“ i braku wolnych ambulansów, na terenie naszego powiatu wciąż często dochodzi do sytuacji, w których jako pierwsi na miejscu medycznego wezwania zjawiają się ratownicy ze straży pożarnej (OSP lub PSP) lub załoga Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Strażacy wielokrotnie udowadniali już, że potrafią skutecznie podtrzymać funkcje życiowe i zabezpieczyć pacjenta do czasu, aż wolna karetka w końcu dojedzie z drugiego końca powiatu lub z sąsiedniego miasta.