Czekała na śmierć w przydrożnym rowie, dziś znów merda ogonem w swoim domu
Wszystko zaczęło się od gwałtownej burzy. To właśnie wtedy mieszkająca w Miłoszycach Miśka, przerażona hukiem, uciekła z rodzinnego domu. Zrozpaczeni właściciele rozpoczęli poszukiwania, nie mając pojęcia, jak tragiczny los spotkał ich poturbowaną i mającą problemy z poruszaniem się suczkę.
Dziś, gdy Miśka bezpiecznie odpoczywa na swoim posłaniu, jej opiekunowie nie kryją ogromnej wdzięczności. Historia zaginionej zguby mogła zakończyć się tragicznie, gdyby nie łańcuch ludzi dobrej woli. To właśnie dzięki ich zaangażowaniu udało się odczytać zastrzeżony w bazie chip i połączyć zmartwioną rodzinę z ich ukochanym pupilem.
„Widział z daleka, jak ktoś wrzuca psa do rowu”
Przypomnijmy okoliczności tego cudu. Tydzień temu na ruchliwej trasie w pobliżu stacji Orlen rozegrał się dramat. Jak relacjonowała Iwona Wiśniewska-Kocjan, to jej syn był bezpośrednim świadkiem porażającego okrucieństwa.
– To smutna historia. Mój syn, jadąc do Wrocławia, znalazł tego pieska. Widział z daleka, jak ktoś go wrzuca do rowu – opowiadała pani Iwona. Mężczyzna natychmiast zatrzymał samochód i wezwał pomoc, a jego ojciec czuwał przy przerażonym zwierzęciu do czasu przyjazdu służb.
– Pani z fundacji Przytul Pyska była na miejscu bardzo szybko, za co mocno dziękujemy. Dziękujemy też Powiatowej Policji za błyskawiczną interwencję. Cieszę się, że pies jest już w dobrej formie – podsumowała kobieta, która wraz z rodziną uratowała Miśkę.
Choć finał tej historii jest szczęśliwy, wciąż pozostaje w niej jedna, mroczna tajemnica. W jaki sposób stary, schorowany pies, który uciekł przed burzą w Jelczu-Laskowicach, znalazł się kilkadziesiąt kilometrów dalej, w gminie Oleśnica?