8 dni chemii, a potem przeszczep. Mieszkaniec Oleśnicy wchodzi w decydującą fazę walki o życie
Przez lata pan Marek żył w przekonaniu, że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Zawsze aktywny, dbający o zdrowie, pełen sił. Dzisiaj ten znany oleśniczanin stoi przed najważniejszym i najtrudniejszym wyzwaniem w swoim życiu. Choć termin operacji z powodów zdrowotnych był wielokrotnie przekładany, najbliższe dni zadecydują o wszystkim. Warunek jest jeden: jego skrajnie wycieńczony organizm musi przetrwać rygorystyczne przygotowanie medyczne, a na to potrzebne są ogromne fundusze.
Diagnoza niczym wyrok
Wszystko zaczęło się dokładnie rok temu, 19 maja 2025 roku. To właśnie wtedy Marek usłyszał słowa, które na zawsze zmieniły jego świat. Choć wcześniejsze rutynowe badania sygnalizowały pewne problemy z uszkodzeniem szpiku, regularne kontrole dawały nadzieję, że rozwój choroby uda się okiełznać i zatrzymać w porę. Rzeczywistość okazała się jednak bezlitosna – ostra białaczka szpikowa. – Nie potrafię wyrazić słowami, co w takiej chwili czuje człowiek – wspomina tamte momenty Marek Przewoźnik. – Całe życie byłem w ruchu, dbałem o siebie. Zadawałem sobie pytanie: jak to w ogóle możliwe?
Otarł się o śmierć
Ostatni rok w życiu mieszkańca Oleśnicy stał się pasmem niekończącego się cierpienia, niepewności i ciągłych bolesnych ciosów od losu. Kolejne, coraz silniejsze dawki chemioterapii, które miały przygotować jego ciało na przyjęcie nowego szpiku, drastycznie niszczyły organizm. Złe wyniki krwi sprawiały, że upragniony przeszczep ciągle się oddalał.
Początek 2026 roku przyniósł kolejne tragedie. Najpierw odeszła jego ukochana psinka, stanowiąca dla niego bezcenne oparcie psychiczne, a zaledwie kilka tygodni temu pan Marek stanął oko w oko ze śmiercią. – Spędziłem tydzień na OIOM-ie. Lekarze powiedzieli mojej córce, żeby przygotowała się na najgorsze – opowiada łamiącym się głosem oleśniczanin. – Przeżyłem, ale mój stan nadal jest bardzo ciężki. Chwilami modlę się już po prostu o cud.
Pod ścianą
Choroba nie tylko odebrała panu Markowi zdrowie i siły, ale także brutalnie odcięła go od dotychczasowej pracy zawodowej. Skromna renta to jedynie kropla w morzu potrzeb, a fundusze zebrane podczas poprzedniej zbiórki zostały już w całości pochłonięte przez dotychczasowe, niezwykle drogie etapy tej nierównej bitwy.
Aby zaplanowany na początek czerwca przeszczep doszedł do skutku i zakończył się sukcesem, pan Marek musi stale przebywać pod opieką najlepszych specjalistów w kraju. Codzienność pacjenta przed i po przeszczepie to również konieczność utrzymywania rygorystycznej, niezwykle kosztownej diety oraz specjalistycznej suplementacji. Bez tego jego bezbronny organizm nie udźwignie kolejnych dawek chemii. Jeśli zabraknie wsparcia ludzi dobrej woli, te kluczowe elementy terapii staną się nieosiągalne, a drzwi do nowego życia zatrzasną się na zawsze.